Zabrzmiał dzwonek,co oznaczało koniec lekcji na dziś. Cała klasa zaczęła wychodzić z klasy. Wyszedłem idąc koło Gabrysi. Chciałem wrócić ze szkoły z Kamilem,ale on przyspieszył wychodząc z klasy i zniknął mi z oczu. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo ?- zapytałem.
-Gdzie jesteś ?-zapytał nerwowo Hubert.
-E...w szkole ?-odpowiedziałem zdziwiony.
-To zapierdalaj do nas.Masz przejebane!-wykrzyczał po czym rozłączył się.
Spojrzałem na telefon myśląc,co znowu zrobiłem nie tak.
-Coś się stało ?-zapytała niewinnie Gabrysia.
-Nie wiem.-odpowiedziałem chowając telefon.
Szliśmy po woli korytarzem.
-Też lubię Eminema.-zaśmiała się.
-Hm ?-zareagowałem po chwili.
-Twój dzwonek.-zaśmiała się.
-A no tak.-odpowiedziałem zdezorientowany.
-Mam płytę.-powiedziała dumnie.-Może przyszedłbyś do mnie i przesłuchalibyśmy ją razem ?-zapytała.
-Em...pewnie.-odpowiedziałem z uśmiechem po chwili zastanowienia.-Wpadnę jednego dnia.
Gabrysia właśnie zaprosiła mnie na spotkanie.Polubiłem ją,ale tylko jako koleżankę.
Wyjęła z torby długopis i zapisała na mojej ręce swój numer telefonu. Bardzo cieszyłem się na to spotkanie.Morze przestanę tyle myśleć o Kamilu. A pro po Kamila,gdzie on jest ? Chciałbym z nim pogadać. Wyszliśmy z Gabrysią ze szkoły i każdy poszedł w swoją stronę.
Nadal nie wiedziałem o co wtedy chodziło Hubertowi.
Przez całą drogę powrotną próbowałem dodzwonić się do Kamila i wysyłałem mu sms-y o treści ,,o co chodzi ?''. Zachowywał się naprawdę dziwnie. Od kiedy spotkałem Gabrysie unikał mnie. Przypuszczałem,że to wszystko było powiązane.
Zacząłem dochodzić do mieszkania mojej ekipy. Bałem się tam wejść. Nie wiedziałem co mnie tam czeka.
Stałem przed drzwiami jak skamieniały. Gdy wreszcie zebrałem się na odwagę,wszedłem. Położyłem plecak w kącie i wszedłem do salonu gdzie siedzieli wszyscy.
-Siadaj.-powiedział Łukasz pocierając twarz dłońmi.
Strachliwie podszedłem do kanapy i zająłem miejsce na samym środku. Tylko ja na niej siedziałem. Reszta siedziała na fotelach a Weronika jak zwykle na poręczy fotela na którym siedział Marek Spojrzałem na każdego po kolei.
-To o co chodzi ?-zapytałem przestraszony po chwili ciszy.
-Najpierw kilka spraw...-zaczął Marek.
-Po chuja zabiłeś TRZECH gości skoro miała być tylko JEDNA ofiara ?-powiedział wkurzony Łukasz. Pierwszy raz od jakiegoś czasu mówił do mnie taki wkurzony.
-No bo gdy tamtego zabiłem to wszedł inny a potem kolejny...i tak wyszło.-powiedziałem po woli skupiając się na swojej wypowiedzi.
-To trzeba było to zrobić tak,żeby nie było niepotrzebnych ofiar.-powiedział Hubert wstając.-Ok,inna sprawa. Nie zapomniałeś nam czegoś przekazać ? Na przykład od Bartosza. Tego z fioletowych.- spojrzał na mnie ze złością marszcząc przy tym brwi.
-Ja pierdole zapomniałem !-zakryłem ręką usta.
-Ostatnio coś dużo rzeczy zapominasz.-powiedział Łukasz.
-No właśnie. Zapominasz o wszystkim,chodzisz jakiś rozkojarzony,w ogóle nie uważasz na to co robisz...CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE ?!-wykrzyczał Hubert.
-Ja...-oparłem się o oparcie kanapy.-Ja nie nie wiem.
-Najlepiej by było żebyś na razie przestał nam pomagać.-zasugerował Łukasz.
-A wy nic nie powiecie ?-spojrzałem na Weronikę i Marka.
-Zgadzamy się z nimi,więc co mamy mówić.-powiedział spokojnie Marek.
-A jeszcze lepiej żebyś w ogóle nie przychodził tu. Musisz sam to wszystko poukładać.-powiedział już trochę spokojniej Hubert.
Zamurowało mnie. Chcą mnie teraz zostawić ? Teraz gdy potrzebuje największej pomocy z ich strony,oni chcą się po prostu odciąć od problemu ?
-Ale...że co ?-usiadłem normalnie.
-My też tak sądzimy.-odpowiedziała Weronika.
-Teraz...-po woli wstałem.-Teraz gdy ja potrzebuje waszej największej pomocy,wy chcecie się po prostu odciąć od problemu ?-powiedziałem spokojnie,lecz ze smutkiem w głosie.
-Nie,to nie jest tak...-zaczęła Weronika.
-Tak,to jest tak. Nie wiecie co teraz zrobić i jak mi pomóc,więc chcecie to wszytko olać i przeczekać.-powiedziałem powstrzymując płacz.-Na tym całym świecie,mam tylko was. Nikogo więcej.
-Skarbie...-powiedziała Weronika wstając.
-Przestań.-powiedziałem chowając twarz w dłoniach.
-Ale co dokładnie się dzieje ?-zapytał Łukasz.
-Jakoś nagle zaczęło was to interesować.-powiedziałem i wyszedłem z domu.
Zaczął padać deszcz. Nie miałem ze sobą żadnej bluzy.Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. Szedłem chodnikiem przed miasto. Następnie skręciłem w jakąś drogę leśną a po chwili znalazłem się pod domem Kamila. Nie miałem pojęcia jakim cudem się tu znalazłem. Po prostu szedłem przed siebie. Deszcz padał coraz mocniej więc postanowiłem że wejdę i przeczekam deszcz. Przeszedłem przez furtkę i podszedłem do drzwi dusząc przycisk od dzwonka. Po chwili drzwi otworzył szczupły 16-latek w czarnych włosach.
-Hej.-powiedziałem z lekkim uśmiechem.
-No cześć...-odpowiedział. Był bardzo zdziwiony moim widokiem.
Staliśmy przez chwile patrząc na siebie. Po chwili pokręcił głową po czym chwycił mnie za mokrą rękę i wciągnął do środka.
-Co ty tu robisz ?-zapytał zamykając drzwi.
-Chce pogadać,proszę.-powiedziałem błagalnym głosem.
Spojrzał na mnie z niechęcią,a ja się lekko uśmiechnąłem.
-No to chodź...-powiedział i pociągnął mnie w głąb domu.
-Mój tata jest,więc ogar.-wyszeptał mi do ucha po czym zaśmiał się.
-Spoko. Ale najpierw,czy mogę skorzystać z łazienki ?-zapytałem.
-Pewnie.-powiedział i zaprowadził mnie do łazienki. Wyjął z szafki suszarkę i podał mi ją. Chyba wiedział że chciałem o to poprosić. Gdy zostałem w łazience sam zacząłem suszyć ubrania i włosy.
Kamil pov.
Oparłem się o drzwi łazienki.
Wiedziałem że wcześniej czy później Dominik zauważy że zachowuje się inaczej,ale to dlatego że byłem po prostu zazdrosny. Też uznałem że musimy pogadać,ale tak szczerze. Bałem się trochę tej rozmowy.
Wszedłem po woli w głąb mieszkania gdy zauważyłem że tata schodzi ze schodów.
-Kto przyszedł ?-dopytywał się ze zdziwieniem.
-Przyjaciel.-odpowiedziałem z uśmiechem bujając rękoma klaszcząc raz z przodu,raz z tyły.
-Znam go ?-zmarszczył podejrzliwie brwi.
-Nie,raczej nie.-opowiedziałem spokojnie kiwając przecząco głową.-Ale zaraz poznasz.
Po chwili czekania w korytarzu z łazienki wyszedł Dominik. Gdy mój tata go zobaczył skamieniał.
-Dzień dobry panu.-odpowiedział z uśmiechem Dominik.
-Kamil co on tu robi ?!-mówił wściekły tata.
-Przyszedł do mnie ?-odpowiedziałem.
-Wiesz kto to jest ?! Wiesz jak często on jest widywany na komisariacie ?!-krzyczał tata.
-Proszę pana,to wszystko to były tylko podejrzenia. Żadne z nich nie było prawdą.-mówił spokojnie Dominik.
-Ale samo to ! Nie życzę sobie go w moim domu !-krzyczał do mnie tata.
-Tato ! Przestań.-powiedziałem i chwyciłem Dominika za nadgarstek ciągnąc szybo po schodach.
Weszliśmy do mojego pokoju i oczywiście zamknąłem drzwi.Dominik usiadł na łóżko.
-Przepraszam za tatę. -powiedziałem skrępowany
-Nie szkodzi.-odpowiedział z łagodnym uśmiechem.
-Też czujesz się tak chujowo ?-wymruczałem podchodząc do szafy.
-I to bardzo.-odpowiedział pocierając dłonie.
Wyjąłem z szary ciepłą,czerwoną bluzę i rzuciłem w stronę Dominika.
-Przypuszczam że ci zimno.-zaśmiałem się.
-Jak ty mnie znasz.-mrugnął co mnie trochę zawstydziło.
Szybko ubrał bluzę. We własnych myślach uznałem,że ładnie mu w czerwonym.
Po woli podszedłem do niego i usiadłem obok.
-Dominik,słuchaj. Chciałbym ci coś powiedzieć.
-No słucham.-spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-No bo...-zacząłem wpatrując się w podłogę.-Od kiedy się pojawiłeś w moim życiu dużo się zmieniło. Co do ciebie...mam mieszane uczucia. Ale wiem jedno...-przybliżyłem się bardzo blisko i przyłożyłem swój nos do jego policzka. Nagle on przekręcił lekko głowę w moją stronę przez co nasze nosy się stykały.-podobasz mi się.-wyszeptałem i zacząłem przysuwać bliżej głowę,gdy usłyszałem dźwięk taty wchodzącego po schodach. Wziąłem głęboki oddech i wstałem podchodząc do biurka,żeby tata sobie czegoś nie pomyślał. Od kiedy wstałem nie spojrzałem ani razu na Dominika.
Po chwili drzwi otworzył mój tata.
-Ja muszę wyjść,a nie zostawię cię z nim samym.-powiedział tata.
-Tato !-wstałem.
-Nie no dobra.-powiedział Dominik wstając.-I tak już miałem się zbierać. Dzięki za bluzę. Oddam ci przy najbliższej okazji.-uśmiechną się do mnie uroczo i wyszedł. Tata posłał mi złowrogie spojrzenie i zamknął drzwi.
Rzuciłem się na łóżko wtulając w poduszkę. Czułem się jak idiota. Przez moją głowę przelatywało głównie: ,,Dlaczego mu to powiedziałem ? Dlaczego mnie tak poniosło ? Dlaczego często mnie tak ponosi ? No dlaczego ? On mnie znienawidzi. Jestem pojebany. Wstyd mi jak cholera...'' i tak w kółko.
Dominik pov.
Wszytko we mnie szalało. Miałem ochotę skakać i płakać równocześnie. Kamil właśnie mi powiedział że mu się podobam. Moje marzenia się spełniły. Tylko jest problem: ja mu wtedy nic nie odpowiedziałem,więc jak się domyśli że on mi też ? Nie mogłem wtedy się ruszyć. Byłem zdezorientowany przez to,że chciał mnie pocałować. Co by było gdyby jego tata akurat nie wszedł ? Co by się tam teraz działo ?
Wyszliśmy na dwór z jego tatą.
-Wsiadaj,podwiozę cię.-powiedział ''pan tata'' wsiadając do samochodu.
Zdziwiłem się bardzo,ponieważ widać było że zbytnio za mną nie przepadał,ale wsiadłem. Zająłem miejsce z tyłu przy oknie.
Jechaliśmy przez jakieś 10 minut,gdy zatrzymał się pod ośrodkiem. Chciałem wyjść,ale zostałem zatrzymany.
-Czego chcesz od mojego syna ?-powiedział pan tata odwracając się w moją stronę.
-Niczego.-odpowiedziałem spokojnie.
-Zostaw go w spokoju,zanim zniszczysz mu życie.-powiedział.
-Ja nie chcę mu zniszczyć życia. Zostawię go,jak on sam mnie o to poprosi,a raczej na to się teraz szybko nie stanie.-wyjaśniłem.-dziękuję za podwózkę,do widzenia.-powiedziałem i wyszedłem z samochodu kierując się do drzwi wejściowych ośrodka.Gdy wszedłem,poczułem że moje nogi są jak z waty,więc upadłem na kolana chowając nos i usta w rękawach bluzy. Ta bluza pachniała nim,Kamilem. Z moich oczy zaczęły wypływać łzy. Sam nie wiedziałem czy to są łzy szczęścia,czy smutku. Po prostu chciało mi się płakać więc nie krępowałem się. Gdy uniosłem lekko wzrok zauważyłem małego chłopczyka wychylającego się zza rogu. To był Antek. Obtarłem rękawem łzy i uśmiechnąłem się do niego.
-Cześć.-przywitałem go cały czas będą na kolanach.
-Co się stało ?-zapytał niewinnie.
-Nic takiego mały,nic takiego.-powiedziałem z uśmiechem.
Chłopiec po woli podszedł do mnie i przytulił.
-Lubię cię,wiesz ?-powiedział.
-Tak,wiem. Ja cię też.-zaśmiałem się.-A teraz leć spać.
-Dobrze,ale nie płacz już. Jesteś na to za fajny.-przejechał małymi rączkami po moich policzkach.
-Czasami ludzie płaczą,bo mają taką potrzebę. Bo po prostu sobie nie radzą,albo coś ich boli. To nie oznacza że są słabi,taka po prostu jest ludzka natura.-odpowiedziałem z uśmiechem.
