czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 5

 -O czym myślisz?-zapytałem.Nadal siedzieliśmy na łóżku a on obejmował mnie.
-O tym że masz ciężkie życie i nie masz z kim pogadać.-powiedział patrząc na mnie swoimi dużymi oczami.-i że teraz skoro tak dużo wiem to muszę przy tobie zostać i Cię wspierać.-uśmiechnął się do mnie.
-Nie,nie musisz...-wyszeptałem.
-Ale też chcę.-wstał z łóżka i spojrzał na mnie.
-Dziękuję.-wstałem z uśmiechem i mocno go przytuliłem,po czym on także mnie przytulił.
Kiedy się od siebie ''odczepiliśmy'' on przybliżył głowę bardzo blisko mojej.Zrobiło mi się strasznie gorąco.Patrzył mi głęboko w oczy i przybliżał głowę coraz bliżej,po czym chwycił mnie za ramię i oblizał usta.Czułem że zaraz oszaleję. Wszystko we mnie szalało.
-Nosisz soczewki?-wymamrotał marszcząc brwi.
-Nieee-odpowiedziałem ze zdziwieniem patrząc mu w oczy.-A dlaczego pytasz?
-Bo masz takie błyszczące oczy-powiedział uśmiechając się po czym oddalił się i zrobiło mi się o wiele chłodniej.
Odwrócił się i podszedł do okna,lekko odsłaniając firankę.
Światło delikatnie padało na jego śliczną twarz. Jego oczy błyszczały,a na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.Moje serce zaczęło bić szybciej.Coś się ze mną działo,lecz nie wiedziałem co to za uczucie,ale wiedziałem,że to nie jest tylko przyjaźń.
-Piękny widok panoramy miasta.-powiedział nie odrywając wzroku od okna.
-Wiem.-powiedziałem wpatrując się w niego z lekko uchylonymi ustami,po czym przekręciłem głowę na prawo.
Przez chwilę tkwiliśmy w naszych pozach gdy nagle zorientowałem się że on na mnie patrzy.
-Coś się stało?-zapytał z uśmiechem pokazując szereg białych zębów.
-Nie...tylko się zamyśliłem.-przetarłem ręką oczy.
Zaśmiał się po czym spojrzał ostatni raz w okno.
-Która godzina?-zapytał drapiąc się w kark i idąc w moją stronę.
Wyciągnąłem telefon w celu sprawdzenia godziny.
-Za piętnaście szósta.-powiedziałem chowając telefon ze smutkiem,bo wiedziałem co to znaczy.
-Już ta godzina?-zmarszczył brwi.
-Nom.Szybko zleciało.-powiedziałem krzyżując ręce  na klatce piersiowej układając usta w cienką linię.
-To...muszę już iść.-powiedział z miną smutnego szczeniaka.
-Szkoda.-uśmiechnąłem się do niego.-Choć.-powiedziałem i zacząłem iść w kierunku drzwi,a on był tuż za mną.
Zatrzymałem się przy drzwiach.
-Hej podasz mi swój numer? Żebyśmy mieli się potem jak skontaktować jakby coś.-powiedziałem biorąc jego plecak i podając mu.
-Tylko jest problem.-powiedział z krzywą miną.-Nie znam swojego numeru a mam kare na telefon.
-Ok- zaśmiałem się.-za co ta kara?
-Za jedynkę  z matmy.-powiedział ze smutkiem.
-Jak coś to możesz przyjść do mnie na korki.-zasugerowałem 
-Do ciebie?-zapytał zdziwiony.
-Tak,do mnie.-powiedziałem wręczając mu karteczkę z moim numerem.-Ja się dość dobrze uczę więc wiesz.
-Omg,kujon-powiedział cofając się o krok.
-Wal się!-uderzyłem go w ramię śmiejąc się
-Ta informacja przyda mi się jak jutro będę o tobie opowiadał reszcie klasy.-spuścił głowę na dół parząc w podłogę.
-Opowiadał o mnie?-zmarszczyłem brwi.
-No bo po to zostałem wysłany.-spojrzał na mnie nie unosząc głowy.
-Dobra...-powiedziałem po czym oblizałem usta
-Na początku nie chciałem bo szczerze mówiąc,bałem się ciebie.- uśmiechnął się i podniósł głowę-ale wyszło mi to na dobre.
-No tak.-pokiwałem głową.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i znowu wróciło do mnie to uczucie ciepła w środku.Czułem,że znowu zaczynam odpływać.Przygryzłem lekko wargę.
-To idę-powiedział.-Pa.
-Em...cześć.- odpowiedziałem wyrywając się z ''transu''.
Nacisnął klamkę i wyszedł zza drzwi lekko je zamykając.
Oparłem się o drzwi po czym zjechałem na dół i usiadłem na podłogę prostując jedną nogę. Siedziałem jak wryty. Musiałem ogarnąć myśli. Wstałem i podszedłem do lodówki,wyciągnąłem z niej mleko,nalałem do szklanki po czym włożyłem ją do mikrofalówki i włączyłem,a gdy się zagrzało wyjąłem i nasypałem do niej 2 łyżki kakao.Zamieszałem i zacząłem iść ze szklanką w ręku w stronę kanapy. Usiadłem,podgiąłem nogi do siebie i przykryłem się kocem,który leżał obok mnie.Wziąłem łyka kakao. Musiałem sobie wszystko przemyśleć,co związane z Kamilem. Gdy był koło mnie,czułem nagły przypływ emocji i ciepło w okolicach serca. Rozmowa z nim,była dla mnie jak rozmowa z aniołem,który czuwa koło mnie dając mi ochronę.Jego piękna twarz sprawiała,że nie mogłem oderwać od niej wzroku a jego uśmiech onieśmielał mnie. Jego dotyk,był dla mnie jak lek na ból. A słowa ,,spokojnie,teraz masz mnie'' sprawiły że poczułem przywiązanie do niego. Tak bardzo nie chciałem żeby odchodził.Poczułem tęsknotę za nim,za jego żartami,za uśmiechem.Byłem strasznie ciekaw,czy on czuje to samo.
-Dominik! Hej!-szturchnęła mnie Weronika po czym usiadła koło mnie.-Żyjesz?
-E...kiedy weszliście?-zapytałem zszokowany po czym zauważyłem chłopaków rozpakowujących się.
-Przed chwilą. Mówiliśmy do ciebie ale ty nadal siedziałeś jak zaklęty.-powiedziała marszcząc brwi.
-Em,no,zamyśliłem się.-powiedziałem biorąc łyka już zimnego kakao.
-Coś się stało?-zapytała zaniepokojona.
-Nie,nic...- pokiwałem głową wpatrując się w szklankę z kakaem.
Chłopaki krążyli po całym salonie,więc uważnie nadsłuchiwali moją rozmowę z Weroniką.
-Jak poszło?-zapytałem zaciekawiony patrzą na nich.
-Dobrze.-powiedział Łukasz i oparł się o fotel stojący obok.-Gładko poszło.
-To dobrze-powiedziałem cicho biorąc kolejnego łyka kakao wpatrując się stolik stojący przede mną.
-Coś się stało. Widać to po tobie.-powiedziała zaniepokojona Weronika.
-No gadaj co się stało.-powiedział Łukasz marszcząc brwi. 
-Tylko nie kłam.-powiedziała Weronika obejmując mnie ramieniem.
-No bo...-zacząłem nieśmiało wpatrując się nadal wpatrując się w stolik.-To takie dziwne uczucie, i to tak sprawia że się tak dziwnie czuję,i tak ciepło mi tak tu-zacząłem kręcić ręką kółka koło klatki piersiowej.-to takie przyjemne,związane z taką osobą,ale nie wiem jak to opisać.coś takiego jak czekolada.-mówiłem czując że moja wypowiedź jest idiotyczna.
-Oooo...-powiedziała całą czwórka równocześnie.
-Jakie to słodkie.-powiedział Marek.
-Ale co?-zapytałem i spojrzałem na niego.Nie wiedziałem o co im chodzi.
-Zakochałeś się idioto.-zaśmiał się Hubert rozkładając ręce.
Spojrzałem na niego,a potem na wszystkich. Ich oczy były wpatrzone we mnie.Otworzyłem usta aby coś powiedzieć,lecz nie mogłem nic wydukać więc przygryzłem dolną wargę.
-O boże młody-zaczął Łukasz.-zrobiłeś najgorszą rzecz w życiu.-zaśmiał się akcentując każde słowo.
-Dlaczego? To urocze.-powiedziała z uśmiechem Weronika 
-Urocze? To chore. Weź przestań Dominik,ogarnij.-powiedział do mnie Hubert.
-Ma rację. Chociaż raz.-zaśmiał się Łukasz.
-A ja tak nie uważam.-powiedział Marek po czym podszedł do Weroniki,kucnął przy niej i pocałował ją.
Łukasz i Hubert przybili sobie ręką w twarz śmiejąc się.
-Jeszcze go takim czymś dołujcie.Brawo.-powiedział Łukasz.
-Dobra,koniec.-postawiłem szklankę na stoliku,odkryłem się i wstałem. - Nie było rozmowy.-przetarłem rękami twarz i poszedłem do swojego pokoju.


