-Coś się stało?-zmarszczył brwi.
Słodko wyglądał gdy się denerwował.
-No bo-zacząłem powoli.-znasz mnie już dość dobrze i wiesz czym się ''zajmuję''-utworzyłem z rąk cudzysłów.
-No tak po części wiem...-powiedział siadając obok mnie.
-I jest dużo ludzi którzy chcą się na mnie zemścić za to,co zrobiłem. Więc pokazując się ze mną na mieście narażasz się.-powiedziałem patrząc mu w oczy.
-Na co?-zapytał
-Na wszystko. Może nie że od razu będą chcieli cię zabić,ale po prostu będą zwracać na ciebie uwagę.-wytłumaczyłem mu poważnym tonem.
-A wiesz co?- szybko wstał.
Myślałem że przestraszył się i teraz zostawi mnie.
-Jeśli przybywając z tobą jestem w niebezpieczeństwie,to chcę być w niebezpieczeństwie.-uroczo uśmiechnął się do mnie.
Spojrzałem na chodnik. Nie mogłem w to uwierzyć. Pomimo tego,że może mu się coś stać,on chce zostać ze mną. Strasznie się cieszyłem.
Podniosłem głowę,spojrzałem na niego po czym wstałem i z uśmiechem przytuliłem go. Był zaskoczony tym gestem,ale także mnie przytulił.
-Większość ludzi by od razu spierdalała po tym co wydarzyło się w lesie.-powiedziałem odsuwając się od niego.- I dlatego jesteś wyjątkowy.- wyszeptałem przejeżdżając ręką po jego szyi,następnie ramieniu zjeżdżając do nadgarstka po czym odwróciłem się i zaczęliśmy iść w stronę miasta.
Spojrzałem na niego.Był trochę zaczerwieniony.
Kamil pov.
Czy on mnie podrywał? Wszystkie gesty i jego zachowanie na to wskazywały. Gdy stałem blisko niego,robił się spięty.Czy on mi się podobał? Owszem,nie był brzydki.Czy chciałbym z nim być? Nie wiem,mam mętlik w głowie. Czy jestem homoseksualny? Nie,ale czułem,że dla Dominika mogę zostać.
Szedłem zamyślony patrząc w chodnik. Nagle Dominik szarpnął mnie w swoją stronę przez co wleciałem na niego ocierając się o jego czubek nosa policzkiem.Nagle w miejscu w którym szedłem z wielką prędkością przejechał mężczyzna na rowerze.
-Uważaj następnym razem.-zaśmiał się.-Mogło ci się coś stać.
-Em...dzięki.I dzięki też za troskę.-przygryzłem wargę i poprawiłem bluzkę.
Nic nie odpowiedział. Szliśmy dalej. Po chwili znaleźliśmy się pod basenem publicznym. Na drzwiach wisiała kartka. Dominik zbliżył się do drzwi i przeczytał napis na kartce.
-Zamknięte kurwa.-rozłożył ręce z krzywą miną.
-No to choć gdzie indziej?-zasugerowałem marszcząc jedną brew.
-Ale to po co brałem ręcznik i te wszystkie pierdoły.-spojrzał na plecak a następnie na mnie.
-Peszek.- zaśmiałem się i poszedłem w kierunku fontanny za która znajdowało się kino.
-Czekaj.-dogonił mnie.
-Tam jest kino. Choć.-powiedział ziewając.
-Na co pójdziemy?-zapytał ciekawsko
-Może na ,,Iron man''?-zaproponowałem.
-Hahahahaha chyba cię coś jebło. Idziemy na horror.-powiedział stanowczo ostatnie zdanie.
-Nie! Ja nie lubię horrorów.-zatrzymałem się.
Nie lubiłem horrorów,ponieważ zawsze po nich miałem dziwne przewidzenia i zdawało mi się że widzę to,co było w tym filmie.To było straszne. W swoim żuciu obejrzałem tylko 2 horrory.
-Bez gadania.-zaśmiał się,chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę budki z biletami.
Stawiałem lekki opór.
-Nie!-mówiłem,lecz on mnie nie słuchał.
Ludzie wokół się na nas patrzyli.
-2 bilety na ,,Paranormal actiwity 4''-powiedział do mężczyzny w budce i podał mu pieniądze.
-Dominik!-wyrwałem się z jego uścisku.
Mężczyzna wystukał coś na komputerze a po chwili z maszyny stojącej obok wyjechały 2 niebieskie bilety.
-Choć.-powiedział z uśmiechem.
Postanowiłem więcej już się nie sprzeciwiać. Najwyżej będę miał koszmary.
Przed wejściem na salę kinową kupiliśmy popcorn i colę dla każdego.
Po wejściu na salę od razu zaczął się film. Już z samego początku się bałem.Po około 30 minutach filmu wyszeptałem do niego:
-Daj rękę.
-Po co?-zapytał zdziwiony.
-Bo się boję.-powiedziałem cicho.
Uśmiechnął się i lekko zacisnął moją rękę.
W straszniejszych momentach filmu z całych sił zaciskałem jego rękę. Nagle na ekranie ukazała się zakrwawiona twarz a my odskoczyliśmy ze strachu,przez co Dominikowi wypadła komórka z kieszeni i wleciała pomiędzy fotele.
-Kurwa.-powiedział cicho.
Podwinął rękaw u prawej ręki i zaczął szukać telefonu w szparze. Zauważyłem u niego poziomy napis przed zgięciem łokcia.Nie widziałem dokładnie ponieważ było ciemno. Wyciągając rękę z telefonem potrącił moją colę a ona wylała się na mnie. Miałem całą mokrą bluzkę.
-Debilu!-powiedziałem cicho.
-O matko,przepraszam!-zasłonił ręką usta.
Podeszła do nas kobieta w czerwonym mundurku.
-Drodzy chłopcy proszę wyjść. Przeszkadzacie innym oglądającym.-wskazała ręką na drzwi.
Dominik zaśmiał się,a ja wręcz przeciwnie. Wcale nie było mi do śmiechu.
Po wyjściu natychmiast poszedłem do ubikacji. Wziąłem papierowy ręcznik i zacząłem nim wycierać plamę na bluzce. Wyrzuciłem ostatni kawałem papieru do śmieci. Przypomniał mi się ten napis na jego ręce.Podszedłem do niego bardzo blisko a on przygryzł wargę. Chwyciłem jego rękę i podwinąłem rękaw do łokcia. We wcześniej opisywanym miejscu zauważyłem czarny napis ,,fresh''.
-,,fresh'' ?-zapytałem przecierając palcem po napisie.
-Moja ksywa na mieście.-odpowiedział patrząc na napis.-jeśli gdzieś to usłyszysz to pewnie chodzi o mnie.-zaśmiał się.
-Ok.-opowiedziałem zasuwając jego rękaw i puściłem jego rękę a on opuścił ją w dół.
Tak na prawdę wiedziałem kim jest. Wiedziałem tylko jak się nazywa i co mam robić. Zgodziłem się na to wszytko,bo po części się ich bałem. Kogo się bałem? To tajemnica.
-Dobra,choć coś zjeść.-powiedział i ruszył w stronę wyjścia.-Znam fajną knajpkę niedaleko.
Szliśmy kilka ulic. Na dworze po woli robiło się ciemno. Dominik zaczął bacznie rozglądać się dookoła.
-Nie lubię chodzić nocą po mieście.-powiedział patrząc na przejeżdżające samochody.
-Dlaczego?-zapytałem chwytając za kołnierzyk bluzki.
-Nigdy nie wiadomo kto może wyjść zza rogu.-odsapnął zw smutkiem.
Weszliśmy do małego budynku. W środku było pełno ludzi. Głównie starsi mężczyźni. Usiedliśmy na miejscu w kącie.
-Fajną knajpkę?- zaśmiałem się unosząc brwi.
Dominik nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się do mnie. Po chwili podeszła do nas kelnerka. Była to starsza kobieta, miała rude włosy i okulary.
-Witam,co podać?-zapytała z niechęcią i zmęczeniem.
-2 porcje frytek.-odpowiedział Dominik.
Kobieta zapisała coś na kartce i poszła do kuchni. Po chwili podeszłą do nas młoda,wysoka i szczupła blondynka,ubrana w sukienkę w panterkę i wysokie czarne kozaki. Usiadła koło Dominika,co mnie lekko zaskoczyło.
-Siema.-powiedziała z uśmiechem. Siedziała okręcona bokiem patrząc na Dominika opierając się łokciem o stół.
-yyy...cześć.-powiedział zdezorientowany chłopak.
-Pamiętasz mnie?-zamruczała ze śmiechem.
-Nie zbyt.- lekko pokiwał głową i wywrócił oczami.
-No pierdoliliśmy się imprezie dwa tygodnie temu.-zaśmiała się.
Gdy to powiedziała poczułem coś w rodzaju zazdrości. Nie wiedziałem dlaczego.
-No sorry ale na serio cię nie pamiętam.-zaśmiał się.
-A chcesz sobie przypomnieć?-przejechała ręką po jego ramieniu i przedramieniu.
-Nie,wiesz...nie dziś.-powiedział zniechęcony i zdjął jej rękę z siebie
-Ok,czekam.-powiedziała odchodząc.