-No dobra. No to dobranoc.-powiedział.
-Dobranoc.-odpowiedziałem i wstałem a chłopiec pobiegł do innego pokoju.
Odwróciłem się,a za mą stała pani Grajewska,czyli jedna z opiekunek. Opierała się o futrynę.
-Coś cię gryzie ?-zasugerowała.
-Nie coś,tylko ktoś.-przetarłem oko rękawem.-Tęsknie za czasami w których gdy miałem problem, po prostu prosiłem o pomoc i ty mi pomagałaś.-zaśmiałem się.
-Niestety,takie jest życie. Ale zobaczysz,już niedługo będzie dobrze.-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-No mam nadzieję.-odwzajemniłem uśmiech i poszedłem na górę.
---------------------------------------------------------------------
Strasznie przepraszam że dłuuuugo nie było rozdziału,ale miałam trochę mało czasu ;----;
Postaram się częściej wstawiać ;)
Jak zwykle: kolejny rozdział dodam jak będzie tu 5 (lub jeśli chcecie więcej) komentarzy.
#BYE.
fresh
niedziela, 22 września 2013
piątek, 16 sierpnia 2013
Rozdział 12
Była 7:15 więc postanowiłem wstać. Spojrzałem za okno i zobaczyłem kilku ludzi przechodzących koło mojego domu. Sądząc po ich ubiorze,było raczej ciepło więc ubrałem czerwoną bluzkę z krótkim rękawem i długie czarne spodnie. Poszedłem do łazienki i załatwiłem wszystkie łazienkowe sprawy. Zeszedłem na dół i przysiadłem się do rodziców jedzących śniadanie. Tata był policjantem,mama prawnikiem. Przyłączyłem się do nich i zacząłem jeść płatki.
-Będziecie dziś wieczorem?-zapytałem niewinnie. Miałem już dość samotnie spędzonych wieczorów. Tylko wczoraj mnie ktoś odwiedził: Dominik.
-Ja mam rozprawę a potem kilka spotkań więc na pewno nie,przykro mi.-odpowiedziała mama kończąc posiłek i patrząc na mnie przepraszającym spojrzeniem poprawiając przy tym swoje krótkie,blond włosy.
-Ja dziś wracam wcześniej.-zaśmiał się tata.-czyli dzisiaj nie przyprowadzisz sobie żadnej dziewczyny.
-Tato ja nie przyprowadzam żadnych dziewczyn. Często siedzę w domu więc wiesz.-Skłamałem.Tak na prawdę to często wychodziłem ale nigdy nie byłem duszą towarzystwa,więc po prostu się nudziłem.
-Mam uwierzyć,że mój syn,syn największego imprezowicza swoich czasów ma niskie życie towarzyskie?-zaśmiał się. Mój tata zawsze się śmieje,nawet jak to nie jest śmieszne.
-Oj tam,nie od razu że niskie...tylko po prostu...nie chce mi się.-powiedziałem z zażenowaniem marszcząc brwi.
-Zobaczysz Janek,jeszcze nasz syn nie będzie mógł się odpędzić od dziewczyn.-powiedziała mama wstając i czochrając mi włosy.
-Dobra,koniec tematu.-powiedziałem oburzony i wstałem odchodząc.
Wziąłem plecak i wyszedłem z domu.Szedłem kawałek gdy nagle usłyszałem dźwięk łamanej gałęzi. Odwróciłem się aby sprawdzić kto to. To był Dominik.Poczułem ciarki na całym ciele. Zrobiło mi się też głupio po tym,co się wczoraj stało. Chciałem powiedzieć mu że go kocham,że jest jest dla mnie ważny i że chce z nim być. Ale nie mogłem. Nie wiem co we mnie wstąpiło że go pocałowałem. Wiedziałem,że nie mogę robić nic dalej bo wtedy ciężko by mi było go ''wkopać'' w tą sprawę z ''panem X''. Tak szczerze to nie wiedziałem o co dokładnie im chodzi i co chcą mu zrobić. Czyli nie mogę z nim być,ale muszę utrzymywać z nim kontakt. Będzie ciężko.
Zaczekałem aż do mnie podejdzie.Uśmiechnąłem się do niego na powitanie.
Dominik pov.
Z trudem odwzajemniłem uśmiech. To wszystko rozpierdalało mnie od środka. Gdy go widziałem czułem motylki w brzuchu,ale również smutek,po tym,jak mnie potraktował. Pomimo że próbowałem być silny,było mi ciężko.Nie wiem czy długo tak jeszcze wytrzymam.
-Siema.-przywitał się.
-No siema.-odpowiedziałem.
-Jak tam?-zapytał się i zaczęliśmy iść w stronę szkoły.
-Dobrze,a co ma być?-uśmiechnąłem się.
-No tak tylko się pytam.-skrzywił się.
Szliśmy kawałem w ciszy.
-Poznasz moich znajomych.-powiedział przyjaznym tonem.
-Fajnie.-odpowiedziałem ze smutkiem.
-Nie cieszysz się?-zmarszczył brwi.
-Cieszę tylko dziś mam jakiś taki ponury dzień.
-Popraw ci się.-zaśmiał się
-No ja myślę.-powiedziałem wchodząc przez furtkę na boisko szkolne.
Weszliśmy na boisko szkolne. Położyliśmy plecaki gdzieś pod ścianą . Kamil zaczął mnie prowadzić w głąb ludzi. Cały czas szedłem za nim. Mijający ludzie obserwowali mnie z zaciekawieniem. Zauważyłem że Kamil kieruje się do grupki ludzi stojących pod drzewem. Odwrócił się lekko i z uśmiechem spojrzał na mnie. Szedłem skupiony na drodze. Powoli oddychałem. Tak szczerze mówiąc to denerwowałem się. Szedłem i szedłem ostrożnie...aż potknąłem się o kamień przez co prawie się wywaliłem.
-kurwa,zajebiste pierwsze wrażenie.-pomyślałem wkurzony.
Kamil i cała reszta patrzyli na mnie a ja zakłopotany spojrzałem na ziemię i uśmiechnąłem się.
-Ciota.-zaśmiał się Kamil.
-Pierdol się.-powiedziałem zakłopotany z uśmiechem.
-A więc to jest Dominik.-powiedział Kamil i spojrzał na mnie.
-Siema.-powiedziałem cicho patrząc z pod grzywki na każdego po kolei.
-Hej-odpowiedziało kilka osób.
-A to są Fabian,Julia,Michał,Mateusz,Izabela,Gabrysia,Iga,Kacper i Kasandra.
-Dużo was tu.-odpowiedziałem z lekkim śmiechem.
-No.-odpowiedział brunet w koszuli w kratkę i czarnych spodniach,czyli Fabian.-Słuchaj jest jedne sprawa.-podszedł do mnie.-Widzisz tą grupkę ludzi?-chwycił mnie za ramię i wskazał na grupę stojącą na drugim końcu boiska pod ścianą.
-No widzę.-pokiwałem głową.
-Nie rozmawiaj z nimi.Nie patrz na nich.To nasi tak jakby wrogowie. Będą chcieli nam cię odebrać więc bądź czujny.-powiedział z powagą.
-Em...ok.-znowu pokiwałem głową.
-A tam masz jeszcze dresy-pokazał na grupę łysych chłopaków w dresach stojącą przy furtce.-nie zadzieraj bo będziesz mieć przerąbane.-po tych słowach odsunął się ode mnie i wrócił na swoje miejsce.
-Ok,nie strasz już.-uśmiechnąłem się lekko.
Po chwili ciszy usłyszałem głos dziewczyny ubranej na czarno,z czarnymi włosami i różowymi pasemkami,czyli Kasandry.
-Zrobią ci coś za to?-spojrzała na mój tatuaż przy zgięciu łokcia.
-Oby nie.-zacisnąłem usta i zgiąłem rękę kładą ją na biodrze.-W poprzedniej szkole nie mieli sapów.
-Tak w ogóle to dlaczego zmieniłeś szkołę?-zapytał blondyn,czyli Mateusz.
-To długa historia...-zacząłem.
-Wybił okno w szkole.-odpowiedział szybko Kamil z uśmiechem.
-Ty to już wszystko wiesz.-prychnąłem i wywróciłem oczami.
Kamil szturchnął mnie ramieniem. Zadzwonił dzwonek. Gdy weszliśmy to szkoły i ustawiliśmy się pod klasą jakaś dziewczyna szła i mrugnęła do mnie z uśmiechem. Uniosłem brwi i spojrzałem na Kamila i resztę chłopaków. Myślałem że będą się śmiać.
-Nawet sobie nie myśl.-powiedział Michał.-To jedna z tamtych.
-Taka trochę dziwkowata.-zmarszczyłem brwi.
-Nie trochę tylko bardzo.-powiedział poważnym i złym głosem Kamil.-Właśnie poznałeś Emilię,moją byłą.
Spojrzałem na nią raz jeszcze. Miał rację,to była ta dziewczyna której przeglądałem wczoraj zdjęcia.
Przyszedł nauczyciel i wpuścił nas do klasy.Na 2 pierwszych lekcjach siedziałem z Kamilem,potem z Fabianem lub Mateuszem. Wydawali się być fajni. Polubiłem tę ''paczkę'' i zdaje mi się,że oni mnie też. Czyli to znaczy że mam znajomych? No przecież nie mogę żyć ciągle w samotności.
Nadeszła lekcja matematyki. Usiadłem jak zwykle w tylnej ławce i wypakowałem potrzebne książki . Nagle stanęła koło mnie szczuplutka i bardzo drobna blondynka,z krótkimi włosami do ramion,lekko postrzępionymi końcówkami i grzywką na bok. Ubrana była w niebieską bluzę i szare spodnie. Książki miała przyciśnięte do piersi a ręce na nich skrzyżowane. Była na prawdę urocza.
-Hej.-odezwała się cieniutkim nieśmiałym,głosikiem z miną kotka.
-Hej.-odpowiedziałem z uśmiechem lekko onieśmielony nią.
-Pamiętasz mnie?-zapytała z zaciekawieniem.
-Emmm...Julia?-zgadywałem ale ona zaśmiała się lekko.
-Gabrysia.-znowu wyjechała z tą słodką miną kotka.-Mogę tu usiąść?
-No pewnie!-odpowiedziałem szybko.
Ona zaśmiała i usiadła na miejsce obok mnie.Położyła książki na skraj ławki,otworzyła zeszyt i zaczęła coś pisać. Przyglądałem się jej z zaciekawieniem.
-Naprawdę wybiłeś okno w poprzedniej szkole?-zapytała patrząc mi głęboko w oczy.
Zacząłem lekko odpływać. Zanurzyłem się w jej dużych jasno niebieskich oczach. Ona była taka piękna,czarująca i delikatna.
-Halo?-uśmiechnęła się i pomachała mi płynnym ruchem ręki przed twarzą.
-A no tak...em...no tak.-wymruczałem.
Znowu zrobiła minę kotka i wróciła do pisania w zeszycie.
Lekko zawstydzony spojrzałem na nauczycielkę. Usłyszałem z jej ust swoje imię i nazwisko,co znaczyło że mam do niej podejść. Wykonałem polecenie i podszedłem do niej. Stanąłem przy biurku.
-A więc jesteś Dominik. Nowe imię do zapamiętania.-zaśmiała się. Myślała że jest zabawna.
Pokiwałem głową marszcząc brwi.
-Co miałeś w poprzedniej szkole z matematyki?-zapytała.
-4.-powiedziałem śmiało.
-W tej klasie nikt nie miał 4 na koniec haha.-znowu się zaśmiała i wyszła na idiotkę.
Znowu pokiwałem głową i trochę się odsuwając od biurka.
-Teraz mamy ostrosłupy,przerabiałeś to już?-zapytała czyszcząc szmatką swoje okulary.
-Nie.-odpowiedziałem.
-No to koleżanka z którą siedzisz ci wytłumaczy.
Po tych słowach odszedłem i wróciłem na miejsce.
-Dziwna jest.-szepnąłem ze śmiechem do Gabrysi.
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Zdążyłam to zauważyć,ale poczekaj aż poznasz gościa od fizyki.-zachichotała.
-Ej nie strasz.-także się zaśmiałem.
,,A więc graniastosłupy to figury których kąty oblicza się za pomocą...'' Zaczęła mi tłumaczyć pokazując coś w zeszycie. W ogóle nie skupiałem na tym co mówiła,tylko na tym jej słodkim głosie. Kiwałem głową i udawałem że rozumiem,ale przez nią nie mogłem się na niczym skupić. Przysunęła się lekko do mnie i
poczułem od niej cudowny zapach kwiatów. Czy ona jest aniołem? Chyba tak.
-To co,rozumiesz?-zapytała patrząc na mnie z inteligencją tryskającą oczu.
-E...no..tak,tak jasne.-wyrwałem się z transu. Podparłem się na łokciu i spojrzałem na nią.
-Ej,nie uważałeś!-powiedziała z uśmiechem i uderzyła mnie lekko w ramię.
-Dobra,kit z tym. I tak nie pojmę.-oboje zaczęliśmy się śmiać.
Była taka urocza i delikatna,aż chciało się ją przytulać. Była jedną z tych osób które nie ważne co zrobią,to i tak są słodkie i nadal się je kocha.
Uniosłem lekko oczy i ujrzałem Kamila patrzącego na mnie ze smutkiem i złością. Siedział w rzędzie pod oknem,ławkę przed tą w której ja siedziałem pod ścianą. Uśmiechnąłem się i lekko mu pomachałem,ale on tylko spojrzał na moją rękę i szybko odwrócił się w stronę tablicy.
----------------------------------------------------------------------------
Narzekacie że długo nie ma rozdziału,ale to wasz wina bo pisze wyraźnie że dodam jak będzie pod ostatnim 5 komentarzy. Tym razem też tak będzie,więc dla jasności napiszę to czytelnie i wyraźnie:
K O L E J N Y R O Z D Z I A Ł D O D A M J A K B Ę D Z I E T U 5 K O M E N T A R Z Y.