--------------------------------------------------------------------------------------------
 I jak? 



Wiem że nikt nie da komentarza ;_;

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 4

  Weszliśmy do budynku. W środku biegało pełno dzieci. Zabawki były wszędzie.Nagle 5 letni chłopiec w blond włosach,czerwonej bluzce i niebieskich spodniach spojrzał na nas.
-Dominik!-krzyknął i zaczął biec w moją stronę z rozłożonymi rękami
-Heeej-zawołałem z uśmiechem po czym kucnąłem i rozłożyłem szeroko ręce.
Chłopiec wtulił się ze mnie,a ja w niego.Po chwili wyprostowałem się biorąc dziecko na ręce.
-I jak tam?-spytałem chłopca kołysząc się.
-Dobźe-odpowiedział chłopiec,patrząc na mnie niebieskimi oczami,uśmiechając się przy tym.
-Hej Kamil to jest Antek.-odpowiedziałem odwracając się w jego stronę z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ale słodki-odpowiedział schylając się na wysokość głowy dziecka-Jestem Kamil.-powiedział po czym podał dziecku rękę.
Dziecko podało mu swoją malutką rączkę i chwyciło go za jego dużo większą rękę.Kamil uniósł ją w górę i w dół,po czym dziecko skuliło się w kulkę i wtuliło w moje ramię.
-Nie wstydź się-zaśmiałem się po czym dziecko zaczęło się wyrywać,więc postawiłem je na ziemię a one pobiegło do innego pokoju.
-Jaki uroczy-uśmiechnął się i spojrzał na mnie z wyciągniętą w przód dolną wargą.
-Wiem.-odwzajemniłem to uśmiechem.
Rozejrzał się wokół.
-A więc  to jest piętro dla dzieci,czyli są tu dzieci w wieku do 8 lat. Drugie piętro jest od 9 do 12,a trzecie dla całej reszty,czyli  od 13 do 18.-wytłumaczyłem mu biorąc głęboki oddech.
-Ładnie tu.-odpowiedział z uśmiechem kiwając głową.-Pokażesz mi swój pokój?
-Em...no,ok.-powiedziałem zdziwiony.-Choć.-zaczęliśmy iść po schodach aż na trzecie
Czułem zdziwienie.Nie wiedziałem po co chciał go zobaczyć.Pewnie po prostu z czystej ciekawości.Po kilku sekundach znaleźliśmy się w pokoju z czerwonymi ścianami brązową podłogą.. Łóżka były małe,z szarą pościelą.Na jednym z nich,które znajdowało się pod ścianą siedział 18-letni chłopak w czerwonej bluzie i czarnych spodniach. Najwyraźnej był pochłonięty czytaniem gazety o sporcie.
-Wreszcie raczyłeś przyjść.-oderwał wzrok spod gazety i spojrzał na mnie.-Gdzie byłeś w nocy?
-Nie twoja sprawa.-odpowiedziałem czując wstręt do niego.
-Kto to?-kiwnął głową w stronę Kamila.
-To też nie sprawa.-odpowiedziałem chowając plecak do szafy przy oknie.
-O boże...-odsapnął.-Weź skończ.
-Jestem Kamil.-odezwał się Kamil i uśmiechnął do niego.
-Jestem Czarek.-odwzajemnił uśmiech.
Kamil zrobił sobie spacer po pokoju uważnie wszystko oglądając.
-Dobra,skoro już obejrzałeś pokój to choć bo nie lubię tu być.-oznajmiłem ze zmęczeniem
-Jasne-powiedział wychodząc z pokoju.
Wyszedłem za nim i zeszliśmy na dół kierując się w stronę wyjścia.
-Ej czekaj,tylko wezmę klucz.-powiedziałem po czym poszedłem do pokoju obok.
Przekroczyłem próg gdy  starsza kobieta w okularach i białej sukience podeszła do mnie.
-Dlaczego nie wróciłeś na noc?!-zaczęła na mnie krzyczeć.
-Że co?-spojrzałem na nią jak na wariatkę.Pomyślałem,że może dam radę ją okłamać.
-Przyszłam rano do was a Cię nie było!-wykrzyczała ze złością
-No bo ja wyszedłem wcześnie rano.-odpowiedziałem z nadzieją,że uwierzy w to.
-Ale po co tak wcześnie?-powiedziała już normalnym głosem
-No bo...-zacząłem kręcić oczami.-Musiałem coś załatwić.-powiedziałem śmiało.
-Dobrze,nie mam więcej pytań.-gdy to powiedziała wziąłem głęboki oddech i poczułem ulgę,że znowu uwierzyła w moje kłamstwa.-Jakiś pan zostawił dla ciebie klucze.-powiedziała dając mi je.
-Nie znasz go?-zapytałem zdziwiony biorąc klucze i chowając do kieszeni od spodni.
-Nie.A powinnam?-zapytała
-Nie,nie.Nie musisz.To nikt ważny.-znowu ją okłamałem,ponieważ każdy z chłopaków z grupy był dla mnie bardzo ważny i byłem gotów oddać życie za każdego.
-Wybierasz się gdzieś? Kiedy będziesz?-zaczęła mnie wypytywać.
-O 9,ok?-zrobiłem błagalną minę.
-Dobrze.-odpowiedziała i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia,czyli sprzątania klocków
Odwróciłem się i zacząłem iść w stronę drzwi.Gdy byłem już blisko celu,zauważyłem że Kamil rozmawia Anną.Schowałem się za rogiem,więc usłyszałem ich rozmowę. Słyszałem między innymi
,,-Hej jestem Anna.Fajna bluza.-mówiła śmiało.
-Jestem Kamil.I dzięki.-cieszyłem się że jej nie skomplementował
-A masz już dziewczynę?-to pytanie mnie zszokowało.
-Nie,a czemu pytasz?-mówił z zaciekawieniem w głosie.
-No bo taki ładny chłopak,i jeszcze sam? Niemożliwe.-zachichotała
-Em,dzięki.No jednak możliwe.-zaśmiał się
-Może kiedyś się gdzieś wybierzemy? Na przykład do kina?''