Otworzyłem usta ale zanim zdążyłem coś powiedzieć Dominik przerwał mi.
-Nie pytaj.-powiedział poważnym głosem.
-Ok.-odpowiedziałem cicho patrząc w zielony stół.
Po chwili kelnerka przyniosła nam talerze z frytkami. Postawiła je i poszła dalej. Przybliżyłem trochę głowę w stronę Dominika.
-Zapomniała wziąć za to kasy.-zaśmiałem się
Dominik lekko pokiwał głową. Wydawał się trochę zawstydzony. Czyżby coś takiego go zasmuciło? Przecież on taki nie był. Czułem że chodzi o mnie.
Nagle usłyszeliśmy rozmowę wysokiego,mocno umięśnionego mężczyzny z tą dziewczyną która do nas podeszła. Stali oni pod barem,za Dominikiem. Ja spojrzałem do przodu,a on odwrócił się.
-Że co kurwa?! Pierdoliłaś się z nim?!-wykrzykiwał i pokazywał palcem na Dominika
-I było o wiele lepiej niż z tobą.-powiedziała i machnęła długimi blond włosami.
Dominik szybko odwrócił głowę w moją stronę,wstał,chwycił mnie za rękę i wyprowadził z budynku. Szedł bardzo szybko,ledwo nadążałem. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi a z nich wyszedł ten facet i kilkoro także umięśnionych mężczyzn.
-Wracaj tu kurwa gówniarzu!-zaczął biec za nami.
Dominik pociągnął mnie w stronę wąskiej uliczki. Rozejrzał się i wciągnął mnie do szpary pomiędzy ścianami.Stanąłem pod ścianą,w cieniu a on wcisnął się pomiędzy mnie a ścianę.
-Co się dzieje?-zapytałem zszokowany.
Przykrył swoją ręką moje usta.
-Nic nie mów i sieć cicho. Od tego zależy twoje życie.-wyszeptał
Usłyszeliśmy wbiegających mężczyzn z baru.
-Tu weszli .-powiedział jeden z nich.
Zaczęli chodzić i szukać w kartonach. Nagle jeden z nich podszedł bardzo blisko naszej kryjówki. Dominik spuścił głowę i oparł o moje ramię. Gdy mężczyzna podszedł jeszcze bliżej,Dominik przygryzł moją bluzkę na ramieniu. Mocno marszczył brwi coraz mocniej przyciskając mnie do ściany. Był silny,więc już nawet ie mogłem się ruszyć.
Mężczyźni odeszli a Dominik bardzo cicho wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.Przełknął ślinę i oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Ja także odruchowo zamknąłem.Pokręcił głową o moje czoło,a ja położyłem dłoń na jego ramieniu. Zjechał głową w dół przecierając swoim policzkiem o mój policzek a ja wziąłem głęboki oddech. Był bardzo blisko mnie. Moje ciało przeszły ciarki. Jedyne co chciałem teraz zrobić to pocałować go.Czułem zapach jabłka. Pewnie pochodził jego włosów. Przybliżyłem głowę bliżej niego,a on zacisnął rękę na moim biodrze i ruszył w stronę wyjścia. Stałem przez chwilę z zamkniętymi oczami opierając tył głowy o ścianę.
Wyszedłem za nim. Był już na chodniku a ja dobiegłem do niego. Szliśmy bardzo długo w ciszy,aż znaleźliśmy się niedaleko mojego domu.
-Hej uśmiechnij się.-powiedziałem z uśmiechem.
-Nie mogę. Mogło ci się coś stać przez to,że byłeś ze mną.-powiedział wpatrując się w chodnik.
To znaczy,że bardzo się o mnie martwił. To było urocze z jego strony.
-Ale nic mi nie jest.-zaśmiałem się i rozłożyłem ręce.
Dominik uśmiechnął się.
-To dobrze.-powiedział i objął mnie rękami na karku kładąc głowę na moim ramieniu.-Nie darował bym sobie gdyby coś ci się stało.Aktualnie jest jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.-wyszeptał
Gdy to usłyszałem poczułem ciepło w środku. Coś w rodzaju ,,motylki w brzuchu''.
-Jesteś pierwszą osobą która mi coś takiego powiedziała.-powiedziałem otulając go w pasie.
Puścił mnie i bez słowa odszedł. Nawet nie spojrzał na mnie.
Tak bardzo chciałem mu powiedzieć prawdę,dlaczego do niego zagadałem. Nie chciałem mu tego robić,ale oni mnie zmusili. Zgodziłem się na to wszystko bo po prostu się bałem,ale na początku nie myślałem że zrobię to,czego nie powinienem,czyli zakocham się w ofierze moich przymuszonych ''pracodawców''.
---------------------------------------------------------------------
Siema. Jeśli czytasz proszę daj komentarz.
Mam smutną informację:kolejny rozdział ze 2 tygodnie (czyli tak po 12.07.2013) ponieważ wyjeżdżam na kolonię. Dziękuję za czytanie i pozdrawiam xxx
czwartek, 27 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Rozdział 8
Dominik pov.
Niepewnie nadusiłem dzwonek,po czym spojrzałem w okno znajdujące się obok drzwi. Zauważyłem w nim znajomą twarz. To był Kamil. Spojrzał na mnie z uśmiechem i pobiegł gdzieś w głąb pokoju. Po chwili drzwi otwarły się,a w nich ujrzałem Kamila. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Dlaczego? Kamil był bez koszulki.
-Hej.-dosłownie wskoczył w próg drzwi i powiedział to z uśmiechem.
-Siema.-odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech,czując ciarki na całym ciele i narastające ciepło wewnątrz.
-Wejdź.-powiedział odsuwając się abym mógł wejść.-Zaczekaj jeszcze chwile,bo jeszcze jem śniadanie.
-Ok.-odpowiedziałem wchodząc do korytarza i rozglądając się wokół.
Ruszył w stronę kuchni,a ja za nim.
Byłem tak cholernie podniecony. Widziałem jego drobne,perfekcyjne ciało. Nie mogłem się napatrzeć,chociaż szedł tyłem. Ukradkiem spojrzałem na swoje krocze,sprawdzając czy nic się tam nie ,,wystaje'',bo wiedziałem,że jeśli Kamil się nie ubierze,może się coś wydarzyć,a gdyby on to zauważył,spaliłbym się ze wstydu.
Weszliśmy do kuchni. Usiadł przy stole kontynuując jedzenia płatków z mlekiem. Usiadłem na przeciwko niego. Postanowiłem go sprowokować do ubrania się.
-Nie jest ci zimno?-zapytałem patrząc na jego nagi tors.
Po chwili zorientowałem się że przygryzam wargę. Jakoś tak odruchowo to się stało.
-Trochę. Ale jest dobrze.-zaśmiał się
Uśmiechnąłem się i wbiłem wzrok w jego miskę z płatkami. Wziąłem głęboki oddech i chciałem skupić myśli na czymś innym,lecz Kamil mnie rozpraszał. Nie myślałem o niczym innym,tylko o nim. Znowu zorientowałem się,że bardzo mocno przygryzam wargę.
Panowała cisza. Nagle Kamil wstał i odstawił miskę do zlewu.
-Czekaj chwile.-powiedział poprawiając włosy.
Gdy wstał i przeszedł koło mnie,poczułem zapach wanilii. Czułem że jestem czerwony. Upewniłem się żeby sprawdzić czy na pewno wyszedł. Rozciągnąłem ręce na cały stół,położyłem głowę i mocno zacisnąłem koniec stołu.
-kurwa.-szepnąłem.
Podniosłem się i oparłem łokcie na krawędzi stołu przyciskając ręce do ust. Spojrzałem w biały sufit i ciężko wypuściłem powietrze przez ręce. Uspokoiłem się trochę i wstałem,aby zobaczyć dlaczego tak długo nie wraca. Przeszedłem się po małym korytarzyku,po czym zajrzałem do pokoju obok który był czymś w rodzaju salonu. Ściany były kremowe,z grubym,czerwonym paskiem koło dużego telewizora. Przy nim stała komoda,na której stały zdjęcia Kamila i pewnej kobiety. Przypuszczałem,że to jego mama. Podszedłem bliżej,aby dokładnie przyjrzeć się pewnemu zdjęciu. Chwyciłem je i dostrzegłem na nim dziecko,przypominające Kamila. Uśmiechnąłem się i przejechałem kciukiem po zdjęciu. Nagle poczułem lekki dotyk na lewym ramieniu. Przekręciłem lekko głowę i ujrzałem Kamila,opierającego się brodą o moje ramię. Uśmiechnąłem się do niego a on do mnie,po czym znowu spojrzałem na zdjęcie.
-To ty?-zapytałem.
-Tak.-odpowiedział.
-Słodki byłeś.-zaśmiałem się.
-Byłem? To znaczy że już nie jestem-zażartował
-No jesteś ale...-wykrztusiłem z uśmiechem
-Uważasz że jestem słodki?-powiedział przerywając mi
-No...masz taki urok osobisty-odpowiedziałem zawstydzony nadal patrząc na zdjęcie.
-Hmmm-zaśmiał się i opadł czoło w miejsce gdzie opierał brodę.
Staliśmy tak przez chwile po czym odstawiłem zdjęcie.