Rozumiecie? Więc już bez narzekania i miłego czytania x
.
-Dobra,koniec tematu.-powiedziałem oburzony i wstałem odchodząc.
Wziąłem plecak i wyszedłem z domu.Szedłem kawałek gdy nagle usłyszałem dźwięk łamanej gałęzi. Odwróciłem się aby sprawdzić kto to. To był Dominik.Poczułem ciarki na całym ciele. Zrobiło mi się też głupio po tym,co się wczoraj stało. Chciałem powiedzieć mu że go kocham,że jest jest dla mnie ważny i że chce z nim być. Ale nie mogłem. Nie wiem co we mnie wstąpiło że go pocałowałem. Wiedziałem,że nie mogę robić nic dalej bo wtedy ciężko by mi było go ''wkopać'' w tą sprawę z ''panem X''. Tak szczerze to nie wiedziałem o co dokładnie im chodzi i co chcą mu zrobić. Czyli nie mogę z nim być,ale muszę utrzymywać z nim kontakt. Będzie ciężko.
Zaczekałem aż do mnie podejdzie.Uśmiechnąłem się do niego na powitanie.
Dominik pov.
Z trudem odwzajemniłem uśmiech. To wszystko rozpierdalało mnie od środka. Gdy go widziałem czułem motylki w brzuchu,ale również smutek,po tym,jak mnie potraktował. Pomimo że próbowałem być silny,było mi ciężko.Nie wiem czy długo tak jeszcze wytrzymam.
-Siema.-przywitał się.
-No siema.-odpowiedziałem.
-Jak tam?-zapytał się i zaczęliśmy iść w stronę szkoły.
-Dobrze,a co ma być?-uśmiechnąłem się.
-No tak tylko się pytam.-skrzywił się.
Szliśmy kawałem w ciszy.
-Poznasz moich znajomych.-powiedział przyjaznym tonem.
-Fajnie.-odpowiedziałem ze smutkiem.
-Nie cieszysz się?-zmarszczył brwi.
-Cieszę tylko dziś mam jakiś taki ponury dzień.
-Popraw ci się.-zaśmiał się
-No ja myślę.-powiedziałem wchodząc przez furtkę na boisko szkolne.
Weszliśmy na boisko szkolne. Położyliśmy plecaki gdzieś pod ścianą . Kamil zaczął mnie prowadzić w głąb ludzi. Cały czas szedłem za nim. Mijający ludzie obserwowali mnie z zaciekawieniem. Zauważyłem że Kamil kieruje się do grupki ludzi stojących pod drzewem. Odwrócił się lekko i z uśmiechem spojrzał na mnie. Szedłem skupiony na drodze. Powoli oddychałem. Tak szczerze mówiąc to denerwowałem się. Szedłem i szedłem ostrożnie...aż potknąłem się o kamień przez co prawie się wywaliłem.
-kurwa,zajebiste pierwsze wrażenie.-pomyślałem wkurzony.
Kamil i cała reszta patrzyli na mnie a ja zakłopotany spojrzałem na ziemię i uśmiechnąłem się.
-Ciota.-zaśmiał się Kamil.
-Pierdol się.-powiedziałem zakłopotany z uśmiechem.
-A więc to jest Dominik.-powiedział Kamil i spojrzał na mnie.
-Siema.-powiedziałem cicho patrząc z pod grzywki na każdego po kolei.
-Hej-odpowiedziało kilka osób.
-A to są Fabian,Julia,Michał,Mateusz,Izabela,Gabrysia,Iga,Kacper i Kasandra.
-Dużo was tu.-odpowiedziałem z lekkim śmiechem.
-No.-odpowiedział brunet w koszuli w kratkę i czarnych spodniach,czyli Fabian.-Słuchaj jest jedne sprawa.-podszedł do mnie.-Widzisz tą grupkę ludzi?-chwycił mnie za ramię i wskazał na grupę stojącą na drugim końcu boiska pod ścianą.
-No widzę.-pokiwałem głową.
-Nie rozmawiaj z nimi.Nie patrz na nich.To nasi tak jakby wrogowie. Będą chcieli nam cię odebrać więc bądź czujny.-powiedział z powagą.
-Em...ok.-znowu pokiwałem głową.
-A tam masz jeszcze dresy-pokazał na grupę łysych chłopaków w dresach stojącą przy furtce.-nie zadzieraj bo będziesz mieć przerąbane.-po tych słowach odsunął się ode mnie i wrócił na swoje miejsce.
-Ok,nie strasz już.-uśmiechnąłem się lekko.
Po chwili ciszy usłyszałem głos dziewczyny ubranej na czarno,z czarnymi włosami i różowymi pasemkami,czyli Kasandry.
-Zrobią ci coś za to?-spojrzała na mój tatuaż przy zgięciu łokcia.
-Oby nie.-zacisnąłem usta i zgiąłem rękę kładą ją na biodrze.-W poprzedniej szkole nie mieli sapów.
-Tak w ogóle to dlaczego zmieniłeś szkołę?-zapytał blondyn,czyli Mateusz.
-To długa historia...-zacząłem.
-Wybił okno w szkole.-odpowiedział szybko Kamil z uśmiechem.
-Ty to już wszystko wiesz.-prychnąłem i wywróciłem oczami.
Kamil szturchnął mnie ramieniem. Zadzwonił dzwonek. Gdy weszliśmy to szkoły i ustawiliśmy się pod klasą jakaś dziewczyna szła i mrugnęła do mnie z uśmiechem. Uniosłem brwi i spojrzałem na Kamila i resztę chłopaków. Myślałem że będą się śmiać.
-Nawet sobie nie myśl.-powiedział Michał.-To jedna z tamtych.
-Taka trochę dziwkowata.-zmarszczyłem brwi.
-Nie trochę tylko bardzo.-powiedział poważnym i złym głosem Kamil.-Właśnie poznałeś Emilię,moją byłą.
Spojrzałem na nią raz jeszcze. Miał rację,to była ta dziewczyna której przeglądałem wczoraj zdjęcia.
Przyszedł nauczyciel i wpuścił nas do klasy.Na 2 pierwszych lekcjach siedziałem z Kamilem,potem z Fabianem lub Mateuszem. Wydawali się być fajni. Polubiłem tę ''paczkę'' i zdaje mi się,że oni mnie też. Czyli to znaczy że mam znajomych? No przecież nie mogę żyć ciągle w samotności.
Nadeszła lekcja matematyki. Usiadłem jak zwykle w tylnej ławce i wypakowałem potrzebne książki . Nagle stanęła koło mnie szczuplutka i bardzo drobna blondynka,z krótkimi włosami do ramion,lekko postrzępionymi końcówkami i grzywką na bok. Ubrana była w niebieską bluzę i szare spodnie. Książki miała przyciśnięte do piersi a ręce na nich skrzyżowane. Była na prawdę urocza.
-Hej.-odezwała się cieniutkim nieśmiałym,głosikiem z miną kotka.
-Hej.-odpowiedziałem z uśmiechem lekko onieśmielony nią.
-Pamiętasz mnie?-zapytała z zaciekawieniem.
-Emmm...Julia?-zgadywałem ale ona zaśmiała się lekko.
-Gabrysia.-znowu wyjechała z tą słodką miną kotka.-Mogę tu usiąść?
-No pewnie!-odpowiedziałem szybko.
Ona zaśmiała i usiadła na miejsce obok mnie.Położyła książki na skraj ławki,otworzyła zeszyt i zaczęła coś pisać. Przyglądałem się jej z zaciekawieniem.
-Naprawdę wybiłeś okno w poprzedniej szkole?-zapytała patrząc mi głęboko w oczy.
Zacząłem lekko odpływać. Zanurzyłem się w jej dużych jasno niebieskich oczach. Ona była taka piękna,czarująca i delikatna.
-Halo?-uśmiechnęła się i pomachała mi płynnym ruchem ręki przed twarzą.
-A no tak...em...no tak.-wymruczałem.
Znowu zrobiła minę kotka i wróciła do pisania w zeszycie.
Lekko zawstydzony spojrzałem na nauczycielkę. Usłyszałem z jej ust swoje imię i nazwisko,co znaczyło że mam do niej podejść. Wykonałem polecenie i podszedłem do niej. Stanąłem przy biurku.
-A więc jesteś Dominik. Nowe imię do zapamiętania.-zaśmiała się. Myślała że jest zabawna.
Pokiwałem głową marszcząc brwi.
-Co miałeś w poprzedniej szkole z matematyki?-zapytała.
-4.-powiedziałem śmiało.
-W tej klasie nikt nie miał 4 na koniec haha.-znowu się zaśmiała i wyszła na idiotkę.
Znowu pokiwałem głową i trochę się odsuwając od biurka.
-Teraz mamy ostrosłupy,przerabiałeś to już?-zapytała czyszcząc szmatką swoje okulary.
-Nie.-odpowiedziałem.
-No to koleżanka z którą siedzisz ci wytłumaczy.
Po tych słowach odszedłem i wróciłem na miejsce.
-Dziwna jest.-szepnąłem ze śmiechem do Gabrysi.
Spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Zdążyłam to zauważyć,ale poczekaj aż poznasz gościa od fizyki.-zachichotała.
-Ej nie strasz.-także się zaśmiałem.
,,A więc graniastosłupy to figury których kąty oblicza się za pomocą...'' Zaczęła mi tłumaczyć pokazując coś w zeszycie. W ogóle nie skupiałem na tym co mówiła,tylko na tym jej słodkim głosie. Kiwałem głową i udawałem że rozumiem,ale przez nią nie mogłem się na niczym skupić. Przysunęła się lekko do mnie i
poczułem od niej cudowny zapach kwiatów. Czy ona jest aniołem? Chyba tak.
-To co,rozumiesz?-zapytała patrząc na mnie z inteligencją tryskającą oczu.
-E...no..tak,tak jasne.-wyrwałem się z transu. Podparłem się na łokciu i spojrzałem na nią.
-Ej,nie uważałeś!-powiedziała z uśmiechem i uderzyła mnie lekko w ramię.
-Dobra,kit z tym. I tak nie pojmę.-oboje zaczęliśmy się śmiać.
Była taka urocza i delikatna,aż chciało się ją przytulać. Była jedną z tych osób które nie ważne co zrobią,to i tak są słodkie i nadal się je kocha.
Uniosłem lekko oczy i ujrzałem Kamila patrzącego na mnie ze smutkiem i złością. Siedział w rzędzie pod oknem,ławkę przed tą w której ja siedziałem pod ścianą. Uśmiechnąłem się i lekko mu pomachałem,ale on tylko spojrzał na moją rękę i szybko odwrócił się w stronę tablicy.
----------------------------------------------------------------------------
Narzekacie że długo nie ma rozdziału,ale to wasz wina bo pisze wyraźnie że dodam jak będzie pod ostatnim 5 komentarzy. Tym razem też tak będzie,więc dla jasności napiszę to czytelnie i wyraźnie:
K O L E J N Y R O Z D Z I A Ł D O D A M J A K B Ę D Z I E T U 5 K O M E N T A R Z Y.
Rozumiecie? Więc już bez narzekania i miłego czytania x
.
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdział 11
Przetarłem ręką usta i położyłem się na kanapie.
,,Zrobiłem to. Pocałowałem go.'' Te słowa cały czas chodziły m pogłowie. Czułem motylki w brzuchu. Ten pocałunek był prawdziwy,nie jakiś z przymusu. Podobało mi się to i wiedziałem,że mu też. Gdy chciał wsunąć język jakoś tak mnie odrzuciło. Wiedziałem że jutro będę musiał o tym z nim pogadać. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć: czy kontynuować to czy wrócić do przyjaźni.
Dominik pov.
Co to miało być?! To ON mnie pierwszy pocałował. Nie ja go,tylko ON. Czyli on też to czuje? On też mnie kocha? Jeśli tak,to właśnie zaczął się najpiękniejszy rozdział mojego życia. Nie ukrywam że podobał mi się ten pocałunek i mam nadzieję,że mu też.
Postanowiłem wrócić do ośrodka.Dawno mnie tam nie było. Lubiłem te dzieciaki z tamtąd. Czasami się z nimi bawiłem,bo wiem jak to jest nie mieć rodziców. Traktowały mnie jak brata,a ja je jak swoje rodzeństwo.
Wszedłem do ośrodka. Było ok. 10 więc wszystkie młodsze dzieci już spały. Wszedłem po cichu na schodach na 3 piętro. Wszedłem do swojego pokoju. Postanowiłem być teraz miły dla Czarka.
-Hej.-powiedziałem uśmiechając się.
-No hej. Gdzie byłeś?-zapytał stukając coś na laptopie.
Chciałem mu odpowiedzieć ''to nie twoje sprawa'' ale przypomniałem sobie że mam być miły
-U tego gościa co tu był.-powiedziałem przebierając się w pidżamę.
-A...do tego.-spojrzał na mnie gdy przebierałem bluzkę.-Co ci się stało w ramie?
-No ja...przetarłem ręką o drut.-powiedziałem z nadzieją że uwierzy.
-ok.-odpowiedział i wrócił do robienia czegoś na laptopie.
Odetchnąłem z ulgą.
Po przebraniu się poszedłem do łazienki obok. Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do pokoju.
-Hej pożyczysz laptop?-zapytałem robiąc psie oczka.
-No nie wiem.-powiedział zamykając go z uśmiechem.
-No proszę. Na pół godziny?-uniosłem brwi.
-No ok.-powiedział i podał mi go.
-Dzięki.-powiedziałem z uśmiechem i wziąłem laptop,a on gdzieś wyszedł.
Usiadłem na swoim łóżku w siadzie skrzyżnym i zalogowałem się na Facebooku. Zauważyłem że mam 10 zaproszeń do znajomych. Spojrzałem na zdjęcia tych osób. To byli ludzie z mojej nowej klasy. Kiedy potwierdziłem wszystkie zaproszenia postanowiłem zobaczyć profil Kamila.
