Zabrzmiał dzwonek,co oznaczało koniec lekcji na dziś. Cała klasa zaczęła wychodzić z klasy. Wyszedłem idąc koło Gabrysi. Chciałem wrócić ze szkoły z Kamilem,ale on przyspieszył wychodząc z klasy i zniknął mi z oczu. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo ?- zapytałem.
-Gdzie jesteś ?-zapytał nerwowo Hubert.
-E...w szkole ?-odpowiedziałem zdziwiony.
-To zapierdalaj do nas.Masz przejebane!-wykrzyczał po czym rozłączył się.
Spojrzałem na telefon myśląc,co znowu zrobiłem nie tak.
-Coś się stało ?-zapytała niewinnie Gabrysia.
-Nie wiem.-odpowiedziałem chowając telefon.
Szliśmy po woli korytarzem.
-Też lubię Eminema.-zaśmiała się.
-Hm ?-zareagowałem po chwili.
-Twój dzwonek.-zaśmiała się.
-A no tak.-odpowiedziałem zdezorientowany.
-Mam płytę.-powiedziała dumnie.-Może przyszedłbyś do mnie i przesłuchalibyśmy ją razem ?-zapytała.
-Em...pewnie.-odpowiedziałem z uśmiechem po chwili zastanowienia.-Wpadnę jednego dnia.
Gabrysia właśnie zaprosiła mnie na spotkanie.Polubiłem ją,ale tylko jako koleżankę.
Wyjęła z torby długopis i zapisała na mojej ręce swój numer telefonu. Bardzo cieszyłem się na to spotkanie.Morze przestanę tyle myśleć o Kamilu. A pro po Kamila,gdzie on jest ? Chciałbym z nim pogadać. Wyszliśmy z Gabrysią ze szkoły i każdy poszedł w swoją stronę.
Nadal nie wiedziałem o co wtedy chodziło Hubertowi.
Przez całą drogę powrotną próbowałem dodzwonić się do Kamila i wysyłałem mu sms-y o treści ,,o co chodzi ?''. Zachowywał się naprawdę dziwnie. Od kiedy spotkałem Gabrysie unikał mnie. Przypuszczałem,że to wszystko było powiązane.
Zacząłem dochodzić do mieszkania mojej ekipy. Bałem się tam wejść. Nie wiedziałem co mnie tam czeka.
Stałem przed drzwiami jak skamieniały. Gdy wreszcie zebrałem się na odwagę,wszedłem. Położyłem plecak w kącie i wszedłem do salonu gdzie siedzieli wszyscy.
-Siadaj.-powiedział Łukasz pocierając twarz dłońmi.
Strachliwie podszedłem do kanapy i zająłem miejsce na samym środku. Tylko ja na niej siedziałem. Reszta siedziała na fotelach a Weronika jak zwykle na poręczy fotela na którym siedział Marek Spojrzałem na każdego po kolei.
-To o co chodzi ?-zapytałem przestraszony po chwili ciszy.
-Najpierw kilka spraw...-zaczął Marek.
-Po chuja zabiłeś TRZECH gości skoro miała być tylko JEDNA ofiara ?-powiedział wkurzony Łukasz. Pierwszy raz od jakiegoś czasu mówił do mnie taki wkurzony.
-No bo gdy tamtego zabiłem to wszedł inny a potem kolejny...i tak wyszło.-powiedziałem po woli skupiając się na swojej wypowiedzi.
-To trzeba było to zrobić tak,żeby nie było niepotrzebnych ofiar.-powiedział Hubert wstając.-Ok,inna sprawa. Nie zapomniałeś nam czegoś przekazać ? Na przykład od Bartosza. Tego z fioletowych.- spojrzał na mnie ze złością marszcząc przy tym brwi.
-Ja pierdole zapomniałem !-zakryłem ręką usta.
-Ostatnio coś dużo rzeczy zapominasz.-powiedział Łukasz.
-No właśnie. Zapominasz o wszystkim,chodzisz jakiś rozkojarzony,w ogóle nie uważasz na to co robisz...CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE ?!-wykrzyczał Hubert.
-Ja...-oparłem się o oparcie kanapy.-Ja nie nie wiem.
-Najlepiej by było żebyś na razie przestał nam pomagać.-zasugerował Łukasz.
-A wy nic nie powiecie ?-spojrzałem na Weronikę i Marka.
-Zgadzamy się z nimi,więc co mamy mówić.-powiedział spokojnie Marek.
-A jeszcze lepiej żebyś w ogóle nie przychodził tu. Musisz sam to wszystko poukładać.-powiedział już trochę spokojniej Hubert.
Zamurowało mnie. Chcą mnie teraz zostawić ? Teraz gdy potrzebuje największej pomocy z ich strony,oni chcą się po prostu odciąć od problemu ?
-Ale...że co ?-usiadłem normalnie.
-My też tak sądzimy.-odpowiedziała Weronika.
-Teraz...-po woli wstałem.-Teraz gdy ja potrzebuje waszej największej pomocy,wy chcecie się po prostu odciąć od problemu ?-powiedziałem spokojnie,lecz ze smutkiem w głosie.