Poczułem strzał ciarek. Przeszły całe moje ciało. Miałem ochotę wyjebać tej suce.To było dość dziwne uczucie.Znałem je wcześniej,to była zazdrość. Byłem zazdrosny,że ona go podrywa.Postanowiłem przerwać ich rozmowę.
-Czego tu chcesz suko-warknąłem do niej.
-Spokojnie,ja tylko rozmawiam z twoim ładnym kolegą.-odpowiedziała z kpiną w głosie.
-Wypierdalaj jeśli nie chcesz dostać w ryj!-wykrzyczałem wskazując jej drogę do innego pokoju.
-Ogarnij się!- machnęła ręką i poszła do wskazanego miejsca.
Czułem wściekłość. Teraz jeszcze bardziej jej nienawidziłem.
-Ej co to miało być?!-spytał zdziwiony Kamil.
-Nic.-odparłem biorąc głęboki oddech.-Po prostu jej nienawidzę.
-Ale żeby aż tak przesadnie się wydzierać? Ona tylko ze mną rozmawiała!-wyjaśniał
-Dobra,już nie pierdol tylko choć.-powiedziałem wychodząc z budynku.
Szliśmy w ciszy.Zdawało mi się że jest na mnie zły. W końcu Anna jest nawet ładną dziewczyną...
                                  *                               *                       *
Szliśmy przez kolejne ulice aż doszliśmy to płotu z siatki zza którego było widać stare,zniszczone budynki.Drzwi od przejścia były metalowe.Podszedłem nich i szarpnąłem klamkę.
-Kurwa,zamknięte.-rozejrzałem się wokół.
-I co teraz?-spytał zaniepokojony Kamil.
Nagle wpadłem na pewien pomysł.
-Wejdziemy górą.-uśmiechnąłem się do niego po czym spojrzałem w górę.
Chwyciłem się siatki i zacząłem po niech wchodzić.Kamil przesunął się kilka kroków w tył. Gdy byłem już na górze usiadłem okrakiem na metalowym zakończeniu płotu.
-Idziesz?-zaśmiałem się do niego.
-Ja tam nie wejdę.-zmarszczył brwi.
-Oj no weeeeź.-wywróciłem oczami.-Dasz radę.
-Nie,nie dam.-oznajmił z krzywą miną.-Nie umiem tak jak ty chodzić po płotach.
-Gdy uciekasz przed policją musisz to umieć.-powiedziałem surowo.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Zeskoczyłem na drugą stronę i otworzyłem mu drzwi.
-Choć.-chwyciłem go za nadgarstek,przeciągnąłem przez przejście po czym zamknąłem drzwi z powrotem.
Szliśmy kawałek gdy zorientowałem się że nadal trzymam go za nadgarstek.
-Oj,prze-przepraszam.-puściłem jego rękę i zawstydzony podrapałem się po karku.
-A,no...nie przeszkadzało mi to.- zaśmiał się po czym wbił wzrok w chodnik
Czułem że robi mi się gorąco.Na szczęście mnie nie widział,bo byłem cały czerwony.
Po chwili podeszliśmy do szarego budynku.Wyciągnąłem klucze z kieszeni,odkluczyłem  drzwi ,wpuściłem Kamila do środka i zamknąłem je. 
-Oto mój drugi dom.-oznajmiłem śmiało przygryzając dolną wargę.
-Drugi?-zdziwił się
-No po prostu osoby stąd są dla mnie bardzo ważne i po części stałem się ich rodziną.-wytłumaczyłem mu podchodząc do lodówki.
-Która godzina?-zapytał kładąc torbę obok fotela.
-Hmmm...-wyciągnąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem godzinę.-16:26,a co?-odpowiedziałem chowając telefon i marszcząc brwi.
-Moja mama przyjedzie do domu o 18. więc mam czas.-uśmiechnął się uradowany całą  tą sytuacją.
-Jesteś głodny?-zapytałem otwierając lodówkę.
-Zależy co masz.-podszedł do mnie od tyłu i oparł głowę na ramieniu.
Poczułem strzał ciepła.Serce zaczęło mi bić szybciej.Przygryzłem dolną wargę jak najmocniej umiałem.
-To co wybierasz?-zapytałem nieśmiało.
-Hmmm...może....-zastanawiał się patrząc na lodówkę.-zrobimy jajecznicę. Co ty na to?
-Kusząca propozycja.-zaśmiałem się i zamknąłem lodówkę.
Kamil nadal miał opartą głowę o moje ramię.Zwiesiłem głowę w dół po czym przełknąłem ślinę. Stałem przed zamkniętą lodówką,z wytłaczanką jajek w rękach. Czułem,że w środku się palę. Staliśmy w tej pozycji przez dłuższy czas.
-Hej,mogę Cię o coś zapytać?-wyszeptał
-Jasne.-odpowiedziałem zagubiony.
-Czy gdybym...-zaczął mówić wolno.-gdybym się wtedy nie odezwał,nie poprosił Cię,strzeliłbyś?-powiedział śmiało 
Stałem jak skamieniały.
-Pewnie tak.-powiedziałem cicho  czując smutek.
Nie chciałem tego przerywać,lecz musiałem,więc ruszyłem w bok w stronę gazówki. Wyjąłem ze szafki patelnię i położyłem ją na rozpalonej gazówce po czym zacząłem wbijać do niej jajka. Ukradkiem spojrzałem na Kamila.Był oparty o lodówkę,ręce skrzyżowane na klatce piersiowej a głowę miał zwieszoną w dół.Najwyraźniej był zamyślony.
-Hej podasz mi przyprawy?-zapytałem soląc rozbite jajka.
-Co?-uniósł głowę w moją stronę.-Co mówiłeś? Nie słyszałem.
-Spytałem czy podasz mi przyprawy z szafki obok ciebie.- odpowiedziałem z uśmiechem
-Ok.-odwrócił się w stronę szafki i wyciągnął z niej paczkę przypraw.-To? odwrócił głowę pokazując mi opakowanie.
-Tak to.-oznajmiłem.-Daj.