Na zdjęciu profilowym miał zdjęcie gdy się uśmiecha z kamerki w komputerze. Dałem ,,like'' pod zdjęciem i pojechałem dalej. Znalazłem informacje z przed 3 miesięcy:
Kamil Mazur zmienił swój status na ,,wolny''.
Komentarze:
,,Emilia co znowu przeskrobałaś że zerwał z tobą XD ?''
,,Czyli Emilia znowu wolna *0* ''
,,Można było się tego spodziewać że długo razem nie będziecie. Kamil , to nie jest dziewczyna dla ciebie.''
Wszedłem na profil tej ''Emili''. Była to ładna brunetka z brązowym oczami. Jej zdjęcia były,jakby to nazwać...wyzywające. Zjechałem niżej w jej profilu. Co kawałek pisało ,,zmieniła status na wolny'' a kawałek dalej ,,zmieniła status na zajęty''. Czyli widocznie była jedną z tych,która zmieniała facetów jak rękawiczki. Kamil nie zasługiwał na nią. Mieli rację: ,,to nie jest dziewczyna dla ciebie''. Po tym co przeczytałem Kamil nie zmieniał często dziewczyn. Przed Emilią była jakaś Paulina. Ja w swoim życiu miałem 3 dziewczyny,ale to jak miałem jakieś 13-15 lat. Z wszystkimi musiałem zerwać bo nie chciałem żeby ktoś kto nie powinien wiedział o ''nas''. Z tą ostatnią było trudno mi się rozstać. Kochałem ją. Gdy się rozstaliśmy zdawało mi się że już nigdy nigdy nikogo innego nie pokocham,ale no cóż...pojawił się Kamil.
Czarek wszedł do pokoju,usiadł na łóżko i zaczął pisać coś na telefonie.
-Czym jesteś tak pochłonięty?-zapytał z uśmiechem.
-Sprawdzam facebooka.-odpowiedziałem nie odrywając wzroku od monitora.
Kamil był online. Chciałem obgadać to,co się stało. Wiedziałem że lepiej jest napisać niż rozmawiać w 4 oczy. Wszedłem w czat,napisałem ,,hej'',chciałem nacisnąłem enter,ale coś mnie zatrzymało. Nie mogłem tego zrobić. Wylogowałem się i oddałem laptop Czarkowi.
-Dlaczego nie napisałeś?-zapytał ze smutkiem. Najwyraźniej wiedział że piszę do osoby na której mi zależy.
Położyłem się na łóżko.
-Ja...nie wiem.-odpowiedziałem ciężko.
-Napisz. Do chłopaka należy żeby zrobić pierwszy krok.-odpowiedział patrząc na mnie z przejęciem.
-Ale to jest inna sprawa.-powiedziałem i przykryłem się kołdrą.-Ale dzięki że chcesz pomóc.
-Jak wolisz....i nie ma za co.-uśmiechnął się.
Było ok. 12 więc odwróciłem się w drugą stronę i próbowałem zasnąć.
*3 godziny później*
Chociaż nie wiem jak bardzo chciałem,nie mogłem zasnąć. Strasznie się wierciłem. Cały czas myślałem o Kamilu. Chciałem z nim pogadać,ale bałem się napisać. Chwyciłem telefon,wydusiłem numer Kamila i właśnie chciałem nacisnąć ''połącz'',gdy ten sam numer zadzwonił do mnie.
-Halo?-odebrałem niepewnie.
-No hej. Nie śpisz?-zaśmiał się.
-No nie.Właśnie miałem zadzwonić do ciebie.-powiedziałem po cichu żeby nie obudzić Czarka.
-Słuchaj...to co się stało-powiedział po woli.
Wziąłem głęboki oddech. Bałem się tego co zaraz powie.
-Poniosło mnie. Przepraszam.-powiedział biorąc głęboki wdech.
Czyli on to zrobił przypadkowo?
-Em...no...ok.Nic się nie stało-próbowałem opanować emocje.
-Na prawdę przepraszam. Zapomnimy o tym?-zasugerował. Było słychać po jego głosie że ciężko mu się wypowiada te słowa.
Chciało mi się płakać.Tak się cieszyłem,a teraz? Jeśli on ma zamiar odstawiać więcej takich numerów to wolę go nie znać. Najpierw robi mi nadzieję,a teraz to. Chciałem powiedzieć ,,zapomnijmy o sobie'',ale nie mogłem tego zrobić. Za bardzo go kochałem.
-Ok.-wydukałem prawie płacząc.
-Czyli nadal jesteśmy tylko przyjaciółmi?-zapytał po woli.
Zakryłem ręką usta żeby nie słyszał mojego płaczu. Nie mogłem nic powiedzieć bo usłyszałby.
-Dominik? Jesteś?-wypytywał.
-Tak,TYLKO przyjaciółmi.-zaakcentowałem ''tylko'' i podciągnąłem nosem.
-Ok,to do jutra.-odpowiedział i rozłączył się.
Zacisnąłem mocno telefon w jednej ręce,a drugą zaciskałem na ustach. Mocno zaciskałem oczy z których wydobywały się łzy. Nie mogłem się opanować.On miał mnie po prostu w dupie. Nie obchodziły go moje uczucia. W ogóle go nie obchodziłem. Więc taka jest jego taktyka? Zrobić nadzieję,spotykać się a potem złamać serce? Chciałem go zostawić ale nie mogłem. Po prostu nie mogłem.
Kamil pov.
Musiałem to zrobić. Kochałem go,ale nie chciałem się z nim wiązać. Słyszałem jak płacze przez telefon. To sprawiło że czułem się teraz okropnie. Sprawiłem że osoba którą kocham płacze przeze mnie. To było jak cios w serce. Dominik jest osobą która potrzebuje wsparcia,a ja mu łamię serce. Miałem nadzieję że albo zapomni o tym,albo zapomni o mnie. Ale chociaż nie wiem jak bardzo mnie po tym znienawidził,ja zawsze będę go kochać. Jest na prawdę wspaniałym człowiekiem.
------------------------------------------------------------
I co myślicie?
5 komentarzy i dodaję kolejny.
,,Zrobiłem to. Pocałowałem go.'' Te słowa cały czas chodziły m pogłowie. Czułem motylki w brzuchu. Ten pocałunek był prawdziwy,nie jakiś z przymusu. Podobało mi się to i wiedziałem,że mu też. Gdy chciał wsunąć język jakoś tak mnie odrzuciło. Wiedziałem że jutro będę musiał o tym z nim pogadać. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć: czy kontynuować to czy wrócić do przyjaźni.
Dominik pov.
Co to miało być?! To ON mnie pierwszy pocałował. Nie ja go,tylko ON. Czyli on też to czuje? On też mnie kocha? Jeśli tak,to właśnie zaczął się najpiękniejszy rozdział mojego życia. Nie ukrywam że podobał mi się ten pocałunek i mam nadzieję,że mu też.
Postanowiłem wrócić do ośrodka.Dawno mnie tam nie było. Lubiłem te dzieciaki z tamtąd. Czasami się z nimi bawiłem,bo wiem jak to jest nie mieć rodziców. Traktowały mnie jak brata,a ja je jak swoje rodzeństwo.
Wszedłem do ośrodka. Było ok. 10 więc wszystkie młodsze dzieci już spały. Wszedłem po cichu na schodach na 3 piętro. Wszedłem do swojego pokoju. Postanowiłem być teraz miły dla Czarka.
-Hej.-powiedziałem uśmiechając się.
-No hej. Gdzie byłeś?-zapytał stukając coś na laptopie.
Chciałem mu odpowiedzieć ''to nie twoje sprawa'' ale przypomniałem sobie że mam być miły
-U tego gościa co tu był.-powiedziałem przebierając się w pidżamę.
-A...do tego.-spojrzał na mnie gdy przebierałem bluzkę.-Co ci się stało w ramie?
-No ja...przetarłem ręką o drut.-powiedziałem z nadzieją że uwierzy.
-ok.-odpowiedział i wrócił do robienia czegoś na laptopie.
Odetchnąłem z ulgą.
Po przebraniu się poszedłem do łazienki obok. Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do pokoju.
-Hej pożyczysz laptop?-zapytałem robiąc psie oczka.
-No nie wiem.-powiedział zamykając go z uśmiechem.
-No proszę. Na pół godziny?-uniosłem brwi.
-No ok.-powiedział i podał mi go.
-Dzięki.-powiedziałem z uśmiechem i wziąłem laptop,a on gdzieś wyszedł.
Usiadłem na swoim łóżku w siadzie skrzyżnym i zalogowałem się na Facebooku. Zauważyłem że mam 10 zaproszeń do znajomych. Spojrzałem na zdjęcia tych osób. To byli ludzie z mojej nowej klasy. Kiedy potwierdziłem wszystkie zaproszenia postanowiłem zobaczyć profil Kamila.
Na zdjęciu profilowym miał zdjęcie gdy się uśmiecha z kamerki w komputerze. Dałem ,,like'' pod zdjęciem i pojechałem dalej. Znalazłem informacje z przed 3 miesięcy:
Kamil Mazur zmienił swój status na ,,wolny''.
Komentarze:
,,Emilia co znowu przeskrobałaś że zerwał z tobą XD ?''
,,Czyli Emilia znowu wolna *0* ''
,,Można było się tego spodziewać że długo razem nie będziecie. Kamil , to nie jest dziewczyna dla ciebie.''
Wszedłem na profil tej ''Emili''. Była to ładna brunetka z brązowym oczami. Jej zdjęcia były,jakby to nazwać...wyzywające. Zjechałem niżej w jej profilu. Co kawałek pisało ,,zmieniła status na wolny'' a kawałek dalej ,,zmieniła status na zajęty''. Czyli widocznie była jedną z tych,która zmieniała facetów jak rękawiczki. Kamil nie zasługiwał na nią. Mieli rację: ,,to nie jest dziewczyna dla ciebie''. Po tym co przeczytałem Kamil nie zmieniał często dziewczyn. Przed Emilią była jakaś Paulina. Ja w swoim życiu miałem 3 dziewczyny,ale to jak miałem jakieś 13-15 lat. Z wszystkimi musiałem zerwać bo nie chciałem żeby ktoś kto nie powinien wiedział o ''nas''. Z tą ostatnią było trudno mi się rozstać. Kochałem ją. Gdy się rozstaliśmy zdawało mi się że już nigdy nigdy nikogo innego nie pokocham,ale no cóż...pojawił się Kamil.
Czarek wszedł do pokoju,usiadł na łóżko i zaczął pisać coś na telefonie.
-Czym jesteś tak pochłonięty?-zapytał z uśmiechem.
-Sprawdzam facebooka.-odpowiedziałem nie odrywając wzroku od monitora.
Kamil był online. Chciałem obgadać to,co się stało. Wiedziałem że lepiej jest napisać niż rozmawiać w 4 oczy. Wszedłem w czat,napisałem ,,hej'',chciałem nacisnąłem enter,ale coś mnie zatrzymało. Nie mogłem tego zrobić. Wylogowałem się i oddałem laptop Czarkowi.
-Dlaczego nie napisałeś?-zapytał ze smutkiem. Najwyraźniej wiedział że piszę do osoby na której mi zależy.
Położyłem się na łóżko.
-Ja...nie wiem.-odpowiedziałem ciężko.
-Napisz. Do chłopaka należy żeby zrobić pierwszy krok.-odpowiedział patrząc na mnie z przejęciem.
-Ale to jest inna sprawa.-powiedziałem i przykryłem się kołdrą.-Ale dzięki że chcesz pomóc.
-Jak wolisz....i nie ma za co.-uśmiechnął się.
Było ok. 12 więc odwróciłem się w drugą stronę i próbowałem zasnąć.
*3 godziny później*
Chociaż nie wiem jak bardzo chciałem,nie mogłem zasnąć. Strasznie się wierciłem. Cały czas myślałem o Kamilu. Chciałem z nim pogadać,ale bałem się napisać. Chwyciłem telefon,wydusiłem numer Kamila i właśnie chciałem nacisnąć ''połącz'',gdy ten sam numer zadzwonił do mnie.
-Halo?-odebrałem niepewnie.
-No hej. Nie śpisz?-zaśmiał się.
-No nie.Właśnie miałem zadzwonić do ciebie.-powiedziałem po cichu żeby nie obudzić Czarka.
-Słuchaj...to co się stało-powiedział po woli.
Wziąłem głęboki oddech. Bałem się tego co zaraz powie.
-Poniosło mnie. Przepraszam.-powiedział biorąc głęboki wdech.
Czyli on to zrobił przypadkowo?
-Em...no...ok.Nic się nie stało-próbowałem opanować emocje.
-Na prawdę przepraszam. Zapomnimy o tym?-zasugerował. Było słychać po jego głosie że ciężko mu się wypowiada te słowa.
Chciało mi się płakać.Tak się cieszyłem,a teraz? Jeśli on ma zamiar odstawiać więcej takich numerów to wolę go nie znać. Najpierw robi mi nadzieję,a teraz to. Chciałem powiedzieć ,,zapomnijmy o sobie'',ale nie mogłem tego zrobić. Za bardzo go kochałem.
-Ok.-wydukałem prawie płacząc.
-Czyli nadal jesteśmy tylko przyjaciółmi?-zapytał po woli.
Zakryłem ręką usta żeby nie słyszał mojego płaczu. Nie mogłem nic powiedzieć bo usłyszałby.
-Dominik? Jesteś?-wypytywał.
-Tak,TYLKO przyjaciółmi.-zaakcentowałem ''tylko'' i podciągnąłem nosem.
-Ok,to do jutra.-odpowiedział i rozłączył się.
Zacisnąłem mocno telefon w jednej ręce,a drugą zaciskałem na ustach. Mocno zaciskałem oczy z których wydobywały się łzy. Nie mogłem się opanować.On miał mnie po prostu w dupie. Nie obchodziły go moje uczucia. W ogóle go nie obchodziłem. Więc taka jest jego taktyka? Zrobić nadzieję,spotykać się a potem złamać serce? Chciałem go zostawić ale nie mogłem. Po prostu nie mogłem.