-Nie,to nie jest tak...-zaczęła Weronika.
-Tak,to jest tak. Nie wiecie co teraz zrobić i jak mi pomóc,więc chcecie to wszytko olać i przeczekać.-powiedziałem powstrzymując płacz.-Na tym całym świecie,mam tylko was. Nikogo więcej.
-Skarbie...-powiedziała Weronika wstając.
-Przestań.-powiedziałem chowając twarz w dłoniach.
-Ale co dokładnie się dzieje ?-zapytał Łukasz.
-Jakoś nagle zaczęło was to interesować.-powiedziałem i wyszedłem z domu.
Zaczął padać deszcz. Nie miałem ze sobą żadnej bluzy.Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. Szedłem chodnikiem przed miasto. Następnie skręciłem w jakąś drogę leśną a po chwili znalazłem się pod domem Kamila. Nie miałem pojęcia jakim cudem się tu znalazłem. Po prostu szedłem przed siebie. Deszcz padał coraz mocniej więc postanowiłem że wejdę i przeczekam deszcz. Przeszedłem przez furtkę i podszedłem do drzwi dusząc przycisk od dzwonka. Po chwili drzwi otworzył szczupły 16-latek w czarnych włosach.
-Hej.-powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-No cześć...-odpowiedział. Był bardzo zdziwiony moim widokiem.
Staliśmy przez chwile patrząc na siebie. Po chwili pokręcił głową po czym chwycił mnie za mokrą rękę i wciągnął do środka.
-Co ty tu robisz ?-zapytał zamykając drzwi.
-Chce pogadać,proszę.-powiedziałem błagalnym głosem.
Spojrzał na mnie z niechęcią,a ja się lekko uśmiechnąłem.
-No to chodź...-powiedział i pociągnął mnie w głąb domu.
-Mój tata jest,więc ogar.-wyszeptał mi do ucha po czym zaśmiał się.
-Spoko. Ale najpierw,czy mogę skorzystać z łazienki ?-zapytałem.
-Pewnie.-powiedział i zaprowadził mnie do łazienki. Wyjął z szafki suszarkę i podał mi ją. Chyba wiedział że chciałem o to poprosić. Gdy zostałem w łazience sam zacząłem suszyć ubrania i włosy.
Kamil pov.
Oparłem się o drzwi łazienki.
Wiedziałem że wcześniej czy później Dominik zauważy że zachowuje się inaczej,ale to dlatego że byłem po prostu zazdrosny. Też uznałem że musimy pogadać,ale tak szczerze. Bałem się trochę tej rozmowy.
Wszedłem po woli w głąb mieszkania gdy zauważyłem że tata schodzi ze schodów.
-Kto przyszedł ?-dopytywał się ze zdziwieniem.
-Przyjaciel.-odpowiedziałem z uśmiechem bujając rękoma klaszcząc raz z przodu,raz z tyły.
-Znam go ?-zmarszczył podejrzliwie brwi.
-Nie,raczej nie.-opowiedziałem spokojnie kiwając przecząco głową.-Ale zaraz poznasz.
Po chwili czekania w korytarzu z łazienki wyszedł Dominik. Gdy mój tata go zobaczył skamieniał.
-Dzień dobry panu.-odpowiedział z uśmiechem Dominik.
-Kamil co on tu robi ?!-mówił wściekły tata.
-Przyszedł do mnie ?-odpowiedziałem.
-Wiesz kto to jest ?! Wiesz jak często on jest widywany na komisariacie ?!-krzyczał tata.
-Proszę pana,to wszystko to były tylko podejrzenia. Żadne z nich nie było prawdą.-mówił spokojnie Dominik.
-Ale samo to ! Nie życzę sobie go w moim domu !-krzyczał do mnie tata.
-Tato ! Przestań.-powiedziałem i chwyciłem Dominika za nadgarstek ciągnąc szybo po schodach.
Weszliśmy do mojego pokoju i oczywiście zamknąłem drzwi.Dominik usiadł na łóżko.
-Przepraszam za tatę. -powiedziałem skrępowany
-Nie szkodzi.-odpowiedział z łagodnym uśmiechem.
-Też czujesz się tak chujowo ?-wymruczałem podchodząc do szafy.
-I to bardzo.-odpowiedział pocierając dłonie.
Wyjąłem z szary ciepłą,czerwoną bluzę i rzuciłem w stronę Dominika.
-Przypuszczam że ci zimno.-zaśmiałem się.
-Jak ty mnie znasz.-mrugnął co mnie trochę zawstydziło.
Szybko ubrał bluzę. We własnych myślach uznałem,że ładnie mu w czerwonym.
Po woli podszedłem do niego i usiadłem obok.
-Dominik,słuchaj. Chciałbym ci coś powiedzieć.
-No słucham.-spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-No bo...-zacząłem wpatrując się w podłogę.-Od kiedy się pojawiłeś w moim życiu dużo się zmieniło. Co do ciebie...mam mieszane uczucia. Ale wiem jedno...-przybliżyłem się bardzo blisko i przyłożyłem swój nos do jego policzka. Nagle on przekręcił lekko głowę w moją stronę przez co nasze nosy się stykały.-podobasz mi się.-wyszeptałem i zacząłem przysuwać bliżej głowę,gdy usłyszałem dźwięk taty wchodzącego po schodach. Wziąłem głęboki oddech i wstałem podchodząc do biurka,żeby tata sobie czegoś nie pomyślał. Od kiedy wstałem nie spojrzałem ani razu na Dominika.