-Idziemy?-zaproponowałem po czym okręciłem głowę w jego stronę.
-Tak,idziemy-powiedział i odsunął się kulka kroków.
Spojrzałem na niego. Miał ubrane jasne dżinsy i niebieską bluzkę z długim rękawem.
Przejechałem po nim oczami a on uśmiechnął się,na co przygryzłem wargę i zawstydzony spojrzałem na fotel obok..
Ruszył w stronę drzwi,a ja poszedłem za nim. Ubrał buty,wziął małą torbę na ramię i wszyliśmy z domu. Oparłem się o białą kolumnę i przyglądałem się jak zaklucza dom.
-Dziś Weronika i Marek zrobili...-zacząłem opowiadać.
-Kto?-zapytał chowając klucze do torby.
-No to są ci co mieszkają tam gdze chodzę.-wyprostowałem się.
-Ok.-odpowiedział
-No są jeszcze Łukasz i Hubert.-odparłem
-Ok. No dokończ co poprzednio zacząłeś.-zaczął iść w stronę furtki a ja za nim.
-No dali m wykład o dojrzewaniu. Podrapałem się w kark ze śmiechem.
Zatrzymał się na chwile i odwrócił w moją stronę.
-Współczuję.-powiedział poważnie.
-Ale i tak w połowie im przerwałem bo nie muszą mi tego opowiadać.-zaśmiałem się i przeszedłem na drugą stronę furtki.
-Ze mną jeszcze o tym nie rozmawiali.-zamknął za sobą furtkę.
-To się przygotuj.-powiedziałem.
Zaczęliśmy powoli iść leśną ścieżką.
-A tak w ogóle,to robiłeś już TO?-zaakcentował ostatnie słowo.
-Tak.-odpowiedziałem.-I to kilka razy.
-Czyli masz dziewczynę?-zapytał jakby zawieziony.
-Nieee.-opowiedziałem.
-To jak ty to...-zdziwił się.
-No tak jakoś wychodzi.-zaśmiałem się.-a ty?
-No ja nie-odpowiedział zawstydzony.
Szczerze,to ucieszyło mnie to. Nie wiem dlaczego. Po prostu cieszyłem się jak małe dziecko gdy widzi swoją matkę.
-Nie ma się czego wstydzić.-powiedziałem cicho i wyraźnie.
-Dobra,skończmy już ten temat.-powiedział.
-A co zawstydziłeś się?-szturchnąłem go ramieniem ze śmiechem.
-Odwal się.-powiedział skrępowany patrząc w ziemie.
Szliśmy już dobre 10 minut i dochodziliśmy już do centrum miasta. Zauważyłem ławkę i usiadłem na nią.
-To gdzie pierwsze idziemy?-zapytał uśmiechając się.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie.-zacząłem podejrzliwie chociaż nie miałem nic konkretnego na myśli.
----------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to proszę,daj komentarz. Z góry dzięki :)
Niepewnie nadusiłem dzwonek,po czym spojrzałem w okno znajdujące się obok drzwi. Zauważyłem w nim znajomą twarz. To był Kamil. Spojrzał na mnie z uśmiechem i pobiegł gdzieś w głąb pokoju. Po chwili drzwi otwarły się,a w nich ujrzałem Kamila. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Dlaczego? Kamil był bez koszulki.
-Hej.-dosłownie wskoczył w próg drzwi i powiedział to z uśmiechem.
-Siema.-odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech,czując ciarki na całym ciele i narastające ciepło wewnątrz.
-Wejdź.-powiedział odsuwając się abym mógł wejść.-Zaczekaj jeszcze chwile,bo jeszcze jem śniadanie.
-Ok.-odpowiedziałem wchodząc do korytarza i rozglądając się wokół.
Ruszył w stronę kuchni,a ja za nim.
Byłem tak cholernie podniecony. Widziałem jego drobne,perfekcyjne ciało. Nie mogłem się napatrzeć,chociaż szedł tyłem. Ukradkiem spojrzałem na swoje krocze,sprawdzając czy nic się tam nie ,,wystaje'',bo wiedziałem,że jeśli Kamil się nie ubierze,może się coś wydarzyć,a gdyby on to zauważył,spaliłbym się ze wstydu.
Weszliśmy do kuchni. Usiadł przy stole kontynuując jedzenia płatków z mlekiem. Usiadłem na przeciwko niego. Postanowiłem go sprowokować do ubrania się.
-Nie jest ci zimno?-zapytałem patrząc na jego nagi tors.
Po chwili zorientowałem się że przygryzam wargę. Jakoś tak odruchowo to się stało.
-Trochę. Ale jest dobrze.-zaśmiał się
Uśmiechnąłem się i wbiłem wzrok w jego miskę z płatkami. Wziąłem głęboki oddech i chciałem skupić myśli na czymś innym,lecz Kamil mnie rozpraszał. Nie myślałem o niczym innym,tylko o nim. Znowu zorientowałem się,że bardzo mocno przygryzam wargę.
Panowała cisza. Nagle Kamil wstał i odstawił miskę do zlewu.
-Czekaj chwile.-powiedział poprawiając włosy.
Gdy wstał i przeszedł koło mnie,poczułem zapach wanilii. Czułem że jestem czerwony. Upewniłem się żeby sprawdzić czy na pewno wyszedł. Rozciągnąłem ręce na cały stół,położyłem głowę i mocno zacisnąłem koniec stołu.
-kurwa.-szepnąłem.
Podniosłem się i oparłem łokcie na krawędzi stołu przyciskając ręce do ust. Spojrzałem w biały sufit i ciężko wypuściłem powietrze przez ręce. Uspokoiłem się trochę i wstałem,aby zobaczyć dlaczego tak długo nie wraca. Przeszedłem się po małym korytarzyku,po czym zajrzałem do pokoju obok który był czymś w rodzaju salonu. Ściany były kremowe,z grubym,czerwonym paskiem koło dużego telewizora. Przy nim stała komoda,na której stały zdjęcia Kamila i pewnej kobiety. Przypuszczałem,że to jego mama. Podszedłem bliżej,aby dokładnie przyjrzeć się pewnemu zdjęciu. Chwyciłem je i dostrzegłem na nim dziecko,przypominające Kamila. Uśmiechnąłem się i przejechałem kciukiem po zdjęciu. Nagle poczułem lekki dotyk na lewym ramieniu. Przekręciłem lekko głowę i ujrzałem Kamila,opierającego się brodą o moje ramię. Uśmiechnąłem się do niego a on do mnie,po czym znowu spojrzałem na zdjęcie.
-To ty?-zapytałem.
-Tak.-odpowiedział.
-Słodki byłeś.-zaśmiałem się.
-Byłem? To znaczy że już nie jestem-zażartował
-No jesteś ale...-wykrztusiłem z uśmiechem
-Uważasz że jestem słodki?-powiedział przerywając mi
-No...masz taki urok osobisty-odpowiedziałem zawstydzony nadal patrząc na zdjęcie.
-Hmmm-zaśmiał się i opadł czoło w miejsce gdzie opierał brodę.
Staliśmy tak przez chwile po czym odstawiłem zdjęcie.
-Idziemy?-zaproponowałem po czym okręciłem głowę w jego stronę.
-Tak,idziemy-powiedział i odsunął się kulka kroków.
Spojrzałem na niego. Miał ubrane jasne dżinsy i niebieską bluzkę z długim rękawem.
Przejechałem po nim oczami a on uśmiechnął się,na co przygryzłem wargę i zawstydzony spojrzałem na fotel obok..
Ruszył w stronę drzwi,a ja poszedłem za nim. Ubrał buty,wziął małą torbę na ramię i wszyliśmy z domu. Oparłem się o białą kolumnę i przyglądałem się jak zaklucza dom.
-Dziś Weronika i Marek zrobili...-zacząłem opowiadać.
-Kto?-zapytał chowając klucze do torby.
-No to są ci co mieszkają tam gdze chodzę.-wyprostowałem się.
-Ok.-odpowiedział
-No są jeszcze Łukasz i Hubert.-odparłem
-Ok. No dokończ co poprzednio zacząłeś.-zaczął iść w stronę furtki a ja za nim.
-No dali m wykład o dojrzewaniu. Podrapałem się w kark ze śmiechem.
Zatrzymał się na chwile i odwrócił w moją stronę.
-Współczuję.-powiedział poważnie.
-Ale i tak w połowie im przerwałem bo nie muszą mi tego opowiadać.-zaśmiałem się i przeszedłem na drugą stronę furtki.
-Ze mną jeszcze o tym nie rozmawiali.-zamknął za sobą furtkę.
-To się przygotuj.-powiedziałem.
Zaczęliśmy powoli iść leśną ścieżką.
-A tak w ogóle,to robiłeś już TO?-zaakcentował ostatnie słowo.
-Tak.-odpowiedziałem.-I to kilka razy.
-Czyli masz dziewczynę?-zapytał jakby zawieziony.
-Nieee.-opowiedziałem.
-To jak ty to...-zdziwił się.
-No tak jakoś wychodzi.-zaśmiałem się.-a ty?
-No ja nie-odpowiedział zawstydzony.
Szczerze,to ucieszyło mnie to. Nie wiem dlaczego. Po prostu cieszyłem się jak małe dziecko gdy widzi swoją matkę.