Kamil pov.
Musiałem to zrobić. Kochałem go,ale nie chciałem się z nim wiązać. Słyszałem jak płacze przez telefon. To sprawiło że czułem się teraz okropnie. Sprawiłem że osoba którą kocham płacze przeze mnie. To było jak cios w serce. Dominik jest osobą która potrzebuje wsparcia,a ja mu łamię serce. Miałem nadzieję że albo zapomni o tym,albo zapomni o mnie. Ale chociaż nie wiem jak bardzo mnie po tym znienawidził,ja zawsze będę go kochać. Jest na prawdę wspaniałym człowiekiem.
------------------------------------------------------------
I co myślicie?
5 komentarzy i dodaję kolejny.
niedziela, 21 lipca 2013
Rozdział 10
Dominik pov.
Powiedziałem mu za dużo. ,,jesteś najważniejszą osobą w moim życiu''? Co mi odbiło żeby coś takiego mu mówić.Chociaż było to prawdą,po czymś takim może pomyśleć że się narzucam czy coś.Bałem się że domyśli się wszystkiego. Bo morze on nie odwzajemnia tego i mnie wyśmieje albo się speszy i nie będzie chciał mnie już więcej widzieć? Chociaż wtedy odpowiedział mi że jestem pierwszą osobą która mu coś takiego powiedziała.Może to coś znaczyło? Może on też to czuje? Byłem tylko pewny jednego: uważa mnie za przyjaciela. Są postępy. Lecz nie daje mi spokoju to,że gdy byliśmy wtedy pomiędzy murami zbliżył się do mnie i chyba chciał mnie pocałować. Dlaczego wtedy wyszedłem? Kolej dowód na to,że jestem idiotą.
Po tych przemyśleniach poczułem że moje oczy poczerwieniały a z jednego oka próbowała wydostać się łza. Powoli wchodząc do ''domu'' przetarłem ręką oczy. Gdy zamykałem drzwi napadł mnie Marek.
-No wreszcie jesteś! Myśleliśmy już że nie...-zmarszczył brwi schylając się bokiem na wysokość mojej głowy.-coś się stało?
-Nie.-powiedziałem z niechęcią i wymiąłem go wchodząc w głąb pomieszczenia.
-Widzę że coś poważnego.-powiedziała Weronika jak zwykle robiąc coś w kuchni.
-Usiądź.-powiedział Hubert siedząc na kanapie i czytając gazetę.-Opowiedz o co chodzi. Nastolatki mają ciekawe problemy.-zaśmiał się.
-Pierdol się.-wymamrotałem i zmarszczyłem brwi.
-Chcesz zostać?-powiedział troskliwie Marek patrząc na mnie.
-A mogę zostać?-zapytałem zmęczonym głosem. Lecz wiedziałem,że nikt inny nie morze iść.
-Nie.-powiedział Hubert nie odrywając wzroku od gazety.
Spojrzałem na Marka a on rozłożył ręce.
-Tak myślałem.Idę się przygotować.-wzdychnąłem i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Ubrałem długie czarne spodnie i obcisłą,czarną bluzkę z długim rękawem.Poszedłem do pokoju obok,czyli zbrojowni i włożyłem do specjalnych kieszonek w pasku nóż,mały pistolet i buteleczkę z gazem pieprzowym.
Zszedłem na dół i poprawiłem grzywkę.
-Łukasz już czeka w samochodzie.-powiedział Marek podając mi naboje.
-Normalny chłopak o tej godzinie wychodzi ze znajomymi a ja takie coś-zaśmiałem się wyciągając pistolet.
-To wychodź z przyjaciółmi w inne dni?-zasugerował Hubert.
-Nie mam przyjaciół.-powiedziałem wciskając szybkim ruchem magazynek do pistoletu nie odrywając wzroku od wykonywanej przeze mnie czynności.-Nie mogę ich mieć.-schowałem pistolet na swoje miejsce i wyszedłem.
Poszedłem do garażu i wsiadłem na tylne siedzenie czarnego samochodu w którym czekał Łukasz. Gdy zamknąłem drzwi samochód od razu ruszył.
Jechaliśmy w ciszy. Po ok. 10 minutach jazdy wjechaliśmy w ciemną część miasta.
-A tobie co jest?-zapytał podjeżdżając pod szary budynek bez okien.-Znowu ta dziewczyna?
-Jaka dziewczyna?-zapytałem,lecz po chwili tego żałowałem.
-No ta co wiesz. Ty się w niej...no wiesz.-nie wiem dlaczego ale nie chciał dokończyć tego zdania.
Oni nie wiedzieli że nie było żadnej dziewczyny. Nikt oprócz mnie nie wiedział że jestem homo...albo bi...sam już nie wiem.
-Nie to w ogóle nie o to chodzi...nie...nie.-wydukałem. Nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć.
-To co się stało?-odwrócił się do mnie.
Opuściłem głowę i spojrzałem na swoje ręce.
-Nie mogę ci powiedzieć-powiedziałem powoli.
-Dlaczego?-zapytał
-Nie wiem. Chyba dlatego że boje się waszej reakcji.-po tych słowach wyszedłem z samochodu.
Nie powinienem tu przychodzić w takim stanie: ciągle myślałem o Kamilu i zastanawiałem się,co on myśli o tej całej sytuacji z nami.
Usłyszałem jak samochód odjeżdża. Rozejrzałem się. Wokół było ciemno. Czasem przeszło kilka ludzi ale po za tym nie było nikogo. Wyjrzałem zza rogu. Ujrzałem ciężarówkę z której kilka ludzi wypakowywało jakieś worki. Podsłuchałem ich rozmowy:
-A Yuan siedzi na zapleczu zamiast nam pomagać. Leniwa świnia.-powiedział jeden z nich.
-Podobno pisze list do policji bo widział jakiś gangsterów w akcji czy coś.-powiedział inny.-nie chce iść osobiście bo boi się że tamci się dowiedzą.
To był strzał w dziesiątkę. Dzięki nim dowiedziałem się wszystkiego.
Nagle zauważyłem schowaną na balkonie za drugim budynkiem dziewczynę w różowych włosach. To była Sonia. Ona także mnie zauważyła,po czym uśmiechnęła się do mnie i pomachała mi. Zdziwiony wyszeptałem ,,co tu robisz?'' a ona jak ninja przeskoczyła bezdźwięcznie z jednego balkonu na drugi a potem zeszła po schodkach na dół i otworzyła drzwi koło mnie,po czym wepchała mnie do małego kantorka. Weszła za mną i zamknęła drzwi.
-Co ty tu robisz?!-powiedziałem oburzony.
-To samo co ty: mam robotę.-zaśmiała się.
Sonia była z innego gangu. Nie lubiłem jej ponieważ za każdym razem,gdy się spotykaliśmy,proponowała mi seks. Była lekkoduchem i śmiała się ze wszystkiego,ale była też wredną i podstępną suką która bezwzględnie i okrutnie zabijała niewinnych.
-Kogo masz?-zapytałem.
-Jakiś tam gościu. Nie ważne. A ty?-wymruczała z uśmiechem.
-Taki gościu z chin.-powiedziałem patrząc na nią z niechęcią.
-Widziałam go tam z tyłu.-powiedziała kiwając głową w stronę drzwi.
-Em...dzięki.-powiedziałem i już chciałem wyjść gdy ona mnie zatrzymała.
-A morze skorzystamy z okazji że jesteśmy sami?-zaśmiała się patrząc na mój brzuch a potem na twarz.
-Nie.-powiedziałem i wyszedłem. Obszedłem budynek dookoła ujrzałem człowieka piszącego coś na kartce. Okno było otwarte więc wszedłem po cichu i przyłożyłem mu pistolet do tyłu głowy po czym go odbezpieczyłem.Siedział cały zesztywniały.
-Yuan Lee?-wyszeptałem mu do ucha.
-Nie.-wydukał.
-To źle,wiesz? Bo szukam go,a wszystko wychodzi na to,że ty.-powiedziałem po woli. Chciałem aby się bał.
-Ale to nie ja.-ręce mu się trzęsły.
-To.Gdzie.On.Jest?-przesylabowałem mu to dokładnie.
-Ja...nie...nie wiem.-powiedział ze strachem.
Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki i zgrabny mężczyzna czytający gazetę.
-Hej Lee ile jeszcze...-zauważył mnie.-co to za dzieciak?
-Uważaj do kogo mówisz.-wyprostowałem się i przesunąłem pistoletem na czubek głowy ''Lee''.
-Haha,ty się wg umiesz tym posługiwać?-zaśmiał się.
Nadusiłem spust po czym mężczyzna upadł na ziemię a wokół rozlała się plama krwi.
-Jak widać umiem.-uśmiechnąłem się.
Wyjąłem telefon i wysłałem smsa do Marka że mogą przyjechać po ciało. Gdy schowałem telefon zauważyłem że mężczyzna biegnie w moją stronę z nożem. Zrobiłem jeden unik ale za drugim przejechał mi mocno po ramieniu. Kopnąłem go po czym cofnął się trochę a ja wyjąłem swój nóż i wbiłem mu z całej siły w szyje. Upadł na ziemię. Dotknąłem swojej rany z której mocno leciała krew. Chwyciłem pistolet który wyleciał mi z rąk. Nagle wszedł mężczyzna do którego od razu strzeliłem zanim zdążył coś powiedzieć. Urwałem kawałek bluzki chińczyka i owinąłem nią ramię. Wyszedłem oknem. Dotarłem na ulicę. Krew mocno leciała. Nie mogłem czekać bo mogłem się wykrwawić. Nie daleko był dom Kamila. Postanowiłem że pójdę do niego i poproszę o pomoc.
Kamil pov.
Siedziałem na kanapie owinięty kocem i oglądałem telewizję. Moich rodziców nadal nie było,ponieważ tata ma nocną zmianę a mama jakieś spotkanie czy coś.
Nagle zadzwonił mój telefon. To był pan ''x''. Tak mi się przedstawił na 1 spotkaniu.
Odebrałem.
-Halo?-powiedziałem niepewnie.
-Siema młody. Gadaj coś o nim.-powiedział poważnym głosem.
-Ale co chcesz wiedzieć?-zapytałem. Nie chciałem mu nic mówić. Nie chciałem go w ogóle znać.
-Wszytko.-odpowiedział.
-No jego matka nie żyje i nie zna ojca-zacząłem.
-Jest z domu dziecka?-zapytał.
-Tak ale często chodzi do tych ze swojej grupy. Ma tam nawet pokój i czasami tam zostaje na noc-opowiedziałem mu.
-A gdzie szliście? Moi ludzie wiedzieli cię z nim na mieście.-powiedział.
-No do kina i do małej knajpki.-powiedziałem z niechęcią.
-Jakiej knajpki?-zapytał.
-Nie pamiętam nazwy. Taka za rokiem za kinem.-wytłumaczyłem mu.
-To się go zapytaj.-powiedział.
-Przy najbliższej okazji zapytam się go.-wziąłem głęboki oddech.
-Dobrze robisz. Twoja siostra pożyje jeszcze.-powiedział i rozłączył się.
Robiłem to dlatego ze oni mieli moją siostrę. Rodzice myśleli że jest na studiach a tym czasem jest przetrzymywana u niebezpiecznych ludzi. Nie chciałem robić tego Dominikowi ale bardzo chciałem pomóc siostrze. Czułem do Dominika silne przywiązanie,nie lubiłem dochodzić do wniosku że kogoś kocham bo potem były tylko problemy. Ale tym razem postanowiłem spróbować. Może to trochę egoistyczne,ale obiecałem sobie że przy najbliższej okazji pocałuję go.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. W progu widziałem Dominika opierającego się o futrynę. Zdziwiłem się na jego widok o tej porze.
-Pomożesz mi?-zapytał zmęczonym głosem.
-Jasne,wejdź.-wpuścił mnie do środka.-Co się stało?
Zdjął bluzkę. Zobaczyłem jego lekko umięśniony brzuch z kilkoma tatuażami.
Zrobiło mi się ciepło. Podszedł do mnie kilka kroków.
-Dominik co ty...-wziąłem głęboki oddech.
Uświadomiłem sobie kilka rzeczy: On był perfekcyjny. On był osobą którą kocham
-To się stało.-pokazał mi ramię.
-O boże! Co ty zrobiłeś?!-odskoczyłem z przerażeniem.
Widać że rana była bardzo głęboka. Lało się pełno krwi.
-Usiądź na kanapę, zaraz wrócę!-pobiegłem do łazienki po wodę utlenioną i bandaż.
Przybiegłem do niego i usiadłem w tej samej pozycji co on,czyli bokiem w siadzie skrzyżnym. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Posmarowałem mu ranę wodą utlenioną i owinąłem bandażem.
-Proszę.-uśmiechnąłem się i odłożyłem na bok wszystkie przedmioty.
-Wielkie dzięki.-uśmiechnął się.
-Nie ma za co.-odpowiedziałem.
-Teraz jest idealna okazja. Raz się żyje.-pomyślałem.
-Dominik?-zapytałem.
-Hm?-zamruczał.
-Mogę cię o coś prosić?-zapytałem niepewnie.
-Pewnie.-uśmiechnął się uroczo.
-Zamknij oczy.-odpowiedziałem.
Dominik zdziwił się,ale zamknął oczy. Przysunąłem się do niego bardzo blisko. Chwyciłem go za zdrowe ramię i przysunąłem do siebie. Przybliżyłem głowę blisko jego. Uchyliłem usta i lekko ''chuchłem'' na jego usta. Dominik wziął głęboki oddech. W pewnej chwili chciałem się wycofać,ale przełamałem się i pocałowałem go. Moje usta musnęły jego a on to odwzajemnił. Czułem jego ciepłe usta na moich. Po chwili chciał wsunąć język ale ja wycofałem się. Odsunął lekko głowę od mojej i oparł ja na moim czole. Nic nie mówiliśmy. Po chwili wstał i ubrał bluzkę. Nie spojrzałem na niego tylko cały czas patrzyłem miejsce,w którym siedział.