Podszedł do mnie i stanął obok patrząc na patelnię.Szybkim ruchem otworzył opakowanie i zaczął posypywać jajka przyprawami.Zmieszałem te przyprawy razem z resztą jajek których nie posypał. Stał przez chwilę patrząc się jak mieszam jajka.Znów było mi ciepło,i to nie od tego ze stałem obok rozżarzonej patelni,tylko dlatego że Kamil stał obok mnie. Nagle odszedł schować przyprawy po czym usiadł do stołu. Jajka były już gotowe więc wyłączyłem gaz,nałożyłem je na talerzyki i podałem jemu,po czym usiadłem do stołu naprzeciw niego i zacząłem jeść a on zrobił to samo.Wśród nas panowała niezręczna cisza.
-Dobre.-powiedział przerywając przy tym ciszę
-Wiem.Bo moje.-zażartowałem uśmiechając się.
-Już się tak nie przechwalaj.-pokiwał głową z szyderczym uśmiechem.
Uśmiechnąłem się i czułem,że zaraz znów będziemy normalnie rozmawiać,bez spiny.
-Opowiedz mi coś więcej o sobie.-zaproponował i spojrzał na mnie.
-Em,no lubię gotować,pływać,nie interesuje mnie sport,-uniosłem brwi.-lubię też zimne mleko,spagetti,nie lubię bić się z kimś,ani ludzi którzy obrażają albo grożą moim bliskim.To tyle o mnie.-powiedziałem z uśmiechem.-Teraz ty coś o sobie.
-No ja już z góry mówię że nie mam za ciekawego życia,ale lubię też kilka rzeczy co ty.-odpowiedział
-Jakie?-zapytałem
-Też lubię pływać i spagetti-odpowiedział.-Ale nie rozumiem,jak można pić zimne mleko.Wtedy jego smak jest zamknięty.
-Odwal się.Ja takie lubię.- zaśmiałem się.-No mów dalej o sobie.
-Nie lubię bałaganu,więc dużo sprzątam.Też nie lubię sportu,a zamiast jakiegokolwiek wysiłku fizycznego wolę grać na kompie.-opowiadał 
-Masz rację,nie masz za ciekawego życia.-zaśmiałem się.
-Eh,no wiem.-wziął głęboki oddech.
Skończyliśmy jeść.
-Hej zaraz przyjdę.Idę tylko do łazienki .Nie płacz za mną.Spokojnie,wrócę zaraz.-żartowałem sobie wstając od stołu
-Niech cię kibel wciągnie!- wołał
Wszedłem do łazienki.Załatwiłem swoją potrzebę fizjologiczną w postaci siku.Gdy skończyłem spłukałem i umyłem ręce. Następnie spojrzałem w lustro i przeczesałem włosy.Stałem przez chwilę rozmyślając nad tym,co się wydarzyło:trzymałem go za rękę,mu to nie przeszkadzało.Położył głowę na moim ramieniu,najwyraźniej nie chciał tego przerywać. Nie wiedziałem co mam robić.
-Hej na serio się utopiłeś?-usłyszałem znajomy głos zza drzwi.
-Nie,ja...-powiedziałem zakłopotany.-Już wychodzę.-podszedłem do drzwi i otworzyłem je,po czym zobaczyłem Kamila.
Poszedłem w stronę kuchni żeby posprzątać,ponieważ Weronika nie lubi bałaganu.
-Już posprzątałem.-zaśmiał się Kamil.
-Co?-zmarszczyłem brwi czując zaskoczenie.
-Przecież mówiłem,że nie lubię bałaganu.-odpowiedział drapiąc się w łokieć.
-Ale no...-nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.-Nie musiałeś.-zaśmiałem się.
-A tam,już dobra.-machnął ręką.
Uśmiechnąłem się do niego z podziwem.
-To choć.Pokażę ci  mój pokój.-zacząłem iść w stronę pokoju obok łazienki.
Gdy weszliśmy Kamil rozejrzał się po pokoju a następnie usiadł na skraju mojego łóżka.
-Jeśli mogę zapytać,-zaczął mówić zagubiony głosem patrząc się na swoje stopy.-dlaczego jesteś w domu dziecka?-oznajmił spoglądając na mnie.
Odetchnąłem ciężko.Wiedziałem,że wcześniej czy później o to zapyta.Nie chciałem mu tego tłumaczyć,ponieważ wstydziłem się tego,jak ''powstałem''.
-No...-podszedłem do niego i usiadłem obok.-Moja mama urodziła mnie gdy miała 21 lat.-zacząłem opowiadać.-To wszystko zaczęło się gdy szła raz nocy od przyjaciółki i skręciła w ulicę pijaków.-podgiąłem kolana do brzucha,objąłem je rękami i schyliłem lekko głowę patrzą na moje kolana.-no i...jakiś koleś,ją...zgwałcił.-mówiłem płaczącym głosem czując wewnętrzny ból.-a kilka dni po porodzie została zamordowana.-zwinąłem usta w linię.-Tylko tylko wiem na ten temat.
Kamil był w szoku.Siedział wpatrując się na mnie ze smutkiem w oczach.
-Boże...-zaczął mówić.-To straszne.-spojrzał przed siebie.-A jak się znalazłeś w tej grupie? Bo na pewno do jakiejś należysz.-zapytał nieśmiało.
-Mój wujek Marek tak jakby mnie przygarnął.-odpowiedziałem.-Tak jakby bo mieszkam w ośrodku,ale cały czas jestem tu.-uniosłem oczy i spojrzałem na niego ze smutkiem.
-Przykro mi.-szepnął i objął mnie ramieniem.
W jego objęciach czułem się bezpiecznie i przyjemnie.Przymknąłem oczy i oparłem głowę o jego ramię.
-Tak bardzo mi jej brakuje.-powiedziałem płaczącym głosem podciągając nos.
-Spokojnie,teraz masz mnie.-powiedział przykładając usta do moich włosów.
Zszokował mnie tą wypowiedzią.Wziąłem głęboki oddech i lekko uchyliłem usta. Dobrze wiedziałem,że głupio zrobiłem, zapraszając go do siebie,ale nie mogłem  zostawić go samego na dworze. Niespodziewanie zrobiłem coś,czego chciałem uniknąć,coś,czego odmówiłem tak wielu osobą -zaprzyjaźniłem się z nim. 