-Nie ma się czego wstydzić.-powiedziałem cicho i wyraźnie.
-Dobra,skończmy już ten temat.-powiedział.
-A co zawstydziłeś się?-szturchnąłem go ramieniem ze śmiechem.
-Odwal się.-powiedział skrępowany patrząc w ziemie.
Szliśmy już dobre 10 minut i dochodziliśmy już do centrum miasta. Zauważyłem ławkę i usiadłem na nią.
-To gdzie pierwsze idziemy?-zapytał uśmiechając się.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie.-zacząłem podejrzliwie chociaż nie miałem nic konkretnego na myśli.
----------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to proszę,daj komentarz. Z góry dzięki :)
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział 7
Obudziło mnie przeładowywanie broni,co nie było tu żadną nowością. Przetarłem oczy i sprawdziłem godzinę na telefonie. Była 06:00 rano. Odłożyłem go i zamknąłem oczy. Miałem nadzieję,że dalej zasnę,lecz coś nie dawało mi spokoju. Miałem wrażenie,że zapomniałem o czymś ważnym.
Wstałem i poszedłem do kuchni żeby sprawdzić co się dzieje.
-Coś się stało?-zapytała mnie nerwowo Weronika szykując jak co ranek śniadanie.
-To chyba ja powinienem o to spytać.-stanąłem na środku salonu przyglądając się chłopakom pakującym sprzęt do toreb.
-Usiądź Dominik.-powiedział Marek siadając na fotel.
Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Nie miałem pojęcia,o co mogło chodzić. Powoli podszedłem do kanapy i ostrożnie usiadłem.
-Co zrobiłem?-zapytałem z przerażeniem.
-Nic nie zrobiłeś,tylko chcielibyśmy z Weroniką o czymś z tobą porozmawiać.-splótł ręce i zwiesił je pomiędzy kolana.
Weronika usiadła poręczy fotela. Zmarszczyłem brwi i zacząłem nerwowo rozglądać się po pokoju. Niepewnie przełknąłem ślinę.
-A więc słuchaj.-zaczął Marek.-Po części to my pełnimy role twoich rodziców,i chcemy,abyś wyrósł na ludzi.
Zmarszczyłem brwi i lekko pokiwałem głową.
-I to jest taki temat dość wstydliwy,ale to my musimy z tobą o tym porozmawiać.-mówił z powagą.
Nagle zaświtało mi w głowie i domyśliłem się do czego zmierza.
-O boże.-zaśmiałem się i schowałem twarz w dłoniach.-Nie musicie o tym ze mną rozmawiać.Nie jestem już dzieckiem-pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale no wiesz no...-powiedziała Weronika wymachując rękami.
-Ogarniam stosunki damsko-męskie. Serio. Nie musicie mi tego tłumaczyć.-zakryłem oczy ręką śmiejąc się.
-Uff.-odsapnął Marek.-To dobrze.
-Ale skąd wiesz?-zapytała Weronika.
Ugryzłem paznokcia od kciuka.
Najchętniej bym powiedział im ,,rucham się na każdej imprezie,więc raczej wiem co to ostry seks z napaloną blondynką''.
-Z własnego doświadczenia.-odpowiedziałem niepewnie patrząc na podłogę.
-Co?-zapytała ze zdziwieniem..
-Nic.-zaśmiałem się.
Przez chwile patrzyłem na nich zakrywając palcami usta.
-Zdziwieni?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Robiłeś to już?!-zapytała wściekła Weronika.
-I co z tego?-uniosłem ręce mówiąc bez skrępowania.-To jest moja prywatna sprawa.
Wstałem wściekły i poszedłem po schodach do pokoju.
Jak oni mogą wypytywać o takie rzeczy. Nie jestem dzieckiem. Nie muszę o wszystkim im opowiadać.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod poduszki telefon. Kamil nie dał znaku życia,choć może dlatego,że jest 06:30. Nie mogłem już wytrzymać. Chciałem jak najszybciej się z nim zobaczyć.Podszedłem do drzwi balkonu,otwarłem je i wyszedłem.Balkon nie był wysoko,ponieważ z dołu na piętro było jakieś 5 schodków. Stanąłem opierając się o drewnianą poręcz i wpatrując się w samochody przejeżdżające koło mojego ''domu''. Na dworze było zimno i pochmurnie,lecz było widać niewielkie przebłyski słońca.
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moją orientacją.Od jakiegoś czasu zaczynam się ''podniecać'' chłopakami. Kolejnym argumentem jest to,że poczułem coś do Kamila. Jak moja ekipa twierdzi,zakochałem się. Chociaż znam go tylko 1 dzień. No cóż,musiało wystarczyć. Chciałem o tym z kimś pogadać,ale nie mogłem. Bałem się ich reakcji.
Zaczął padać deszcz,więc wszedłem do środka zamykając za sobą szczelnie drzwi.
Zrobiło mi się zimno w tej piżamie,więc podszedłem do szafy i wyjąłem z niej białą bluzę i czarne spodnie. Zdjąłem piżamę i założyłem wyjęte przed chwilą ubrania. Otworzyłem inną szafkę i wyciągnąłem z niej białe buty z czerwonymi paskami po bokach,a następnie ubrałem je. Zrobiłem się głodny,ale nie miałem ochoty z innymi przebywać. Chciałem być teraz sam,pogrążony w myślach. Ale niestety,musiałem zejść na dół. Schowałem więc telefon do kieszeni. Miałem nadzieję,że Kamil zaraz zadzwoni. Zamknąłem drzwi i zszedłem do cichu na dół. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem Huberta jedzącego kanapkę i czytającego gazetę. Podszedłem do blatu i wziąłem kanapkę z serem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść. Hubert prawie kończył. Skorzystałem z okazji aby mu coś uświadomić.
-Słuchaj.-odłożyłem kanapkę i spojrzałem na niego.-Czy ty na prawdę myślisz że jestem aż takim idiotą i nie wiem podczas seksu zakłada się prezerwatywę?-powiedziałem szybko patrząc mu prosto w oczy.
-Co?!-zadławił się z kęsem chleba.
-Słyszałem co wczoraj mówiliście.-lekko się uśmiechnąłem.-Nie jestem aż takim debilem jak ci się zdaje.
Zrobił do mnie duże oczy,po czym wstał zszokowany i wyszedł z kuchni.
-Ale dlaczego ja mam to zrobić? Potem będę miał większe kłopoty.Policja i tak mnie obserwuje.-usłyszałem głos wchodzącego Łukasza.
-Ale my nie mamy czasu.-odpowiedział wchodzący za nim Marek.
-To niech Dominik się tym zajmie.-odpowiedział Łukasz po czym zaczął szukać czegoś w szafce nad kuchenką.
-Ale o co chodzi?-zapytałem marszcząc brwi i biorąc ostatni kawałek do ust.
-A w sumie,czemu nie.-opowiedział Marek patrząc na mnie po czym usiadł na krześle obok.
-Sprzątniesz jednego gościa?-zapytał niepewnie.
-Spoko.-wytarłem ręce w spodnie.-Kogo?
-Ten gościu widział jak pakowaliśmy towar z Rosji.-powiedział Marek układając usta w cienką linię.
-Jak się nazywa i gdzie go znajdę?-zacząłem pytać o istotne informacje.
-Yuan Lee czy jakoś tak. Łatwo go poznasz bo to chińczol. Znajdziesz go w tym warsztacie...a z resztą,Łukasz cię zawiezie.-wytłumaczył.
-Ale wieczorem,tak?-zapytałem. Nie chciałem dziś w ciągu dnia nic załatwiać,bo chciałem spotkać się z Kamilem.
-A szybciej nie możesz?-zapytał zmęczonym głosem.
Położyłem przedramiona na stół.
-Nie.-odpowiedziałem stanowczo.
-Dobra to...o 8?-zapytał.
-Ok.-odpowiedziałem wstając od stołu.
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Natychmiast wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni.Był to nieznany numer. Niepewnie przesunąłem palcem po ekranie aby odebrać.
-Halo?-zapytałem siadając z powrotem na krzesło.
-Hej.-usłyszałem znajomy głos.To był Kamil. Gdy to usłyszałem na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-O to ty.-zaśmiałem się.-Fajnie że dzwonisz.
-Nom. Ciebie też miło słyszeć.-gdy to usłyszałem zrobiło mi się lżej na duszy. Czułem się szczęśliwy,rozmawiając z nim.
-Ej dziś nie będzie lekcji.-powiedział
-Dlaczego?-oparłem łokieć o stół i przyłożyłem nadgarstek do ust.
-Jakaś awaria prądu czy coś.-powiedział.
-A skąd wiesz?-zapytałem niepewnie.
-Dzwonili do mojej mamy.-odpowiedział.
-A to dziś luz.-powiedziałem
Spojrzałem na Marka który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Zmarszczyłem brwi i wstałem podchodząc do kanapy.
-Em,a może pójdziemy gdzieś dzisiaj? Bo i tak jestem sam w domu.-zapytał.
Ucieszyłem się słysząc to.
-Wyprzedziłeś moje pytanie.-zaśmiałem się.
Łukasz i Marek spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
-Przypadek? Nie sądzę.-zaśmiał się.-No pochodzimy sobie po mieście,wstąpimy na basen,do kina i takie tam.