-Muszę iść.-powiedział poważnym głosem.
Wyszedł z salonu a ja nagle ocknąłem się i zawołałem ''Pa.'' na pożegnanie.
Usłyszałem trzask drzwi.
Dominik wyszedł.
---------------------------------------------------------------
Następny rozdział dodam jak będzie 5 komentarzy bo wydaje mi się że nikt nie czyta.
Powiedziałem mu za dużo. ,,jesteś najważniejszą osobą w moim życiu''? Co mi odbiło żeby coś takiego mu mówić.Chociaż było to prawdą,po czymś takim może pomyśleć że się narzucam czy coś.Bałem się że domyśli się wszystkiego. Bo morze on nie odwzajemnia tego i mnie wyśmieje albo się speszy i nie będzie chciał mnie już więcej widzieć? Chociaż wtedy odpowiedział mi że jestem pierwszą osobą która mu coś takiego powiedziała.Może to coś znaczyło? Może on też to czuje? Byłem tylko pewny jednego: uważa mnie za przyjaciela. Są postępy. Lecz nie daje mi spokoju to,że gdy byliśmy wtedy pomiędzy murami zbliżył się do mnie i chyba chciał mnie pocałować. Dlaczego wtedy wyszedłem? Kolej dowód na to,że jestem idiotą.
Po tych przemyśleniach poczułem że moje oczy poczerwieniały a z jednego oka próbowała wydostać się łza. Powoli wchodząc do ''domu'' przetarłem ręką oczy. Gdy zamykałem drzwi napadł mnie Marek.
-No wreszcie jesteś! Myśleliśmy już że nie...-zmarszczył brwi schylając się bokiem na wysokość mojej głowy.-coś się stało?
-Nie.-powiedziałem z niechęcią i wymiąłem go wchodząc w głąb pomieszczenia.
-Widzę że coś poważnego.-powiedziała Weronika jak zwykle robiąc coś w kuchni.
-Usiądź.-powiedział Hubert siedząc na kanapie i czytając gazetę.-Opowiedz o co chodzi. Nastolatki mają ciekawe problemy.-zaśmiał się.
-Pierdol się.-wymamrotałem i zmarszczyłem brwi.
-Chcesz zostać?-powiedział troskliwie Marek patrząc na mnie.
-A mogę zostać?-zapytałem zmęczonym głosem. Lecz wiedziałem,że nikt inny nie morze iść.
-Nie.-powiedział Hubert nie odrywając wzroku od gazety.
Spojrzałem na Marka a on rozłożył ręce.
-Tak myślałem.Idę się przygotować.-wzdychnąłem i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Ubrałem długie czarne spodnie i obcisłą,czarną bluzkę z długim rękawem.Poszedłem do pokoju obok,czyli zbrojowni i włożyłem do specjalnych kieszonek w pasku nóż,mały pistolet i buteleczkę z gazem pieprzowym.
Zszedłem na dół i poprawiłem grzywkę.
-Łukasz już czeka w samochodzie.-powiedział Marek podając mi naboje.
-Normalny chłopak o tej godzinie wychodzi ze znajomymi a ja takie coś-zaśmiałem się wyciągając pistolet.
-To wychodź z przyjaciółmi w inne dni?-zasugerował Hubert.
-Nie mam przyjaciół.-powiedziałem wciskając szybkim ruchem magazynek do pistoletu nie odrywając wzroku od wykonywanej przeze mnie czynności.-Nie mogę ich mieć.-schowałem pistolet na swoje miejsce i wyszedłem.
Poszedłem do garażu i wsiadłem na tylne siedzenie czarnego samochodu w którym czekał Łukasz. Gdy zamknąłem drzwi samochód od razu ruszył.
Jechaliśmy w ciszy. Po ok. 10 minutach jazdy wjechaliśmy w ciemną część miasta.
-A tobie co jest?-zapytał podjeżdżając pod szary budynek bez okien.-Znowu ta dziewczyna?
-Jaka dziewczyna?-zapytałem,lecz po chwili tego żałowałem.
-No ta co wiesz. Ty się w niej...no wiesz.-nie wiem dlaczego ale nie chciał dokończyć tego zdania.
Oni nie wiedzieli że nie było żadnej dziewczyny. Nikt oprócz mnie nie wiedział że jestem homo...albo bi...sam już nie wiem.
-Nie to w ogóle nie o to chodzi...nie...nie.-wydukałem. Nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć.
-To co się stało?-odwrócił się do mnie.
Opuściłem głowę i spojrzałem na swoje ręce.
-Nie mogę ci powiedzieć-powiedziałem powoli.
-Dlaczego?-zapytał
-Nie wiem. Chyba dlatego że boje się waszej reakcji.-po tych słowach wyszedłem z samochodu.
Nie powinienem tu przychodzić w takim stanie: ciągle myślałem o Kamilu i zastanawiałem się,co on myśli o tej całej sytuacji z nami.
Usłyszałem jak samochód odjeżdża. Rozejrzałem się. Wokół było ciemno. Czasem przeszło kilka ludzi ale po za tym nie było nikogo. Wyjrzałem zza rogu. Ujrzałem ciężarówkę z której kilka ludzi wypakowywało jakieś worki. Podsłuchałem ich rozmowy:
-A Yuan siedzi na zapleczu zamiast nam pomagać. Leniwa świnia.-powiedział jeden z nich.
-Podobno pisze list do policji bo widział jakiś gangsterów w akcji czy coś.-powiedział inny.-nie chce iść osobiście bo boi się że tamci się dowiedzą.
To był strzał w dziesiątkę. Dzięki nim dowiedziałem się wszystkiego.
Nagle zauważyłem schowaną na balkonie za drugim budynkiem dziewczynę w różowych włosach. To była Sonia. Ona także mnie zauważyła,po czym uśmiechnęła się do mnie i pomachała mi. Zdziwiony wyszeptałem ,,co tu robisz?'' a ona jak ninja przeskoczyła bezdźwięcznie z jednego balkonu na drugi a potem zeszła po schodkach na dół i otworzyła drzwi koło mnie,po czym wepchała mnie do małego kantorka. Weszła za mną i zamknęła drzwi.
-Co ty tu robisz?!-powiedziałem oburzony.
-To samo co ty: mam robotę.-zaśmiała się.
Sonia była z innego gangu. Nie lubiłem jej ponieważ za każdym razem,gdy się spotykaliśmy,proponowała mi seks. Była lekkoduchem i śmiała się ze wszystkiego,ale była też wredną i podstępną suką która bezwzględnie i okrutnie zabijała niewinnych.
-Kogo masz?-zapytałem.
-Jakiś tam gościu. Nie ważne. A ty?-wymruczała z uśmiechem.
-Taki gościu z chin.-powiedziałem patrząc na nią z niechęcią.
-Widziałam go tam z tyłu.-powiedziała kiwając głową w stronę drzwi.
-Em...dzięki.-powiedziałem i już chciałem wyjść gdy ona mnie zatrzymała.
-A morze skorzystamy z okazji że jesteśmy sami?-zaśmiała się patrząc na mój brzuch a potem na twarz.
-Nie.-powiedziałem i wyszedłem. Obszedłem budynek dookoła ujrzałem człowieka piszącego coś na kartce. Okno było otwarte więc wszedłem po cichu i przyłożyłem mu pistolet do tyłu głowy po czym go odbezpieczyłem.Siedział cały zesztywniały.
-Yuan Lee?-wyszeptałem mu do ucha.
-Nie.-wydukał.
-To źle,wiesz? Bo szukam go,a wszystko wychodzi na to,że ty.-powiedziałem po woli. Chciałem aby się bał.
-Ale to nie ja.-ręce mu się trzęsły.
-To.Gdzie.On.Jest?-przesylabowałem mu to dokładnie.
-Ja...nie...nie wiem.-powiedział ze strachem.
Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki i zgrabny mężczyzna czytający gazetę.
-Hej Lee ile jeszcze...-zauważył mnie.-co to za dzieciak?
-Uważaj do kogo mówisz.-wyprostowałem się i przesunąłem pistoletem na czubek głowy ''Lee''.
-Haha,ty się wg umiesz tym posługiwać?-zaśmiał się.
Nadusiłem spust po czym mężczyzna upadł na ziemię a wokół rozlała się plama krwi.
-Jak widać umiem.-uśmiechnąłem się.
Wyjąłem telefon i wysłałem smsa do Marka że mogą przyjechać po ciało. Gdy schowałem telefon zauważyłem że mężczyzna biegnie w moją stronę z nożem. Zrobiłem jeden unik ale za drugim przejechał mi mocno po ramieniu. Kopnąłem go po czym cofnął się trochę a ja wyjąłem swój nóż i wbiłem mu z całej siły w szyje. Upadł na ziemię. Dotknąłem swojej rany z której mocno leciała krew. Chwyciłem pistolet który wyleciał mi z rąk. Nagle wszedł mężczyzna do którego od razu strzeliłem zanim zdążył coś powiedzieć. Urwałem kawałek bluzki chińczyka i owinąłem nią ramię. Wyszedłem oknem. Dotarłem na ulicę. Krew mocno leciała. Nie mogłem czekać bo mogłem się wykrwawić. Nie daleko był dom Kamila. Postanowiłem że pójdę do niego i poproszę o pomoc.
Kamil pov.
Siedziałem na kanapie owinięty kocem i oglądałem telewizję. Moich rodziców nadal nie było,ponieważ tata ma nocną zmianę a mama jakieś spotkanie czy coś.
Nagle zadzwonił mój telefon. To był pan ''x''. Tak mi się przedstawił na 1 spotkaniu.
Odebrałem.
-Halo?-powiedziałem niepewnie.
-Siema młody. Gadaj coś o nim.-powiedział poważnym głosem.
-Ale co chcesz wiedzieć?-zapytałem. Nie chciałem mu nic mówić. Nie chciałem go w ogóle znać.
-Wszytko.-odpowiedział.
-No jego matka nie żyje i nie zna ojca-zacząłem.
-Jest z domu dziecka?-zapytał.
-Tak ale często chodzi do tych ze swojej grupy. Ma tam nawet pokój i czasami tam zostaje na noc-opowiedziałem mu.
-A gdzie szliście? Moi ludzie wiedzieli cię z nim na mieście.-powiedział.
-No do kina i do małej knajpki.-powiedziałem z niechęcią.
-Jakiej knajpki?-zapytał.
-Nie pamiętam nazwy. Taka za rokiem za kinem.-wytłumaczyłem mu.
-To się go zapytaj.-powiedział.
-Przy najbliższej okazji zapytam się go.-wziąłem głęboki oddech.
-Dobrze robisz. Twoja siostra pożyje jeszcze.-powiedział i rozłączył się.
Robiłem to dlatego ze oni mieli moją siostrę. Rodzice myśleli że jest na studiach a tym czasem jest przetrzymywana u niebezpiecznych ludzi. Nie chciałem robić tego Dominikowi ale bardzo chciałem pomóc siostrze. Czułem do Dominika silne przywiązanie,nie lubiłem dochodzić do wniosku że kogoś kocham bo potem były tylko problemy. Ale tym razem postanowiłem spróbować. Może to trochę egoistyczne,ale obiecałem sobie że przy najbliższej okazji pocałuję go.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. W progu widziałem Dominika opierającego się o futrynę. Zdziwiłem się na jego widok o tej porze.
-Pomożesz mi?-zapytał zmęczonym głosem.
-Jasne,wejdź.-wpuścił mnie do środka.-Co się stało?
Zdjął bluzkę. Zobaczyłem jego lekko umięśniony brzuch z kilkoma tatuażami.
Zrobiło mi się ciepło. Podszedł do mnie kilka kroków.
-Dominik co ty...-wziąłem głęboki oddech.
Uświadomiłem sobie kilka rzeczy: On był perfekcyjny. On był osobą którą kocham
-To się stało.-pokazał mi ramię.
-O boże! Co ty zrobiłeś?!-odskoczyłem z przerażeniem.
Widać że rana była bardzo głęboka. Lało się pełno krwi.
-Usiądź na kanapę, zaraz wrócę!-pobiegłem do łazienki po wodę utlenioną i bandaż.
Przybiegłem do niego i usiadłem w tej samej pozycji co on,czyli bokiem w siadzie skrzyżnym. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Posmarowałem mu ranę wodą utlenioną i owinąłem bandażem.
-Proszę.-uśmiechnąłem się i odłożyłem na bok wszystkie przedmioty.
-Wielkie dzięki.-uśmiechnął się.
-Nie ma za co.-odpowiedziałem.
-Teraz jest idealna okazja. Raz się żyje.-pomyślałem.
-Dominik?-zapytałem.
-Hm?-zamruczał.
-Mogę cię o coś prosić?-zapytałem niepewnie.
-Pewnie.-uśmiechnął się uroczo.
-Zamknij oczy.-odpowiedziałem.
Dominik zdziwił się,ale zamknął oczy. Przysunąłem się do niego bardzo blisko. Chwyciłem go za zdrowe ramię i przysunąłem do siebie. Przybliżyłem głowę blisko jego. Uchyliłem usta i lekko ''chuchłem'' na jego usta. Dominik wziął głęboki oddech. W pewnej chwili chciałem się wycofać,ale przełamałem się i pocałowałem go. Moje usta musnęły jego a on to odwzajemnił. Czułem jego ciepłe usta na moich. Po chwili chciał wsunąć język ale ja wycofałem się. Odsunął lekko głowę od mojej i oparł ja na moim czole. Nic nie mówiliśmy. Po chwili wstał i ubrał bluzkę. Nie spojrzałem na niego tylko cały czas patrzyłem miejsce,w którym siedział.
-Muszę iść.-powiedział poważnym głosem.
Wyszedł z salonu a ja nagle ocknąłem się i zawołałem ''Pa.'' na pożegnanie.
Usłyszałem trzask drzwi.
Dominik wyszedł.
---------------------------------------------------------------
Następny rozdział dodam jak będzie 5 komentarzy bo wydaje mi się że nikt nie czyta.
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdział 9
-Coś się stało?-zmarszczył brwi.