 -------------------------------------------------------------------------


I jak? 


Coś mi się czcionka w połowie zjebała i nie wiedziałam jak to naprawić więc jest tak. Pozdrawiam : Ja :3

czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 3

  Szliśmy w ciszy.On był wpatrzony w chodnik,ja w niego.Minęło jakieś 10 minut,gdy postanowiłem przerwać rozmowę.
-Boisz się?-zapytałem ciekawsko.
-Trochę...-powiedział cichym głosem.
Wyszliśmy z lasu przez który przechodziliśmy.Po chwili znaleźliśmy się na chodniku.Szliśmy kilka chwil nadal w ciszy.Nagle ujrzeliśmy piękny,biało-kremowy dom,z ogrodem wypełnionym przeróżnymi kwiatami.
-Wejdziesz?-zapytał śmiało podchodząc do furtki.
-Mieszkasz tu?-zapytałem zdziwiony.
Teraz już miałem pewność,że jest ''dzieckiem bogaczów'',lecz nie był arogancki i rozpieszczony.Raczej skromny i uprzejmy.
-Tak,ja tu mieszkam.Choć.-powiedział przechodzą przez furtkę.
Podeszliśmy do drzwi a on zaczął szukać czegoś w plecaku.
-Kurczę,zapomniałem rano zabrać ze sobą klucza.-wyprostował się patrząc przed siebie po czym  spojrzał na mnie.
-To choć do mnie.-uśmiechnąłem się.
Wiedziałem że chłopaków nie ma,bo mówili wczoraj że pojadą po ten towar z Rosji.W domu mogła być co najwyżej Weronika.
-Do ciebie? Do domu?-pytał zszokowany i przerażony
-Do tak jakby domu...-powiedziałem bardzo cicho.
Poczułem smutek i w myślach błagałem żeby nie zapytał ,,jak to jakby domu?''
-Em...ok.-uśmiechnął się i ruszył w stronę wyjścia.
Odetchnąłem z ulgą.Szliśmy chodnikiem mijając kolejne ulice.Nagle poczułem wibracje w kieszeni spodni. Wyciągnąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz.Okazało się,że dostałem smsa.
          Od : Hubert 
W domu nikogo nie ma. Jak chcesz wejść to klucz daliśmy tej gościówie z ośrodka.

Zatrzymałem się. Przełknąłem ślinę patrząc przez dłuższą chwilę na telefon.Nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Mieliśmy iść do mnie,ale klucz był w miejscu,do którego nie chciałem go prowadzić.
-Coś się stało?-zapytał przechylając głowę w bok marszcząc przy tym brwi.
-Nie,nic tylko...-spojrzałem na niego czując zakłopotanie.
Nie miałem innego wyjścia. Musiałem najpierw iść z nim do ośrodka.
-Słuchaj,pójdziemy najpierw w jedno miejsce.-powiedziałem niepewnie biorąc głęboki oddech.
-Jakie?-zapytał zaskoczony po czym uniósł jedną brew.
-Tylko proszę,na razie nie zadawaj pytań.-spojrzałem na niego z błagalną miną.
Ruszyłem w stronę centrum miasta,a on za mną.
-Dlaczego się przeniosłeś?-spytał patrząc z lekkim uśmiechem i zaciekawieniem wymalowanym na twarzy.
-Nooo-nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć.
-Hm?-mruknął domagając się odpowiedzi.
-Ja...wybiłem okno w szkole.-powiedziałem spontanicznie.
Czułem się nieprzyjemnie,gdy musiałem go okłamać.
-Że co?!-otworzył szeroko oczy podśmiechując się.-wywalili cię za to?
-Tak.-odpowiedziałem stanowczo.
Tak,wywalili mnie,ale za coś innego,Nie miałem zamiaru powiedzieć mu prawdy.
-Ale jak to zrobiłeś?-był lekko zszokowany.
-Dobra,już dosyć pytań.Może kiedyś ci to opowiem.-odpowiedziałem chamsko. Miałem już dość jego pytań,na które musiałem odpowiadać kłamstwem.
-Dobrze.-odpowiedział zawiedziony.
Nieprzyjemnie patrzyło mi się na niego gdy jest zdołowany.
Nagle znaleźliśmy się kilka metrów od dużego,zielonego budynku z płaskim dachem i 3 piętrami.Tuż przy wejściu stała tablica z napisem ,,Witamy w ośrodku adopcyjnym''.Ze środka było słychać krzyki i płacz dzieci.
-Ej czekaj,gdzie ty idziesz? To jest dom dziecka.-mówił z krzywą miną
-Tak,wiem ,że to dom dziecka.-powiedziałem podchodzą do ciemnozielonej furtki.
Czułem smutek i wstyd.Schowałem oczy w grzywce i powoli okręciłem głowę w stronę klamki od furtki.Nacisnąłem ją niepewnie i przekroczyłem próg  furtki.
-Jezu-pokiwał głową będąc w szoku.-przepraszam.-wydukał i zasłonił usta prawą ręką
-Za co przepraszasz?-spytałem zdziwiony cichym głosem.
-Za moja reakcję-powiedział poprawiając plecak
-Nie szkodzi.-uśmiechnąłem się lekko do niego.-Idziesz? Czy poczekasz?
-Pewnie że idę.-powiedział śmiało i ruszył w moją stronę.
-Tylko się nie przeraź.-zażartowałem uśmiechając się fałszywie.