Po chwili drzwi otworzył mój tata.
-Ja muszę wyjść,a nie zostawię cię z nim samym.-powiedział tata.
-Tato !-wstałem.
-Nie no dobra.-powiedział Dominik wstając.-I tak już miałem się zbierać. Dzięki za bluzę. Oddam ci przy najbliższej okazji.-uśmiechną się do mnie uroczo i wyszedł. Tata posłał mi złowrogie spojrzenie i zamknął drzwi.
Rzuciłem się na łóżko wtulając w poduszkę. Czułem się jak idiota. Przez moją głowę przelatywało głównie: ,,Dlaczego mu to powiedziałem ? Dlaczego mnie tak poniosło ? Dlaczego często mnie tak ponosi ? No dlaczego ? On mnie znienawidzi. Jestem pojebany. Wstyd mi jak cholera...'' i tak w kółko.
Dominik pov.
Wszytko we mnie szalało. Miałem ochotę skakać i płakać równocześnie. Kamil właśnie mi powiedział że mu się podobam. Moje marzenia się spełniły. Tylko jest problem: ja mu wtedy nic nie odpowiedziałem,więc jak się domyśli że on mi też ? Nie mogłem wtedy się ruszyć. Byłem zdezorientowany przez to,że chciał mnie pocałować. Co by było gdyby jego tata akurat nie wszedł ? Co by się tam teraz działo ?
Wyszliśmy na dwór z jego tatą.
-Wsiadaj,podwiozę cię.-powiedział ''pan tata'' wsiadając do samochodu.
Zdziwiłem się bardzo,ponieważ widać było że zbytnio za mną nie przepadał,ale wsiadłem. Zająłem miejsce z tyłu przy oknie.
Jechaliśmy przez jakieś 10 minut,gdy zatrzymał się pod ośrodkiem. Chciałem wyjść,ale zostałem zatrzymany.
-Czego chcesz od mojego syna ?-powiedział pan tata odwracając się w moją stronę.
-Niczego.-odpowiedziałem spokojnie.
-Zostaw go w spokoju,zanim zniszczysz mu życie.-powiedział.
-Ja nie chcę mu zniszczyć życia. Zostawię go,jak on sam mnie o to poprosi,a raczej na to się teraz szybko nie stanie.-wyjaśniłem.-dziękuję za podwózkę,do widzenia.-powiedziałem i wyszedłem z samochodu kierując się do drzwi wejściowych ośrodka.Gdy wszedłem,poczułem że moje nogi są jak z waty,więc upadłem na kolana chowając nos i usta w rękawach bluzy. Ta bluza pachniała nim,Kamilem. Z moich oczy zaczęły wypływać łzy. Sam nie wiedziałem czy to są łzy szczęścia,czy smutku. Po prostu chciało mi się płakać więc nie krępowałem się. Gdy uniosłem lekko wzrok zauważyłem małego chłopczyka wychylającego się zza rogu. To był Antek. Obtarłem rękawem łzy i uśmiechnąłem się do niego.
-Cześć.-przywitałem go cały czas będą na kolanach.
-Co się stało ?-zapytał niewinnie.
-Nic takiego mały,nic takiego.-powiedziałem z uśmiechem.
Chłopiec po woli podszedł do mnie i przytulił.
-Lubię cię,wiesz ?-powiedział.
-Tak,wiem. Ja cię też.-zaśmiałem się.-A teraz leć spać.
-Dobrze,ale nie płacz już. Jesteś na to za fajny.-przejechał małymi rączkami po moich policzkach.
-Czasami ludzie płaczą,bo mają taką potrzebę. Bo po prostu sobie nie radzą,albo coś ich boli. To nie oznacza że są słabi,taka po prostu jest ludzka natura.-odpowiedziałem z uśmiechem.
-No dobra. No to dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-odpowiedziałem i wstałem a chłopiec pobiegł do innego pokoju.
Odwróciłem się,a za mą stała pani Grajewska,czyli jedna z opiekunek. Opierała się o futrynę.
-Coś cię gryzie ?-zasugerowała.
-Nie coś,tylko ktoś.-przetarłem oko rękawem.-Tęsknie za czasami w których gdy miałem problem, po prostu prosiłem o pomoc i ty mi pomagałaś.-zaśmiałem się.
-Niestety,takie jest życie. Ale zobaczysz,już niedługo będzie dobrze.-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-No mam nadzieję.-odwzajemniłem uśmiech i poszedłem na górę.
---------------------------------------------------------------------
Strasznie przepraszam że dłuuuugo nie było rozdziału,ale miałam trochę mało czasu ;----;
Postaram się częściej wstawiać ;)
Jak zwykle: kolejny rozdział dodam jak będzie tu 5 (lub jeśli chcecie więcej) komentarzy.
#BYE.