Słodko wyglądał gdy się denerwował.
-No bo-zacząłem powoli.-znasz mnie już dość dobrze i wiesz czym się ''zajmuję''-utworzyłem z rąk cudzysłów.
-No tak po części wiem...-powiedział siadając obok mnie.
-I jest dużo ludzi którzy chcą się na mnie zemścić za to,co zrobiłem. Więc pokazując się ze mną na mieście narażasz się.-powiedziałem patrząc mu w oczy.
-Na co?-zapytał
-Na wszystko. Może nie że od razu będą chcieli cię zabić,ale po prostu będą zwracać na ciebie uwagę.-wytłumaczyłem mu poważnym tonem.
-A wiesz co?- szybko wstał.
Myślałem że przestraszył się i teraz zostawi mnie.
-Jeśli przybywając z tobą jestem w niebezpieczeństwie,to chcę być w niebezpieczeństwie.-uroczo uśmiechnął się do mnie.
Spojrzałem na chodnik. Nie mogłem w to uwierzyć. Pomimo tego,że może mu się coś stać,on chce zostać ze mną. Strasznie się cieszyłem.
Podniosłem głowę,spojrzałem na niego po czym wstałem i z uśmiechem przytuliłem go. Był zaskoczony tym gestem,ale także mnie przytulił.
-Większość ludzi by od razu spierdalała po tym co wydarzyło się w lesie.-powiedziałem odsuwając się od niego.- I dlatego jesteś wyjątkowy.- wyszeptałem przejeżdżając ręką po jego szyi,następnie ramieniu zjeżdżając do nadgarstka po czym odwróciłem się i zaczęliśmy iść w stronę miasta.
Spojrzałem na niego.Był trochę zaczerwieniony.
Kamil pov.
Czy on mnie podrywał? Wszystkie gesty i jego zachowanie na to wskazywały. Gdy stałem blisko niego,robił się spięty.Czy on mi się podobał? Owszem,nie był brzydki.Czy chciałbym z nim być? Nie wiem,mam mętlik w głowie. Czy jestem homoseksualny? Nie,ale czułem,że dla Dominika mogę zostać.
Szedłem zamyślony patrząc w chodnik. Nagle Dominik szarpnął mnie w swoją stronę przez co wleciałem na niego ocierając się o jego czubek nosa policzkiem.Nagle w miejscu w którym szedłem z wielką prędkością przejechał mężczyzna na rowerze.
-Uważaj następnym razem.-zaśmiał się.-Mogło ci się coś stać.
-Em...dzięki.I dzięki też za troskę.-przygryzłem wargę i poprawiłem bluzkę.
Nic nie odpowiedział. Szliśmy dalej. Po chwili znaleźliśmy się pod basenem publicznym. Na drzwiach wisiała kartka. Dominik zbliżył się do drzwi i przeczytał napis na kartce.
-Zamknięte kurwa.-rozłożył ręce z krzywą miną.
-No to choć gdzie indziej?-zasugerowałem marszcząc jedną brew.
-Ale to po co brałem ręcznik i te wszystkie pierdoły.-spojrzał na plecak a następnie na mnie.
-Peszek.- zaśmiałem się i poszedłem w kierunku fontanny za która znajdowało się kino.
-Czekaj.-dogonił mnie.
-Tam jest kino. Choć.-powiedział ziewając.
-Na co pójdziemy?-zapytał ciekawsko
-Może na ,,Iron man''?-zaproponowałem.
-Hahahahaha chyba cię coś jebło. Idziemy na horror.-powiedział stanowczo ostatnie zdanie.
-Nie! Ja nie lubię horrorów.-zatrzymałem się.
Nie lubiłem horrorów,ponieważ zawsze po nich miałem dziwne przewidzenia i zdawało mi się że widzę to,co było w tym filmie.To było straszne. W swoim żuciu obejrzałem tylko 2 horrory.
-Bez gadania.-zaśmiał się,chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę budki z biletami.
Stawiałem lekki opór.
-Nie!-mówiłem,lecz on mnie nie słuchał.
Ludzie wokół się na nas patrzyli.
-2 bilety na ,,Paranormal actiwity 4''-powiedział do mężczyzny w budce i podał mu pieniądze.
-Dominik!-wyrwałem się z jego uścisku.
Mężczyzna wystukał coś na komputerze a po chwili z maszyny stojącej obok wyjechały 2 niebieskie bilety.
-Choć.-powiedział z uśmiechem.
Postanowiłem więcej już się nie sprzeciwiać. Najwyżej będę miał koszmary.
Przed wejściem na salę kinową kupiliśmy popcorn i colę dla każdego.
Po wejściu na salę od razu zaczął się film. Już z samego początku się bałem.Po około 30 minutach filmu wyszeptałem do niego:
-Daj rękę.
-Po co?-zapytał zdziwiony.
-Bo się boję.-powiedziałem cicho.
Uśmiechnął się i lekko zacisnął moją rękę.
W straszniejszych momentach filmu z całych sił zaciskałem jego rękę. Nagle na ekranie ukazała się zakrwawiona twarz a my odskoczyliśmy ze strachu,przez co Dominikowi wypadła komórka z kieszeni i wleciała pomiędzy fotele.
-Kurwa.-powiedział cicho.
Podwinął rękaw u prawej ręki i zaczął szukać telefonu w szparze. Zauważyłem u niego poziomy napis przed zgięciem łokcia.Nie widziałem dokładnie ponieważ było ciemno. Wyciągając rękę z telefonem potrącił moją colę a ona wylała się na mnie. Miałem całą mokrą bluzkę.
-Debilu!-powiedziałem cicho.
-O matko,przepraszam!-zasłonił ręką usta.
Podeszła do nas kobieta w czerwonym mundurku.
-Drodzy chłopcy proszę wyjść. Przeszkadzacie innym oglądającym.-wskazała ręką na drzwi.
Dominik zaśmiał się,a ja wręcz przeciwnie. Wcale nie było mi do śmiechu.
Po wyjściu natychmiast poszedłem do ubikacji. Wziąłem papierowy ręcznik i zacząłem nim wycierać plamę na bluzce. Wyrzuciłem ostatni kawałem papieru do śmieci. Przypomniał mi się ten napis na jego ręce.Podszedłem do niego bardzo blisko a on przygryzł wargę. Chwyciłem jego rękę i podwinąłem rękaw do łokcia. We wcześniej opisywanym miejscu zauważyłem czarny napis ,,fresh''.
-,,fresh'' ?-zapytałem przecierając palcem po napisie.
-Moja ksywa na mieście.-odpowiedział patrząc na napis.-jeśli gdzieś to usłyszysz to pewnie chodzi o mnie.-zaśmiał się.
-Ok.-opowiedziałem zasuwając jego rękaw i puściłem jego rękę a on opuścił ją w dół.
Tak na prawdę wiedziałem kim jest. Wiedziałem tylko jak się nazywa i co mam robić. Zgodziłem się na to wszytko,bo po części się ich bałem. Kogo się bałem? To tajemnica.
-Dobra,choć coś zjeść.-powiedział i ruszył w stronę wyjścia.-Znam fajną knajpkę niedaleko.
Szliśmy kilka ulic. Na dworze po woli robiło się ciemno. Dominik zaczął bacznie rozglądać się dookoła.
-Nie lubię chodzić nocą po mieście.-powiedział patrząc na przejeżdżające samochody.
-Dlaczego?-zapytałem chwytając za kołnierzyk bluzki.
-Nigdy nie wiadomo kto może wyjść zza rogu.-odsapnął zw smutkiem.
Weszliśmy do małego budynku. W środku było pełno ludzi. Głównie starsi mężczyźni. Usiedliśmy na miejscu w kącie.
-Fajną knajpkę?- zaśmiałem się unosząc brwi.
Dominik nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się do mnie. Po chwili podeszła do nas kelnerka. Była to starsza kobieta, miała rude włosy i okulary.
-Witam,co podać?-zapytała z niechęcią i zmęczeniem.
-2 porcje frytek.-odpowiedział Dominik.
Kobieta zapisała coś na kartce i poszła do kuchni. Po chwili podeszłą do nas młoda,wysoka i szczupła blondynka,ubrana w sukienkę w panterkę i wysokie czarne kozaki. Usiadła koło Dominika,co mnie lekko zaskoczyło.
-Siema.-powiedziała z uśmiechem. Siedziała okręcona bokiem patrząc na Dominika opierając się łokciem o stół.
-yyy...cześć.-powiedział zdezorientowany chłopak.
-Pamiętasz mnie?-zamruczała ze śmiechem.
-Nie zbyt.- lekko pokiwał głową i wywrócił oczami.
-No pierdoliliśmy się imprezie dwa tygodnie temu.-zaśmiała się.
Gdy to powiedziała poczułem coś w rodzaju zazdrości. Nie wiedziałem dlaczego.
-No sorry ale na serio cię nie pamiętam.-zaśmiał się.
-A chcesz sobie przypomnieć?-przejechała ręką po jego ramieniu i przedramieniu.
-Nie,wiesz...nie dziś.-powiedział zniechęcony i zdjął jej rękę z siebie
-Ok,czekam.-powiedziała odchodząc.
Otworzyłem usta ale zanim zdążyłem coś powiedzieć Dominik przerwał mi.
-Nie pytaj.-powiedział poważnym głosem.
-Ok.-odpowiedziałem cicho patrząc w zielony stół.
Po chwili kelnerka przyniosła nam talerze z frytkami. Postawiła je i poszła dalej. Przybliżyłem trochę głowę w stronę Dominika.
-Zapomniała wziąć za to kasy.-zaśmiałem się
Dominik lekko pokiwał głową. Wydawał się trochę zawstydzony. Czyżby coś takiego go zasmuciło? Przecież on taki nie był. Czułem że chodzi o mnie.
Nagle usłyszeliśmy rozmowę wysokiego,mocno umięśnionego mężczyzny z tą dziewczyną która do nas podeszła. Stali oni pod barem,za Dominikiem. Ja spojrzałem do przodu,a on odwrócił się.
-Że co kurwa?! Pierdoliłaś się z nim?!-wykrzykiwał i pokazywał palcem na Dominika
-I było o wiele lepiej niż z tobą.-powiedziała i machnęła długimi blond włosami.
Dominik szybko odwrócił głowę w moją stronę,wstał,chwycił mnie za rękę i wyprowadził z budynku. Szedł bardzo szybko,ledwo nadążałem. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi a z nich wyszedł ten facet i kilkoro także umięśnionych mężczyzn.
-Wracaj tu kurwa gówniarzu!-zaczął biec za nami.
Dominik pociągnął mnie w stronę wąskiej uliczki. Rozejrzał się i wciągnął mnie do szpary pomiędzy ścianami.Stanąłem pod ścianą,w cieniu a on wcisnął się pomiędzy mnie a ścianę.
-Co się dzieje?-zapytałem zszokowany.
Przykrył swoją ręką moje usta.
-Nic nie mów i sieć cicho. Od tego zależy twoje życie.-wyszeptał
Usłyszeliśmy wbiegających mężczyzn z baru.
-Tu weszli .-powiedział jeden z nich.
Zaczęli chodzić i szukać w kartonach. Nagle jeden z nich podszedł bardzo blisko naszej kryjówki. Dominik spuścił głowę i oparł o moje ramię. Gdy mężczyzna podszedł jeszcze bliżej,Dominik przygryzł moją bluzkę na ramieniu. Mocno marszczył brwi coraz mocniej przyciskając mnie do ściany. Był silny,więc już nawet ie mogłem się ruszyć.
Mężczyźni odeszli a Dominik bardzo cicho wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.Przełknął ślinę i oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Ja także odruchowo zamknąłem.Pokręcił głową o moje czoło,a ja położyłem dłoń na jego ramieniu. Zjechał głową w dół przecierając swoim policzkiem o mój policzek a ja wziąłem głęboki oddech. Był bardzo blisko mnie. Moje ciało przeszły ciarki. Jedyne co chciałem teraz zrobić to pocałować go.Czułem zapach jabłka. Pewnie pochodził jego włosów. Przybliżyłem głowę bliżej niego,a on zacisnął rękę na moim biodrze i ruszył w stronę wyjścia. Stałem przez chwilę z zamkniętymi oczami opierając tył głowy o ścianę.
Wyszedłem za nim. Był już na chodniku a ja dobiegłem do niego. Szliśmy bardzo długo w ciszy,aż znaleźliśmy się niedaleko mojego domu.
-Hej uśmiechnij się.-powiedziałem z uśmiechem.
-Nie mogę. Mogło ci się coś stać przez to,że byłeś ze mną.-powiedział wpatrując się w chodnik.
To znaczy,że bardzo się o mnie martwił. To było urocze z jego strony.
-Ale nic mi nie jest.-zaśmiałem się i rozłożyłem ręce.
Dominik uśmiechnął się.
-To dobrze.-powiedział i objął mnie rękami na karku kładąc głowę na moim ramieniu.-Nie darował bym sobie gdyby coś ci się stało.Aktualnie jest jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.-wyszeptał
Gdy to usłyszałem poczułem ciepło w środku. Coś w rodzaju ,,motylki w brzuchu''.
-Jesteś pierwszą osobą która mi coś takiego powiedziała.-powiedziałem otulając go w pasie.
Puścił mnie i bez słowa odszedł. Nawet nie spojrzał na mnie.
Tak bardzo chciałem mu powiedzieć prawdę,dlaczego do niego zagadałem. Nie chciałem mu tego robić,ale oni mnie zmusili. Zgodziłem się na to wszystko bo po prostu się bałem,ale na początku nie myślałem że zrobię to,czego nie powinienem,czyli zakocham się w ofierze moich przymuszonych ''pracodawców''.
---------------------------------------------------------------------
Siema. Jeśli czytasz proszę daj komentarz.
Mam smutną informację:kolejny rozdział ze 2 tygodnie (czyli tak po 12.07.2013) ponieważ wyjeżdżam na kolonię. Dziękuję za czytanie i pozdrawiam xxx
Słodko wyglądał gdy się denerwował.