-Ok.Będę o 9.-odpowiedziałem.
-To czekam. Pa.-pożegnał się.
-Cześć.-odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Szybko zapisał jego numer. Cieszyłem się,że wreszcie się z nim zobaczę.
-Myśleliśmy że rozmawiałeś z dziewczyną.-powiedział Łukasz.
-Dlaczego?-zapytałem chowając telefon.
-Ta radość na twojej twarzy-powiedział ze zdziwieniem.
Nie wiedziałem co im odpowiedzieć.
-Po prostu go lubię. I tyle.-odpowiedziałem drapiąc się w skroń.
Weronika weszła do pokoju i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A ty dlaczego nie wychodzisz do szkoły?-zapytała.
-Awaria prądu i nie ma lekcji.-odpowiedziałem siadając na kanapę.
-Czyli będziesz tu dzisiaj?-zapytała cisząc się.
-Nie. Wychodzę.-odpowiedziałem.
-Znowu gdzieś idziesz?-zapytała rozkładając ręce.
-Nie ważne.-odpowiedziałem i poszedłem do mojego pokoju.
Gdy wszedłem do pokoju,podszedłem szafy i wyciągnąłem z niej czerwone kąpielówki,przypominające bokserki. Zdjąłem ubrania i założyłem je,po czym znowu ubrałem ubrania. Spod łóżka wyjąłem małą torbę. Poszedłem do łazienki która znajdował się obok mojego pokoju. Na piętrze znajdowały się 3 pomieszczenia :mój pokój,łazienka i zbrojownia.
Wszedłem do łazienki i wyjąłem z szafki pod zlewem ręcznik,a następnie spakowałem go do torby. Postanowiłem nie brać dziś broni. Uznałem że dziś nie będzie potrzebna.
Szedłem na dół i podszedłem do drzwi. Chwyciłem za klamkę i chciałem ją nacisnąć,gdy zatrzymała mnie Weronika.
-Co masz w torbie?-zapytała podejrzliwie łapiąc mnie za nadgarstek
-Wódkę,marihuanę i prezerwatywy.-powiedziałem do niej jak do idiotki.
Spojrzała na mnie na mnie ze zdziwieniem.
-Żartowałem.-odpiąłem torbę pokazując jej zawartość.-Ręcznik.
-To dobrze.-odpowiedziała mrużąc oczy i puszczając mój nadgarstek.
Zaśmiałem się,wywróciłem oczami i wyszedłem.
Szedłem ulicą z nadzieją,że się nie spóźnię. Skręciłem w drogę leśną. Po kilku minutach,zauważyłem dom Kamila.Przyśpieszyłem i podszedłem do furtki. Rozejrzałem się wokół i przeszedłem na drugą stronę podchodząc do drzwi.
------------------------------------------------------------------
Od tego rozdziału będę zmieniać perspektywę spostrzegania sytuacji.
Wstałem i poszedłem do kuchni żeby sprawdzić co się dzieje.
-Coś się stało?-zapytała mnie nerwowo Weronika szykując jak co ranek śniadanie.
-To chyba ja powinienem o to spytać.-stanąłem na środku salonu przyglądając się chłopakom pakującym sprzęt do toreb.
-Usiądź Dominik.-powiedział Marek siadając na fotel.
Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Nie miałem pojęcia,o co mogło chodzić. Powoli podszedłem do kanapy i ostrożnie usiadłem.
-Co zrobiłem?-zapytałem z przerażeniem.
-Nic nie zrobiłeś,tylko chcielibyśmy z Weroniką o czymś z tobą porozmawiać.-splótł ręce i zwiesił je pomiędzy kolana.
Weronika usiadła poręczy fotela. Zmarszczyłem brwi i zacząłem nerwowo rozglądać się po pokoju. Niepewnie przełknąłem ślinę.
-A więc słuchaj.-zaczął Marek.-Po części to my pełnimy role twoich rodziców,i chcemy,abyś wyrósł na ludzi.
Zmarszczyłem brwi i lekko pokiwałem głową.
-I to jest taki temat dość wstydliwy,ale to my musimy z tobą o tym porozmawiać.-mówił z powagą.
Nagle zaświtało mi w głowie i domyśliłem się do czego zmierza.
-O boże.-zaśmiałem się i schowałem twarz w dłoniach.-Nie musicie o tym ze mną rozmawiać.Nie jestem już dzieckiem-pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale no wiesz no...-powiedziała Weronika wymachując rękami.
-Ogarniam stosunki damsko-męskie. Serio. Nie musicie mi tego tłumaczyć.-zakryłem oczy ręką śmiejąc się.
-Uff.-odsapnął Marek.-To dobrze.
-Ale skąd wiesz?-zapytała Weronika.
Ugryzłem paznokcia od kciuka.
Najchętniej bym powiedział im ,,rucham się na każdej imprezie,więc raczej wiem co to ostry seks z napaloną blondynką''.
-Z własnego doświadczenia.-odpowiedziałem niepewnie patrząc na podłogę.
-Co?-zapytała ze zdziwieniem..
-Nic.-zaśmiałem się.
Przez chwile patrzyłem na nich zakrywając palcami usta.
-Zdziwieni?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Robiłeś to już?!-zapytała wściekła Weronika.
-I co z tego?-uniosłem ręce mówiąc bez skrępowania.-To jest moja prywatna sprawa.
Wstałem wściekły i poszedłem po schodach do pokoju.
Jak oni mogą wypytywać o takie rzeczy. Nie jestem dzieckiem. Nie muszę o wszystkim im opowiadać.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod poduszki telefon. Kamil nie dał znaku życia,choć może dlatego,że jest 06:30. Nie mogłem już wytrzymać. Chciałem jak najszybciej się z nim zobaczyć.Podszedłem do drzwi balkonu,otwarłem je i wyszedłem.Balkon nie był wysoko,ponieważ z dołu na piętro było jakieś 5 schodków. Stanąłem opierając się o drewnianą poręcz i wpatrując się w samochody przejeżdżające koło mojego ''domu''. Na dworze było zimno i pochmurnie,lecz było widać niewielkie przebłyski słońca.
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moją orientacją.Od jakiegoś czasu zaczynam się ''podniecać'' chłopakami. Kolejnym argumentem jest to,że poczułem coś do Kamila. Jak moja ekipa twierdzi,zakochałem się. Chociaż znam go tylko 1 dzień. No cóż,musiało wystarczyć. Chciałem o tym z kimś pogadać,ale nie mogłem. Bałem się ich reakcji.
Zaczął padać deszcz,więc wszedłem do środka zamykając za sobą szczelnie drzwi.
Zrobiło mi się zimno w tej piżamie,więc podszedłem do szafy i wyjąłem z niej białą bluzę i czarne spodnie. Zdjąłem piżamę i założyłem wyjęte przed chwilą ubrania. Otworzyłem inną szafkę i wyciągnąłem z niej białe buty z czerwonymi paskami po bokach,a następnie ubrałem je. Zrobiłem się głodny,ale nie miałem ochoty z innymi przebywać. Chciałem być teraz sam,pogrążony w myślach. Ale niestety,musiałem zejść na dół. Schowałem więc telefon do kieszeni. Miałem nadzieję,że Kamil zaraz zadzwoni. Zamknąłem drzwi i zszedłem do cichu na dół. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem Huberta jedzącego kanapkę i czytającego gazetę. Podszedłem do blatu i wziąłem kanapkę z serem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść. Hubert prawie kończył. Skorzystałem z okazji aby mu coś uświadomić.
-Słuchaj.-odłożyłem kanapkę i spojrzałem na niego.-Czy ty na prawdę myślisz że jestem aż takim idiotą i nie wiem podczas seksu zakłada się prezerwatywę?-powiedziałem szybko patrząc mu prosto w oczy.
-Co?!-zadławił się z kęsem chleba.
-Słyszałem co wczoraj mówiliście.-lekko się uśmiechnąłem.-Nie jestem aż takim debilem jak ci się zdaje.
Zrobił do mnie duże oczy,po czym wstał zszokowany i wyszedł z kuchni.
-Ale dlaczego ja mam to zrobić? Potem będę miał większe kłopoty.Policja i tak mnie obserwuje.-usłyszałem głos wchodzącego Łukasza.
-Ale my nie mamy czasu.-odpowiedział wchodzący za nim Marek.
-To niech Dominik się tym zajmie.-odpowiedział Łukasz po czym zaczął szukać czegoś w szafce nad kuchenką.
-Ale o co chodzi?-zapytałem marszcząc brwi i biorąc ostatni kawałek do ust.
-A w sumie,czemu nie.-opowiedział Marek patrząc na mnie po czym usiadł na krześle obok.
-Sprzątniesz jednego gościa?-zapytał niepewnie.
-Spoko.-wytarłem ręce w spodnie.-Kogo?
-Ten gościu widział jak pakowaliśmy towar z Rosji.-powiedział Marek układając usta w cienką linię.
-Jak się nazywa i gdzie go znajdę?-zacząłem pytać o istotne informacje.
-Yuan Lee czy jakoś tak. Łatwo go poznasz bo to chińczol. Znajdziesz go w tym warsztacie...a z resztą,Łukasz cię zawiezie.-wytłumaczył.