------------------------------------------------

Miał być długo rozdział,ale dziś już nie dam rady pisać,może dlatego że jest 1 w nocy :/ Może jutro dodam

A tak wg to jeśli czytasz to proszę o komentarz. Chcę widzieć że ktoś czyta

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 2

   Wszedłem do budynku i rozejrzałem się wokół siebie. W środku był harmider. Jedno wielkie zbiorowisko niestabilnych psychicznie gimnazjalistów.Lecz jeden chłopak przykuł moją uwagę. Stał pod ścianą.Miał czarne włosy,mniej więcej mojego wzrostu. Zwróciłem na niego uwagę,bo wyglądał tysiąc razy lepiej niż reszta tych nieogolonych i łysych dresów. Miał na sobie czarną bluzkę,jasne dżinsy i buty z NIKE. Pewnie był jednym z tych aroganckich i rozpieszczonych dzieci bogaczów.Był zajęty śmianiem się wraz z nimi z chłopaka,który przywieszał na gazetkę szkolną kartkę z narysowanym na niej kutasem. Na przeciwko nich znajdowały się drzwi, z napisem ,,sekretariat''. Zacząłem iść w ich stronę.Gdy przechodziłem obok tej gromady,ich rozmowy ucichły,a oni wędrowali oczami za moją osobą. Na 3 sekundy spojrzałem na nich groźnie,żeby się nie zbliżali do mnie. Nie miałem przyjaciół.Nie mogłem ich mieć,bo gdybym miał to staliby się ofiarami lub zakładnikami ludzi Solarskiego,aby mnie szantażować,a w najgorszym wypadku kazaliby mi wybierać:albo oni,albo ja.Wiadomo,że wybrałbym ich,a oni pełni szczęścia,że wreszcie mają okazję to zrobić,zabiliby mnie.Oni tego pragnęli. Byłem ich celem numer 1.Za co? Za to że raz zabiłem jedną z suk Solara przez co stracił jedną z jego wielu ,,zabójczych zabawek'',a ta była jego ulubioną .
-Ej to ten nowy-słyszałem miliony takich tekstów za moimi plecami,lecz nie zwracałem na nich uwagi.
Podszedłem do drzwi sekretariatu. Lekko zapukałem.Usłyszałem ,,Proszę!'' zza drzwi. Niepewnie nadusiłem klamkę i wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do biurka,przy którym siedziała  starsza kobieta w jasnoniebieskiej sukience z okularami na nosie.
-Dzień dobry-przywitałem się z nią.
-Witam. W czym mogę pomóc?-spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Nazywam się Dominik Malczewski i przyszedłem odebrać kartkę z planem lekcji-odpowiedziałem próbując być miły.
-Ach to ty jesteś tym nowym uczniem-szeroko się uśmiechnęła do mnie.-Witamy w naszej szkole.
-Dziękuję.-odpowiedziałem jej z uśmiechem,chociaż nie wiedziałem za co jej dziękowałem.
Zaczęła szukać czegoś w szafce.Nagle wyciągnęła z niej lekko pogniecioną kartkę.
-Proszę.-powiedziała wręczając mi kartkę.-A masz legitymację i świadectwo z poprzedniej klasy?-zapytała.
-Tak.-odpowiedziałem odpinając plecak a po chwili szukania wyciągnąłem z niej legitymację i świadectwo.-Proszę-podałem jej.
-Dziękuję.Możesz przyjść po to pod koniec lekcji.-powiedziała.
-Dobrze.Do widzenia.-powiedziałem kierując się w stronę drzwi.
Gdy wyszedłem, ludzie nadal patrzyli na mnie ukradkiem,myśląc,że tego nie widzę.Spojrzałem na kartkę.Z tego co pisało,pierwsza  lekcja to matematyka,w sali numer 10. Chodziłem jak idiota po szkole,szukając sali lekcyjnej,lecz bezskutecznie. Chciałem podejść do kogoś i spytać się gdzie jest ta klasa,lecz nie mogłem bo wiedziałem,że ten ktoś będzie chciał mnie poznać,a tego chciałem uniknąć.Po chwili dalszego szukania znalazłem sale numer 10. Odetchnąłem z ulgą.Spojrzałem na ustawionych przed drzwiami ludzi. Okazało się,że byłem w klasie z tymi gośćmi spod sekretariatu i z tymi tapeciarami sprzed szkoły.
-Ale fajna klasa.-pomyślałem sarkastycznie.
Nagle zauważyłem nauczycielkę,idącą w naszą stronę.Zająłem miejsce w kącie,tak,aby nikomu nie zawadzać.Gdy nauczycielka otworzyła drzwi i wpuściła nas do środka,wszedłem do klasy jako ostatni.Upewniłem się,że wszyscy zajęli swoje miejsca a następnie ja zająłem miejsce w ostatniej ławce pod ścianą. Ogarniałem matmę,więc rozumiałem wszystkie zadania. Co chwile ktoś odwracał się i ukradkiem patrzył na mnie.
Na przerwach stałem sam pod ścianą,gdy reszta klasy siedziała z dala ode mnie,śmiała się,rozmawiała i wygłupiała,a moim jedynym zajęciem była gra w ,,Angry Birds'' w moim telefonie.Dziwiłem się,że nikt nie podszedł,nawet przywitać się.Nic.Zero reakcji.Z jednej strony cieszyło mnie to,a z drugiej czułem się samotny. Resztę lekcji przebiegło tak samo jak wcześniejsza-nikt się do mnie nie odzywał.Nawet nauczyciele.
           *                            *                               *
Siedziałem na na lekcji historii,czyli ostatniej lekcji. Usłyszałem rozmowę chłopaka,który przykuł moją uwagę koło sekretariatu z jakimś rudym gościem w zielonej bluzie :
,,-Wypadło na ciebie.-mówił rudy
 -Ale ja nie chcę!-mówił wściekły brunet
 -Oj no weź. Na pewno cię nie zje.-żartował sobie rudy