-Ale wieczorem,tak?-zapytałem. Nie chciałem dziś w ciągu dnia nic załatwiać,bo chciałem spotkać się z Kamilem.
-A szybciej nie możesz?-zapytał zmęczonym głosem.
Położyłem przedramiona na stół.
-Nie.-odpowiedziałem stanowczo.
-Dobra to...o 8?-zapytał.
-Ok.-odpowiedziałem wstając od stołu.
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Natychmiast wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni.Był to nieznany numer. Niepewnie przesunąłem palcem po ekranie aby odebrać.
-Halo?-zapytałem siadając z powrotem na krzesło.
-Hej.-usłyszałem znajomy głos.To był Kamil. Gdy to usłyszałem na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-O to ty.-zaśmiałem się.-Fajnie że dzwonisz.
-Nom. Ciebie też miło słyszeć.-gdy to usłyszałem zrobiło mi się lżej na duszy. Czułem się szczęśliwy,rozmawiając z nim.
-Ej dziś nie będzie lekcji.-powiedział
-Dlaczego?-oparłem łokieć o stół i przyłożyłem nadgarstek do ust.
-Jakaś awaria prądu czy coś.-powiedział.
-A skąd wiesz?-zapytałem niepewnie.
-Dzwonili do mojej mamy.-odpowiedział.
-A to dziś luz.-powiedziałem
Spojrzałem na Marka który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Zmarszczyłem brwi i wstałem podchodząc do kanapy.
-Em,a może pójdziemy gdzieś dzisiaj? Bo i tak jestem sam w domu.-zapytał.
Ucieszyłem się słysząc to.
-Wyprzedziłeś moje pytanie.-zaśmiałem się.
Łukasz i Marek spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
-Przypadek? Nie sądzę.-zaśmiał się.-No pochodzimy sobie po mieście,wstąpimy na basen,do kina i takie tam.
-Ok.Będę o 9.-odpowiedziałem.
-To czekam. Pa.-pożegnał się.
-Cześć.-odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Szybko zapisał jego numer. Cieszyłem się,że wreszcie się z nim zobaczę.
-Myśleliśmy że rozmawiałeś z dziewczyną.-powiedział Łukasz.
-Dlaczego?-zapytałem chowając telefon.
-Ta radość na twojej twarzy-powiedział ze zdziwieniem.
Nie wiedziałem co im odpowiedzieć.
-Po prostu go lubię. I tyle.-odpowiedziałem drapiąc się w skroń.
Weronika weszła do pokoju i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A ty dlaczego nie wychodzisz do szkoły?-zapytała.
-Awaria prądu i nie ma lekcji.-odpowiedziałem siadając na kanapę.
-Czyli będziesz tu dzisiaj?-zapytała cisząc się.
-Nie. Wychodzę.-odpowiedziałem.
-Znowu gdzieś idziesz?-zapytała rozkładając ręce.
-Nie ważne.-odpowiedziałem i poszedłem do mojego pokoju.
Gdy wszedłem do pokoju,podszedłem szafy i wyciągnąłem z niej czerwone kąpielówki,przypominające bokserki. Zdjąłem ubrania i założyłem je,po czym znowu ubrałem ubrania. Spod łóżka wyjąłem małą torbę. Poszedłem do łazienki która znajdował się obok mojego pokoju. Na piętrze znajdowały się 3 pomieszczenia :mój pokój,łazienka i zbrojownia.
Wszedłem do łazienki i wyjąłem z szafki pod zlewem ręcznik,a następnie spakowałem go do torby. Postanowiłem nie brać dziś broni. Uznałem że dziś nie będzie potrzebna.
Szedłem na dół i podszedłem do drzwi. Chwyciłem za klamkę i chciałem ją nacisnąć,gdy zatrzymała mnie Weronika.
-Co masz w torbie?-zapytała podejrzliwie łapiąc mnie za nadgarstek
-Wódkę,marihuanę i prezerwatywy.-powiedziałem do niej jak do idiotki.
Spojrzała na mnie na mnie ze zdziwieniem.
-Żartowałem.-odpiąłem torbę pokazując jej zawartość.-Ręcznik.
-To dobrze.-odpowiedziała mrużąc oczy i puszczając mój nadgarstek.
Zaśmiałem się,wywróciłem oczami i wyszedłem.
Szedłem ulicą z nadzieją,że się nie spóźnię. Skręciłem w drogę leśną. Po kilku minutach,zauważyłem dom Kamila.Przyśpieszyłem i podszedłem do furtki. Rozejrzałem się wokół i przeszedłem na drugą stronę podchodząc do drzwi.
------------------------------------------------------------------
Od tego rozdziału będę zmieniać perspektywę spostrzegania sytuacji.
wtorek, 4 czerwca 2013
Rozdział 6
Gdy wszedłem do pokoju położyłem się na łóżko wpatrując się w sufit.
Czy to możliwe? Czy możliwe że się w nim zakochałem? Zakochałem się w chłopaku? Tyle pytań chodziło mi po głowie. Nie wiedziałem co mam robić. Czy startować do niego,czy nic nie robić i walczyć z tym uczuciem. A jeśli on też to czuje,a ja nic nie zrobię? Mogę zaprzepaścić szanse na szczęście. A co jeśli powiem mu wszystko co czuję,a on mnie wyśmieje i uzna za idiotę? Załamię się wtedy i od niego odejdę na zawsze,ze złamanym sercem. Ale ja chcę być przy nim. Przy jego uśmiechu,oczach...ciele. Przy jego dziwnej fobij sprzątania,żartach o mnie,zadziornym charakterze. Chce po prostu być przy nim. Znają mnie,nic nie zrobię i po prostu będę walczyć z tym uczuciem. I tak mam dalej żyć? Z tym uczuciem mam dalej iść przez życie? Nie dam rady. Pierwszy raz spotykam się z takim uczuciem. To znaczy,czułem już to wcześniej,ale nie tak mocno. I czułem to do dziewczyny. Byłem pewny jednej rzeczy : na pewno nie jestem gejem. Jak już to biseksualny. Ale jeśli nawet,to nie mogę o tym nikomu powiedzieć. To jest polska. Chyba najbardziej nietolerancyjny kraj. Skoro dziewczyna,która pomaluje usta czerwoną szminką,jest uznawana za dziwkę,to wolę nie myśleć jak traktują takie osoby jak ja. Ale chociaż umiem odpyskować,więc poradziłbym sobie z obelgami,ale nadal by mnie to rozwalało od środka. Niby wydaję się twardy,odważny i bezwzględny. Ale tak naprawdę jestem miękki. Można to wywnioskować po moim zachowaniu teraz : zakochałem się i nie wiem co mam zrobić. Jest mi cholernie ciężko. Można powiedzieć,że walczę ze samym sobą. Ale wiedziałem,że jeśli stanie się cud i się z nim zwiąże,to obywaj będziemy w niebezpieczeństwie. Mam mnóstwo wrogów,a jeśli zobaczą,że jest osoba,na której mi zależy,wykorzystają to aby mnie zniszczyć. Strasznie się boję tego,że mogą mu coś zrobić. Wtedy straciłbym go bezpowrotnie...
Moje oczy zrobiły się czerwone. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Postanowiłem zmienić pozę,więc usiadłem w siadzie skrzyżnym. Poczułem kłucie w serce. Z moich oczy wydobyło się kilka łez. Oparłem nadgarstek o czoło chowając swoją twarz. Kolejne kilka łez spłynęło po moim policzku. Nagle przypomniało mi się,gdy chwyciłem Kamlia za nadgarstek.Spojrzałem na swoją rękę i dokładnie ją obejrzałem. Chwyciłem drugą ręką tamtą rękę i przyłożyłem do klatki piersiowej. Zdałem sobie sprawę,jak to wszystko mnie boli. Chciałbym o tym z kimś porozmawiać,ale nikt tego nie zrozumie i powie że powinienem się leczyć bo jestem pedofilem czy coś w tym stylu. Ludzie tak zawsze reagują. A ja chciałem po prostu wsparcia. Chciałem Kamila,aby tu był i mógłbym go przytulić,powiedzieć mu ile dla mnie znaczy.W tej chwili,jedyne co mogłem zrobić,to czekać aż zadzwoni. Usłyszałbym wtedy znów jego kojący głos anioła. Chciałbym,aby powiedział że wszystko u niego dobrze,że jest bezpieczny i szczęśliwy. Tego pragnąłem.
-Puk,puk.-usłyszałem znajmy głos.
Uniosłem głowę i ujrzałem Łukasza opierającego się o futrynę drzwi. Spojrzałem na niego z zapłakanymi oczami i rękami nadal na klatce piersiowej.
-Ty płaczesz?-zmarszczył brwi.
-Nie...-chwyciłem palcami za końcówkę rękawa od bluzy i przetarłem nią mokre oczy.
Wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi,po czym podszedł do mnie i usiadł na skraju łóżka i wpatrywał się we mnie obcierającego oczy.
-Jeśli przyszedłeś się ze mnie nabijać to lepiej wyjdź. I tak jestem już zdołowany.-powiedziałem płaczącym głosem patrząc na niego ze złością.
-Tym razem przyszedłem w innej sprawie.-powiedział ze smutkiem patrząc na swoje kolana.
-Coś się stało?-zmarszczyłem brwi po czym podciągnąłem nosem.
-Nie tylko...chciałbym ci coś opowiedzieć.-powiedział stanowczo patrząc na mnie.
-No dawaj.-powiedziałem śmiało.
-Może trudno ci w to będzie uwierzyć,ale ja też kiedyś się zakochałem-podrapał się po karku.
-Że co? Ty? Ty masz w ogóle uczucia?-otwarłem szeroko oczy. Nie mogłem w to uwierzyć.On zawsze był bez litości i przepełniony wściekłością do każdego,kto stanie mu na drodze.
-Jak widać,tak,mam uczucia. Ale słuchaj dalej.-powiedział układając palce w pistolet i kierując na mnie.- I potem byliśmy razem. Bardzo ją kochałem. Była dla mnie całym światem. Nie mogłem żyć bez niej. Każdą wolną chwile spędzaliśmy razem. Ale...wiedzieli że miałem osobę na której mi zależy.
-Kto wiedział?-zapytałem ciekawsko zainteresowany jego wypowiedzią.
-Ci co nie powinni.-powiedział ze smutkiem.-i pewnego razu dostałem telefon,że ją mają.-zamknął oczy.-i jeśli chce ją uratować to mam przyjechać. Gdy ''tam'' przyjechałem,zobaczyłem gościa trzymającego pistolet przy jej głowie,a reszta patrzyła na mnie i śmiała się. Powiedzieli,że teraz zapłacę za to co im zrobiłem.-przejechał ręką po twarzy.-i strzelił.
On patrzył na podłogę ze smutkiem,a ja na niego ze zmarszczonymi brwiami i lekko uchylonymi ustami.
-To straszne...-wymamrotałem.
-Gnoje zwiali bo policja przyjechała.-mówił nie odrywając wzroku od podłogi.-a ja stałem patrząc jak ona umiera.
-Ale...dlaczego to zrobili?-przyłożyłem rękę do ust.
-Bo wysadziliśmy ich magazyn.-spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-To się nie dziwie że się wkurzyli-powiedziałem patrząc na niego z ukosa.
-Teraz pewnie myślisz sobie ,,po chuja on mi to mówi''-wywrócił oczami.-a więc słuchaj: możesz być z tą osobą,pod warunkiem,że będziesz umiał zapewnić jej odpowiednią ochronę. Ochronę przed ,,tymi którzy nie powinni'' o jej związku z tobą wiedzieć.-patrzył na mnie ze smutkiem w oczach.
-I właśnie tego się boje. Że nie dam rady.-spojrzałem na drzwi balkonowe podpierając się ręką i trzymając palce przy ustach.
-To,czy dasz radę,zależy od ciebie.-poczochrał mi włosy i wstał szykując się do wyjścia.
-Czekaj,która godzina?-zapytałem poprawiając włosy.
Łukasz otwarł drzwi,wychylił za nie głowę a po chwili ją schował do środka pokoju.
-20:55. a co?-zmarszczył brwi.
-Powinienem iść do ośrodka.-zmarszczyłem usta.
-Nie powinieneś chodzić tak późno sam po mieście.-powiedział patrząc na mnie troskliwie,co mnie bardzo zdziwiło ponieważ on i Hubert zazwyczaj odnosili się do mnie ze złością i bez szacunku.
-Przestań. Nie jestem już dzieckiem.-wywróciłem oczami
-Wiesz co ci powiem?-chwycił za klamkę.-Zostań tu,ja zadzwonię do ośrodka jako ojciec twojego kolegi i powiem że zostajesz.-uśmiechnął się lekko.
-Serio? Zrobisz to dla mnie?-nie mogłem uwierzyć w to co mówi.-Ale co ci się stało że jesteś taki miły dla mnie?
-Bo jesteś najmłodszy z naszej ekipy,więc powinniśmy się wszyscy o ciebie troszczyć.-zaśmiał się.
-Weź.Nie jestem aż taki słaby,jak myślisz.-uśmiechnąłem się do niego.
-Wiem.-spojrzał na podłogę.-To idę zadzwonić.Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziałem.- I hej...dzięki za rozmowę.-uśmiechnąłem się do niego po czym on to odwzajemnił i zamknął drzwi.
Położyłem się na łóżko i wziąłem głęboki oddech. Usłyszałem rozmowy z kuchni:
-Ciężko z nim. Ma doła.-usłyszałem głos Łukasza
-Ja pierdole.-zaczął Hubert.-Zaczął dojrzewać.
Gdy to usłyszałem zaśmiałem się,wstałem i usiadłem pod ścianą aby lepiej słyszeć ich rozmowy
-Czy to takie dziwne?-zaśmiała się Weronika.
-Nie ale to taki zjebany okres.-znowu odezwał się Hubert.
-Przecież to normalnie.-powiedział Marek
-Ale teraz będzie się zachowywał jak baba w ciąży. Nastroje mu się będą co chwile zmieniać i w ogóle to będzie masakra! Jeszcze nam przyjdzie i powie że jego ''koleżanka'' jest w ciąży.-powiedział zmęczonym głosem.
Gdy to usłyszałem zacząłem się cicho śmiać. Zasłoniłem ręką usta żeby mnie nie usłyszeli.
-Przestań. Dominik jest rozsądnym chłopakiem.-odezwała się Weronika.
-Zobaczycie niedługo jakie numery zacznie odstawiać.-powiedział Hubert po czym usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi.
Zdałem sobie sprawę,że wszyscy uważają mnie z innego niż jestem. Weronika myśli że jestem grzeczny,Hubert że nie myślącym debilem,a Łukasz że dzieckiem które nie poradzi sobie bez pomocy innych. To trochę smutne. Każdy miał o mnie inne zdanie,lecz nie wiedziałem dlaczego. Może to przez to że za mało z nimi rozmawiam? Możliwe.
Wstałem,podszedłem do łóżka,przebrałem się w piżamę. Podniosłem poduszkę i wyjąłem spod niej swój telefon. Sprawdziłem go,aby sprawdzić,czy ktoś nie dzwonił albo czy nie dostałem sms-a. Miałem nadzieję,że Kamil dał jakiś znak,lecz myliłem się. Zasmuciłem się tym faktem. Bałem się że po prostu mnie olał albo coś. Nie chciałem zrywać z nim kontaktu,naprawdę nie chciałem.
Byłem już zmęczony,chociaż była dopiero 21:30,ale miałem już dość emocji i wrażeń na dziś. Postanowiłem się więc położyć. Odkryłem pościel,położyłem się i przykryłem nią do pasa. Schowałem telefon z powrotem pod poduszkę po czym podciągnąłem pościel i przytuliłem ją tak,jak małe dziecko misia. Powoli zamknąłem oczy,nie mogąc doczekać się jutra, bo wiedziałem że znowu zobaczę Kamila,ten jego uśmiech i oczy. Byłem szczęśliwy,że jutro znowu z nim porozmawiam,usłyszę ten piękny głos...
-----------------------------------------------------------------------------
Długo czekaliście,ale jest :)
Czy to możliwe? Czy możliwe że się w nim zakochałem? Zakochałem się w chłopaku? Tyle pytań chodziło mi po głowie. Nie wiedziałem co mam robić. Czy startować do niego,czy nic nie robić i walczyć z tym uczuciem. A jeśli on też to czuje,a ja nic nie zrobię? Mogę zaprzepaścić szanse na szczęście. A co jeśli powiem mu wszystko co czuję,a on mnie wyśmieje i uzna za idiotę? Załamię się wtedy i od niego odejdę na zawsze,ze złamanym sercem. Ale ja chcę być przy nim. Przy jego uśmiechu,oczach...ciele. Przy jego dziwnej fobij sprzątania,żartach o mnie,zadziornym charakterze. Chce po prostu być przy nim. Znają mnie,nic nie zrobię i po prostu będę walczyć z tym uczuciem. I tak mam dalej żyć? Z tym uczuciem mam dalej iść przez życie? Nie dam rady. Pierwszy raz spotykam się z takim uczuciem. To znaczy,czułem już to wcześniej,ale nie tak mocno. I czułem to do dziewczyny. Byłem pewny jednej rzeczy : na pewno nie jestem gejem. Jak już to biseksualny. Ale jeśli nawet,to nie mogę o tym nikomu powiedzieć. To jest polska. Chyba najbardziej nietolerancyjny kraj. Skoro dziewczyna,która pomaluje usta czerwoną szminką,jest uznawana za dziwkę,to wolę nie myśleć jak traktują takie osoby jak ja. Ale chociaż umiem odpyskować,więc poradziłbym sobie z obelgami,ale nadal by mnie to rozwalało od środka. Niby wydaję się twardy,odważny i bezwzględny. Ale tak naprawdę jestem miękki. Można to wywnioskować po moim zachowaniu teraz : zakochałem się i nie wiem co mam zrobić. Jest mi cholernie ciężko. Można powiedzieć,że walczę ze samym sobą. Ale wiedziałem,że jeśli stanie się cud i się z nim zwiąże,to obywaj będziemy w niebezpieczeństwie. Mam mnóstwo wrogów,a jeśli zobaczą,że jest osoba,na której mi zależy,wykorzystają to aby mnie zniszczyć. Strasznie się boję tego,że mogą mu coś zrobić. Wtedy straciłbym go bezpowrotnie...