 -Nie.-mówił stanowczo brunet
 -Musisz.-przez chwilę panowała cisza
 -Dobra.Ale jeśli mnie zabiję to twoja wina.
 -Dobra ogarnij.Nie będzie tak źle.''
Nauczyciel powiedział do niego ,,Mazur,uwaga za zakłócanie toku lekcji''.A więc miał nazwisko Mazur.Ta wiadomość mi się przyda.
Byłem ciekaw o co chodziło,ale wiedziałem,że nigdy się tego nie dowiem,bo raczej nigdy do nie poznam.
Zadzwonił dzwonek.Uradowany wyszedłem z klasy,kierując się w stronę wyjścia. Kilka chwil po wyjściu Usłyszałem kroki. Odwróciłem się,aby zobaczyć kto to.Zobaczyłem chłopaka spod sekretariatu.
-Hej.-powiedział uroczo
-Hej.-odpowiedziałem uśmiechając się do niego
-Jestem Kamil.-powiedział
-A ja Dominik.-odpowiedziałem
-Toooo-próbował ciągnąć rozmowę-ja ci się podoba u nas w szkole?
-Szczerzę? Szkoła jest brzydka,niezadbana a w kiblu nie ma papieru.-odpowiedziałem śmieją się
-No to każdy wie.-odpowiedział także z uśmiechem.-Ale chodzi mi o ludzi.
-No właśnie,wy boicie się mnie czy co?-spytałem ze zdziwieniem.
-Szczerze? Tak.Dlatego wysłali mnie żebym cię obczaił.-powiedział ze strachem w głosie.
-Ej spokojnie.-zaśmiałem się.-Nie musisz się mnie bać.
-Właśnie widzę.-spojrzał na mnie.-Wyglądasz na miłego.
-Dziękuję.-uśmiechnąłem się do niego-Ty też.
-Też dzięki-odpowiedział-Ej a widziałeś że koło 8-ki jest dziura w ścianie?
-No właśnie to widziałem.Zdziwiłem się i nie ogarniam jak ktoś to mógł zrobić-.odpowiedziałem
Przez jakieś 10 minut rozmawialiśmy o wadach naszej szkoły. Doszedłem do wniosku,że przyjemnie mi się z nim rozmawia.Nareszcie rozmawiałem z kimś,kto był w moim wieku i był stabilny psychicznie i emocjonalnie. Polubiłem go,i to bardzo,ale nie mogłem dłużej ciągnąć tej rozmowy. Jeszcze się z nim zaprzyjaźnię,i co wtedy?
-Słuchaj...-przerwałem mu jego wypowiedź o tym,jak pewnego razu chłopacy wrzucili do damskiej szatni szczura.-nie powinieneś ze mną rozma...-przerwałem gdy usłyszałem zza moich pleców dźwięk zamykanych drzwi od samochodu.
-Ej Malczewski!-wołał podchodząc do mnie.To był Bartek.28 letni  mężczyzna,trochę pulchny,należał do innej grupy niż ja,ale nasze kontakty były dobre więc wymienialiśmy się towarami.
-Kurwa nie teraz-powiedziałem cicho wściekły,ale Kamil na pewno to słyszał.
-Ej kiedy podwieziecie nam towar?-pytał Bartek gdy podszedł.
-A dokładniej?-nie wiedziałem o który towar mu chodzi
-O broń tą nową co załatwiliście z Rosji.-powiedział
-Nie...nie wiem.Ale ci przedzwonię dzisiaj około 8,ok?
-Hej,a ten gościu od Smulińskiego?-zapytał
-Sprzątnięty.-odpwiedziałem
-A kto go załatwił?-zapytał
-Ja.-odparłem.
-Że co?! Ty?!-był zdziwiony-Ty zabiłeś jego najlepszego człowieka?!
-Jakbyś nie wiedział że jestem w tym dobry.-mówiłem pewny siebie.
-Ale jak ty to zrobiłeś?! Masz 16 lat,a on 34!-pytał zszokowany
-Ma się tę wprawę-chamsko się uśmiechnąłem
-Wow.Dobra,muszę iść. To zadzwoń o tej 8,ok?-pytał niepewnie
-Spoko.-odpowiedziałem unoszą kciuk od prawej ręki do góry.-Nie zapomnę.
-No ja myślę.-powiedział to,po czym odszedł.
Szedłem za nim wzrokiem aż nie wsiadł do czarnego samochodu i odjechał.Nagle przypomniało mi się,że Kamil stał obok i wszystko słyszał.Spojrzałem na niego.Jego twarz była blada,oczy szeroko otwarte a usta lekko uchylone.
-E...spoko,nikomu nie powiem...-próbował coś wydukać,ale bym w zbyt wielkim szoku.
-Tak,nic nikomu nie powiesz.-wyciągnąłem zza pasa od spodni pistolet,i wycelowałem w niego,stojącego niedaleko ode mnie.-Pożegnaj się.
Był zszokowany.Zaczął szybciej oddychać.
-Nierób tego!-powiedział przestraszony
-Muszę. Za dużo wiesz. Przykro mi.-na prawdę było mi przykro,że musiałem to zrobić,ale nie miałem innego wyjścia.-A już cię polubiłem.Ale to twoja wina,bo to ty poszedłeś za mną.
-Ale ja nikomu nie powiem! Zaufaj mi! -próbował coś więcej mówić,ale strach odbierał mu mowę.
-Znam cię kilka minut. Nie mogę ci zaufać. Ledwo cię znam.-powiedziałem stanowczo.
-To chociaż spróbuj.-powiedział już spokojniej,lecz nadal ze strachem.
Trzymałem broń wycelowaną w jego stronę.
-Proszę.-wyszeptał.
Coś we mnie pękło. Czułem,że nie dam rady tego zrobić. Pomimo że znaliśmy się krótko,to już był dla mnie ważny.Nie wiedziałem dlaczego.Zawsze zabijałem z łatwością,a teraz? Po prostu nie mogłem.
-Nic nie widziałeś i nic nie słyszałeś.Jeśli wygadasz cokolwiek,to po tobie.-powiedziałem chowając broń na swoje miejsce.
-Spoko.-powiedział będąc jeszcze w szoku.Spojrzał na ziemię,aby wszystko sobie poukładać w głowie.
-Idziesz?-zapytałem
-Gdzie?-zapytał zaskoczony
-Do domu. A gdzie myślałeś?-powiedziałem spokojnie uśmiechając się serdecznie do niego.
-Ja...nie wiem.-odpowiedział
-Dobra już spokojnie.-powiedziałem ciągnąc go za rękaw aby wreszcie się ruszył.