Moje oczy zrobiły się czerwone. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Postanowiłem zmienić pozę,więc usiadłem w siadzie skrzyżnym. Poczułem kłucie w serce. Z moich oczy wydobyło się kilka łez. Oparłem nadgarstek o czoło chowając swoją twarz. Kolejne kilka łez spłynęło po moim policzku. Nagle przypomniało mi się,gdy chwyciłem Kamlia za nadgarstek.Spojrzałem na swoją rękę i dokładnie ją obejrzałem. Chwyciłem drugą ręką tamtą rękę i przyłożyłem do klatki piersiowej. Zdałem sobie sprawę,jak to wszystko mnie boli. Chciałbym o tym z kimś porozmawiać,ale nikt tego nie zrozumie i powie że powinienem się leczyć bo jestem pedofilem czy coś w tym stylu. Ludzie tak zawsze reagują. A ja chciałem po prostu wsparcia. Chciałem Kamila,aby tu był i mógłbym go przytulić,powiedzieć mu ile dla mnie znaczy.W tej chwili,jedyne co mogłem zrobić,to czekać aż zadzwoni. Usłyszałbym wtedy znów jego kojący głos anioła. Chciałbym,aby powiedział że wszystko u niego dobrze,że jest bezpieczny i szczęśliwy. Tego pragnąłem.
-Puk,puk.-usłyszałem znajmy głos.
Uniosłem głowę i ujrzałem Łukasza opierającego się o futrynę drzwi. Spojrzałem na niego z zapłakanymi oczami i rękami nadal na klatce piersiowej.
-Ty płaczesz?-zmarszczył brwi.
-Nie...-chwyciłem palcami za końcówkę rękawa od bluzy i przetarłem nią mokre oczy.
Wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi,po czym podszedł do mnie i usiadł na skraju łóżka i wpatrywał się we mnie obcierającego oczy.
-Jeśli przyszedłeś się ze mnie nabijać to lepiej wyjdź. I tak jestem już zdołowany.-powiedziałem płaczącym głosem patrząc na niego ze złością.
-Tym razem przyszedłem w innej sprawie.-powiedział ze smutkiem patrząc na swoje kolana.
-Coś się stało?-zmarszczyłem brwi po czym podciągnąłem nosem.
-Nie tylko...chciałbym ci coś opowiedzieć.-powiedział stanowczo patrząc na mnie.
-No dawaj.-powiedziałem śmiało.
-Może trudno ci w to będzie uwierzyć,ale ja też kiedyś się zakochałem-podrapał się po karku.
-Że co? Ty? Ty masz w ogóle uczucia?-otwarłem szeroko oczy. Nie mogłem w to uwierzyć.On zawsze był bez litości i przepełniony wściekłością do każdego,kto stanie mu na drodze.
-Jak widać,tak,mam uczucia. Ale słuchaj dalej.-powiedział układając palce w pistolet i kierując na mnie.- I potem byliśmy razem. Bardzo ją kochałem. Była dla mnie całym światem. Nie mogłem żyć bez niej. Każdą wolną chwile spędzaliśmy razem. Ale...wiedzieli że miałem osobę na której mi zależy.
-Kto wiedział?-zapytałem ciekawsko zainteresowany jego wypowiedzią.
-Ci co nie powinni.-powiedział ze smutkiem.-i pewnego razu dostałem telefon,że ją mają.-zamknął oczy.-i jeśli chce ją uratować to mam przyjechać. Gdy ''tam'' przyjechałem,zobaczyłem gościa trzymającego pistolet przy jej głowie,a reszta patrzyła na mnie i śmiała się. Powiedzieli,że teraz zapłacę za to co im zrobiłem.-przejechał ręką po twarzy.-i strzelił.
On patrzył na podłogę ze smutkiem,a ja na niego ze zmarszczonymi brwiami i lekko uchylonymi ustami.
-To straszne...-wymamrotałem.
-Gnoje zwiali bo policja przyjechała.-mówił nie odrywając wzroku od podłogi.-a ja stałem patrząc jak ona umiera.
-Ale...dlaczego to zrobili?-przyłożyłem rękę do ust.
-Bo wysadziliśmy ich magazyn.-spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-To się nie dziwie że się wkurzyli-powiedziałem patrząc na niego z ukosa.
-Teraz pewnie myślisz sobie ,,po chuja on mi to mówi''-wywrócił oczami.-a więc słuchaj: możesz być z tą osobą,pod warunkiem,że będziesz umiał zapewnić jej odpowiednią ochronę. Ochronę przed ,,tymi którzy nie powinni'' o jej związku z tobą wiedzieć.-patrzył na mnie ze smutkiem w oczach.
-I właśnie tego się boje. Że nie dam rady.-spojrzałem na drzwi balkonowe podpierając się ręką i trzymając palce przy ustach.
-To,czy dasz radę,zależy od ciebie.-poczochrał mi włosy i wstał szykując się do wyjścia.
-Czekaj,która godzina?-zapytałem poprawiając włosy.
Łukasz otwarł drzwi,wychylił za nie głowę a po chwili ją schował do środka pokoju.
-20:55. a co?-zmarszczył brwi.
-Powinienem iść do ośrodka.-zmarszczyłem usta.
-Nie powinieneś chodzić tak późno sam po mieście.-powiedział patrząc na mnie troskliwie,co mnie bardzo zdziwiło ponieważ on i Hubert zazwyczaj odnosili się do mnie ze złością i bez szacunku.
-Przestań. Nie jestem już dzieckiem.-wywróciłem oczami
-Wiesz co ci powiem?-chwycił za klamkę.-Zostań tu,ja zadzwonię do ośrodka jako ojciec twojego kolegi i powiem że zostajesz.-uśmiechnął się lekko.
-Serio? Zrobisz to dla mnie?-nie mogłem uwierzyć w to co mówi.-Ale co ci się stało że jesteś taki miły dla mnie?
-Bo jesteś najmłodszy z naszej ekipy,więc powinniśmy się wszyscy o ciebie troszczyć.-zaśmiał się.
-Weź.Nie jestem aż taki słaby,jak myślisz.-uśmiechnąłem się do niego.
-Wiem.-spojrzał na podłogę.-To idę zadzwonić.Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziałem.- I hej...dzięki za rozmowę.-uśmiechnąłem się do niego po czym on to odwzajemnił i zamknął drzwi.
Położyłem się na łóżko i wziąłem głęboki oddech. Usłyszałem rozmowy z kuchni:
-Ciężko z nim. Ma doła.-usłyszałem głos Łukasza
-Ja pierdole.-zaczął Hubert.-Zaczął dojrzewać.
Gdy to usłyszałem zaśmiałem się,wstałem i usiadłem pod ścianą aby lepiej słyszeć ich rozmowy
-Czy to takie dziwne?-zaśmiała się Weronika.
-Nie ale to taki zjebany okres.-znowu odezwał się Hubert.
-Przecież to normalnie.-powiedział Marek
-Ale teraz będzie się zachowywał jak baba w ciąży. Nastroje mu się będą co chwile zmieniać i w ogóle to będzie masakra! Jeszcze nam przyjdzie i powie że jego ''koleżanka'' jest w ciąży.-powiedział zmęczonym głosem.
Gdy to usłyszałem zacząłem się cicho śmiać. Zasłoniłem ręką usta żeby mnie nie usłyszeli.
-Przestań. Dominik jest rozsądnym chłopakiem.-odezwała się Weronika.
-Zobaczycie niedługo jakie numery zacznie odstawiać.-powiedział Hubert po czym usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi.
Zdałem sobie sprawę,że wszyscy uważają mnie z innego niż jestem. Weronika myśli że jestem grzeczny,Hubert że nie myślącym debilem,a Łukasz że dzieckiem które nie poradzi sobie bez pomocy innych. To trochę smutne. Każdy miał o mnie inne zdanie,lecz nie wiedziałem dlaczego. Może to przez to że za mało z nimi rozmawiam? Możliwe.
Wstałem,podszedłem do łóżka,przebrałem się w piżamę. Podniosłem poduszkę i wyjąłem spod niej swój telefon. Sprawdziłem go,aby sprawdzić,czy ktoś nie dzwonił albo czy nie dostałem sms-a. Miałem nadzieję,że Kamil dał jakiś znak,lecz myliłem się. Zasmuciłem się tym faktem. Bałem się że po prostu mnie olał albo coś. Nie chciałem zrywać z nim kontaktu,naprawdę nie chciałem.
Byłem już zmęczony,chociaż była dopiero 21:30,ale miałem już dość emocji i wrażeń na dziś. Postanowiłem się więc położyć. Odkryłem pościel,położyłem się i przykryłem nią do pasa. Schowałem telefon z powrotem pod poduszkę po czym podciągnąłem pościel i przytuliłem ją tak,jak małe dziecko misia. Powoli zamknąłem oczy,nie mogąc doczekać się jutra, bo wiedziałem że znowu zobaczę Kamila,ten jego uśmiech i oczy. Byłem szczęśliwy,że jutro znowu z nim porozmawiam,usłyszę ten piękny głos...
-----------------------------------------------------------------------------
Długo czekaliście,ale jest :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)