**********************************
Dość długi w porównaniu do 1 ale to chyba dobrze ;)


poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 1

-Wstawaj Dominik.-usłyszałem ciepły głos Weroniki.-Chyba nie chcesz się spóźnić na swój pierwszy dzień w nowej szkole.-powiedziała.Gdy lekko otworzyłem jeszcze zaspane oczy,widziałem ją odsłaniającą roletę z okna.
-Która godzina?-zapytałem niemrawo.
-6:30-odpowiedziała i wyszła z pokoju.
Odkryłem się,po czym wstałem i poszedłem w stronę kuchni.W salonie,który był połączony z kuchnią siedzieli Marek,Hubert i Łukasz.Byli bardzo zaciekawieni dziwnym według mnie programem ,,Jak to jest zrobione?''.Weronika szykowała  śniadanie.Nagle plaster sera urwał się od reszty i spadł na podłogę po czym cicho przeklęła .Idąc w stronę lodówki powiedziałem głupie ,,elo'' na przywitanie,lecz nikt nie udzielił mi odpowiedzi.Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem z niej mleko,nalałem je do szklanki i zacząłem pić opierając się o blat szafki.
-Podgrzej to mleko.-powiedziała Weronika nie odrywając wzroku od przyrządzanych przez nią kanapek.
-Nie...takie jest dobre.-powiedziałem podchodząc do stołu po czym usiadłem na krześle i przysunąłem się do niego. Weronika podała mi talerz,na którym leżały dwie kanapki z serem i pomidorem.
-Dzięki.-odpowiedziałem aby podziękować jej za śniadanie,bo wiedziałem,że gdyby nie ona wszyscy już dawno pomarlibyśmy z głodu.
-Marek dobrze drobił oświadczając się jej.-pomyślałem.
-Dziwne że pozwolili ci nocować poza ośrodkiem. I to jeszcze u nas.-powiedział Marek ze zdziwieniem w głosie.
-Bo nie pozwolili.-powiedziałem stanowczo gryząc kanapkę.
-Że co?!-powiedzieli wszyscy jednocześnie.
-No normalnie.Ale spoko,nikt nawet nie zauważy,że mnie nie ma.-powiedziałem jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ty debilu. Mogą wezwać policję a wtedy sprawdzą dom i będzie po nas!-powiedział Hubert ze złością w głosie.
-Hubert ma rację.Nie możesz tak sobie nocować poza ośrodkiem nikomu stamtąd o tym nie mówiąc!-powiedział Marek który także był wściekły.
-Oj tam,przesadzacie.To jest duży ośrodek i mieszka tam około 100 dzieci i myślicie,że zwrócą uwagę że nie ma jednego?-powiedziałem do nich ja do idiotów.
-W sumie ma rację.-odpowiedział Łukasz. Cieszyłem się,że wreszcie ktoś mnie zrozumiał.
-Dobrze,ale jeśli jeszcze raz będziesz chciał tu przenocować to zapytaj ich czy możesz.-powiedziała Weronika.
-Nie pozwolą mi.-powiedziałem ze smutkiem w głosie.
-Czemu?-spytał Łukasz.
-Bo was znają.-spojrzałem na talerz,który był już pusty.
Spojrzeli na siebie.Przez chwilę panowała cisza.Spojrzałem na zegar cyfrowy od piekarnika i była już 7:15.
-O kurwa,już ta godzina?!-wstałem i zasunąłem za sobą krzesło.-Muszę się jeszcze ogarnąć.-pobiegłem do łazienki.Gdy wszedłem,zakluczyłem się,tak na wszelki wypadek.Spojrzałem w lustro i zobaczyłem rozczochranego siebie.Szybko wziąłem szczoteczkę i wyszorowałem nią zęby.Następnie sięgnąłem po grzebień i rozczesałem moje dość długie jak na chłopaka włosy. Wyszedłem i szybko podszedłem do szafy w moim pokoju,gdzie była tylko część moich ubrań,ponieważ reszta znajdowała się w ośrodku. Wyciągnąłem z niej czarną  bluzę z biało-czerwonymi napisami i szare dżinsy.Ściągnąłem piżamę i założyłem wcześniej wyciągnięte z szafy ubrania.Następnie wziąłem mój szary plecak.
-Tyle wspomnień,tyle przemyconych nielegalnie broni i marihuany dla chłopaków.-wyszeptałem z uśmiechem patrząc na niego.
Spojrzałem na zegarek, Była 7:40 a lekcje zaczynałem na 8:00. Powędrowałem z plecakiem zawieszonym na jednym ramieniu w stronę drzwi.
-Wychodzę!-krzyknąłem na cały dom.
-Powodzenia!-usłyszałem Głosy Marka i Weroniki.
-Dziękuje!-odkrzyknąłem.
Szedłem ulicą grzebiąc w telefonie.Znałem wszystkie ulicę tego  miasta na pamięć,pomimo że było ogromne. Nagle stanąłem przed niebieską szkołą,a obok stała tablica z napisem ,,Serdecznie witamy w gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Zatorowie''.
-To tu.-pomyślałem.
Nagle usłyszałem głośne rozmowy i śmiech. Odwróciłem się, a obok mnie szły dwie dziewczyny. Gdy były obok mnie,ich rozmowy ucichły a ich wzrok powędrował na mnie.Nasze oczy niestety się spotkały a one obczaiły mnie od góry do dołu wzrokiem na co nie zareagowałem,lecz w duchu miałem ochotę im wyjebać.
-Już ich nie lubię.-pomyślałem.Były to jebane ,,tapeciary'' które obchodzi tylko wygląd i kasa. Obawiałem się,że będzie więcej takich ludzi w tej szkole.Miałem też nadzieję że wiadomość o tym,że w szkole jest ,,nowy'' nie będzie aż taką sensacją. Musiałem też wymyślić wymówkę,dlaczego zmieniam szkołę,bo raczej nie uwierzą że to przez złe oceny ponieważ w tamtym roku mało mi zabrakło do świadectwa z czerwonym paskiem. Bo przecież im nie powiem że za prawie śmiertelne pobicie jednego z uczniów...




-----------------------------------------------------------------------------------------

Podobało się?


Bohaterowie

Dominik Malczewski (16 lat)




Kamil Mazur (16 lat)




Marek Grabowski (30 lat)




Hubert Dembiński (25 lat)




Łukasz Mostowiak (23 lata)




Weronika Chylińska (29 lat)




Bohaterowie drugoplanowi 

Sonia Kwiatecka (19 lat)




Piotr Solarski (35 lat)





-----------------------------------------------------------------------------------------
POSTAĆ SONI NIE JEST RZECZYWISTYM ODZWIERCIEDLENIEM W RZECZYWISTEJ POSTACI ROKSANY SYGITOWICZ (SASZAN),OPRÓCZ WYGLĄDU.