-No bo-zacząłem powoli.-znasz mnie już dość dobrze i wiesz czym się ''zajmuję''-utworzyłem z rąk cudzysłów.
-No tak po części wiem...-powiedział siadając obok mnie.
-I jest dużo ludzi którzy chcą się na mnie zemścić za to,co zrobiłem. Więc pokazując się ze mną na mieście narażasz się.-powiedziałem patrząc mu w oczy.
-Na co?-zapytał
-Na wszystko. Może nie że od razu będą chcieli cię zabić,ale po prostu będą zwracać na ciebie uwagę.-wytłumaczyłem mu poważnym tonem.
-A wiesz co?- szybko wstał.
Myślałem że przestraszył się i teraz zostawi mnie.
-Jeśli przybywając z tobą jestem w niebezpieczeństwie,to chcę być w niebezpieczeństwie.-uroczo uśmiechnął się do mnie.
Spojrzałem na chodnik. Nie mogłem w to uwierzyć. Pomimo tego,że może mu się coś stać,on chce zostać ze mną. Strasznie się cieszyłem.
Podniosłem głowę,spojrzałem na niego po czym wstałem i z uśmiechem przytuliłem go. Był zaskoczony tym gestem,ale także mnie przytulił.
-Większość ludzi by od razu spierdalała po tym co wydarzyło się w lesie.-powiedziałem odsuwając się od niego.- I dlatego jesteś wyjątkowy.- wyszeptałem przejeżdżając ręką po jego szyi,następnie ramieniu zjeżdżając do nadgarstka po czym odwróciłem się i zaczęliśmy iść w stronę miasta.
Spojrzałem na niego.Był trochę zaczerwieniony.
Kamil pov.
Czy on mnie podrywał? Wszystkie gesty i jego zachowanie na to wskazywały. Gdy stałem blisko niego,robił się spięty.Czy on mi się podobał? Owszem,nie był brzydki.Czy chciałbym z nim być? Nie wiem,mam mętlik w głowie. Czy jestem homoseksualny? Nie,ale czułem,że dla Dominika mogę zostać.
Szedłem zamyślony patrząc w chodnik. Nagle Dominik szarpnął mnie w swoją stronę przez co wleciałem na niego ocierając się o jego czubek nosa policzkiem.Nagle w miejscu w którym szedłem z wielką prędkością przejechał mężczyzna na rowerze.
-Uważaj następnym razem.-zaśmiał się.-Mogło ci się coś stać.
-Em...dzięki.I dzięki też za troskę.-przygryzłem wargę i poprawiłem bluzkę.
Nic nie odpowiedział. Szliśmy dalej. Po chwili znaleźliśmy się pod basenem publicznym. Na drzwiach wisiała kartka. Dominik zbliżył się do drzwi i przeczytał napis na kartce.
-Zamknięte kurwa.-rozłożył ręce z krzywą miną.
-No to choć gdzie indziej?-zasugerowałem marszcząc jedną brew.
-Ale to po co brałem ręcznik i te wszystkie pierdoły.-spojrzał na plecak a następnie na mnie.
-Peszek.- zaśmiałem się i poszedłem w kierunku fontanny za która znajdowało się kino.
-Czekaj.-dogonił mnie.
-Tam jest kino. Choć.-powiedział ziewając.
-Na co pójdziemy?-zapytał ciekawsko
-Może na ,,Iron man''?-zaproponowałem.
-Hahahahaha chyba cię coś jebło. Idziemy na horror.-powiedział stanowczo ostatnie zdanie.
-Nie! Ja nie lubię horrorów.-zatrzymałem się.
Nie lubiłem horrorów,ponieważ zawsze po nich miałem dziwne przewidzenia i zdawało mi się że widzę to,co było w tym filmie.To było straszne. W swoim żuciu obejrzałem tylko 2 horrory.
-Bez gadania.-zaśmiał się,chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę budki z biletami.
Stawiałem lekki opór.
-Nie!-mówiłem,lecz on mnie nie słuchał.
Ludzie wokół się na nas patrzyli.
-2 bilety na ,,Paranormal actiwity 4''-powiedział do mężczyzny w budce i podał mu pieniądze.
-Dominik!-wyrwałem się z jego uścisku.
Mężczyzna wystukał coś na komputerze a po chwili z maszyny stojącej obok wyjechały 2 niebieskie bilety.
-Choć.-powiedział z uśmiechem.
Postanowiłem więcej już się nie sprzeciwiać. Najwyżej będę miał koszmary.
Przed wejściem na salę kinową kupiliśmy popcorn i colę dla każdego.
Po wejściu na salę od razu zaczął się film. Już z samego początku się bałem.Po około 30 minutach filmu wyszeptałem do niego:
-Daj rękę.
-Po co?-zapytał zdziwiony.
-Bo się boję.-powiedziałem cicho.
Uśmiechnął się i lekko zacisnął moją rękę.
W straszniejszych momentach filmu z całych sił zaciskałem jego rękę. Nagle na ekranie ukazała się zakrwawiona twarz a my odskoczyliśmy ze strachu,przez co Dominikowi wypadła komórka z kieszeni i wleciała pomiędzy fotele.
-Kurwa.-powiedział cicho.
Podwinął rękaw u prawej ręki i zaczął szukać telefonu w szparze. Zauważyłem u niego poziomy napis przed zgięciem łokcia.Nie widziałem dokładnie ponieważ było ciemno. Wyciągając rękę z telefonem potrącił moją colę a ona wylała się na mnie. Miałem całą mokrą bluzkę.
-Debilu!-powiedziałem cicho.
-O matko,przepraszam!-zasłonił ręką usta.
Podeszła do nas kobieta w czerwonym mundurku.
-Drodzy chłopcy proszę wyjść. Przeszkadzacie innym oglądającym.-wskazała ręką na drzwi.
Dominik zaśmiał się,a ja wręcz przeciwnie. Wcale nie było mi do śmiechu.
Po wyjściu natychmiast poszedłem do ubikacji. Wziąłem papierowy ręcznik i zacząłem nim wycierać plamę na bluzce. Wyrzuciłem ostatni kawałem papieru do śmieci. Przypomniał mi się ten napis na jego ręce.Podszedłem do niego bardzo blisko a on przygryzł wargę. Chwyciłem jego rękę i podwinąłem rękaw do łokcia. We wcześniej opisywanym miejscu zauważyłem czarny napis ,,fresh''.
-,,fresh'' ?-zapytałem przecierając palcem po napisie.
-Moja ksywa na mieście.-odpowiedział patrząc na napis.-jeśli gdzieś to usłyszysz to pewnie chodzi o mnie.-zaśmiał się.
-Ok.-opowiedziałem zasuwając jego rękaw i puściłem jego rękę a on opuścił ją w dół.
Tak na prawdę wiedziałem kim jest. Wiedziałem tylko jak się nazywa i co mam robić. Zgodziłem się na to wszytko,bo po części się ich bałem. Kogo się bałem? To tajemnica.
-Dobra,choć coś zjeść.-powiedział i ruszył w stronę wyjścia.-Znam fajną knajpkę niedaleko.
Szliśmy kilka ulic. Na dworze po woli robiło się ciemno. Dominik zaczął bacznie rozglądać się dookoła.
-Nie lubię chodzić nocą po mieście.-powiedział patrząc na przejeżdżające samochody.
-Dlaczego?-zapytałem chwytając za kołnierzyk bluzki.
-Nigdy nie wiadomo kto może wyjść zza rogu.-odsapnął zw smutkiem.
Weszliśmy do małego budynku. W środku było pełno ludzi. Głównie starsi mężczyźni. Usiedliśmy na miejscu w kącie.
-Fajną knajpkę?- zaśmiałem się unosząc brwi.
Dominik nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się do mnie. Po chwili podeszła do nas kelnerka. Była to starsza kobieta, miała rude włosy i okulary.
-Witam,co podać?-zapytała z niechęcią i zmęczeniem.
-2 porcje frytek.-odpowiedział Dominik.
Kobieta zapisała coś na kartce i poszła do kuchni. Po chwili podeszłą do nas młoda,wysoka i szczupła blondynka,ubrana w sukienkę w panterkę i wysokie czarne kozaki. Usiadła koło Dominika,co mnie lekko zaskoczyło.
-Siema.-powiedziała z uśmiechem. Siedziała okręcona bokiem patrząc na Dominika opierając się łokciem o stół.
-yyy...cześć.-powiedział zdezorientowany chłopak.
-Pamiętasz mnie?-zamruczała ze śmiechem.
-Nie zbyt.- lekko pokiwał głową i wywrócił oczami.
-No pierdoliliśmy się imprezie dwa tygodnie temu.-zaśmiała się.
Gdy to powiedziała poczułem coś w rodzaju zazdrości. Nie wiedziałem dlaczego.
-No sorry ale na serio cię nie pamiętam.-zaśmiał się.
-A chcesz sobie przypomnieć?-przejechała ręką po jego ramieniu i przedramieniu.
-Nie,wiesz...nie dziś.-powiedział zniechęcony i zdjął jej rękę z siebie
-Ok,czekam.-powiedziała odchodząc.
Otworzyłem usta ale zanim zdążyłem coś powiedzieć Dominik przerwał mi.
-Nie pytaj.-powiedział poważnym głosem.
-Ok.-odpowiedziałem cicho patrząc w zielony stół.
Po chwili kelnerka przyniosła nam talerze z frytkami. Postawiła je i poszła dalej. Przybliżyłem trochę głowę w stronę Dominika.
-Zapomniała wziąć za to kasy.-zaśmiałem się
Dominik lekko pokiwał głową. Wydawał się trochę zawstydzony. Czyżby coś takiego go zasmuciło? Przecież on taki nie był. Czułem że chodzi o mnie.
Nagle usłyszeliśmy rozmowę wysokiego,mocno umięśnionego mężczyzny z tą dziewczyną która do nas podeszła. Stali oni pod barem,za Dominikiem. Ja spojrzałem do przodu,a on odwrócił się.
-Że co kurwa?! Pierdoliłaś się z nim?!-wykrzykiwał i pokazywał palcem na Dominika
-I było o wiele lepiej niż z tobą.-powiedziała i machnęła długimi blond włosami.
Dominik szybko odwrócił głowę w moją stronę,wstał,chwycił mnie za rękę i wyprowadził z budynku. Szedł bardzo szybko,ledwo nadążałem. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi a z nich wyszedł ten facet i kilkoro także umięśnionych mężczyzn.
-Wracaj tu kurwa gówniarzu!-zaczął biec za nami.
Dominik pociągnął mnie w stronę wąskiej uliczki. Rozejrzał się i wciągnął mnie do szpary pomiędzy ścianami.Stanąłem pod ścianą,w cieniu a on wcisnął się pomiędzy mnie a ścianę.
-Co się dzieje?-zapytałem zszokowany.
Przykrył swoją ręką moje usta.
-Nic nie mów i sieć cicho. Od tego zależy twoje życie.-wyszeptał
Usłyszeliśmy wbiegających mężczyzn z baru.
-Tu weszli .-powiedział jeden z nich.
Zaczęli chodzić i szukać w kartonach. Nagle jeden z nich podszedł bardzo blisko naszej kryjówki. Dominik spuścił głowę i oparł o moje ramię. Gdy mężczyzna podszedł jeszcze bliżej,Dominik przygryzł moją bluzkę na ramieniu. Mocno marszczył brwi coraz mocniej przyciskając mnie do ściany. Był silny,więc już nawet ie mogłem się ruszyć.
Mężczyźni odeszli a Dominik bardzo cicho wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.Przełknął ślinę i oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Ja także odruchowo zamknąłem.Pokręcił głową o moje czoło,a ja położyłem dłoń na jego ramieniu. Zjechał głową w dół przecierając swoim policzkiem o mój policzek a ja wziąłem głęboki oddech. Był bardzo blisko mnie. Moje ciało przeszły ciarki. Jedyne co chciałem teraz zrobić to pocałować go.Czułem zapach jabłka. Pewnie pochodził jego włosów. Przybliżyłem głowę bliżej niego,a on zacisnął rękę na moim biodrze i ruszył w stronę wyjścia. Stałem przez chwilę z zamkniętymi oczami opierając tył głowy o ścianę.
Wyszedłem za nim. Był już na chodniku a ja dobiegłem do niego. Szliśmy bardzo długo w ciszy,aż znaleźliśmy się niedaleko mojego domu.
-Hej uśmiechnij się.-powiedziałem z uśmiechem.
-Nie mogę. Mogło ci się coś stać przez to,że byłeś ze mną.-powiedział wpatrując się w chodnik.
To znaczy,że bardzo się o mnie martwił. To było urocze z jego strony.
-Ale nic mi nie jest.-zaśmiałem się i rozłożyłem ręce.
Dominik uśmiechnął się.
-To dobrze.-powiedział i objął mnie rękami na karku kładąc głowę na moim ramieniu.-Nie darował bym sobie gdyby coś ci się stało.Aktualnie jest jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.-wyszeptał
Gdy to usłyszałem poczułem ciepło w środku. Coś w rodzaju ,,motylki w brzuchu''.
-Jesteś pierwszą osobą która mi coś takiego powiedziała.-powiedziałem otulając go w pasie.
Puścił mnie i bez słowa odszedł. Nawet nie spojrzał na mnie.
Tak bardzo chciałem mu powiedzieć prawdę,dlaczego do niego zagadałem. Nie chciałem mu tego robić,ale oni mnie zmusili. Zgodziłem się na to wszystko bo po prostu się bałem,ale na początku nie myślałem że zrobię to,czego nie powinienem,czyli zakocham się w ofierze moich przymuszonych ''pracodawców''.
---------------------------------------------------------------------
Siema. Jeśli czytasz proszę daj komentarz.
Mam smutną informację:kolejny rozdział ze 2 tygodnie (czyli tak po 12.07.2013) ponieważ wyjeżdżam na kolonię. Dziękuję za czytanie i pozdrawiam xxx
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Rozdział 8
Dominik pov.
Niepewnie nadusiłem dzwonek,po czym spojrzałem w okno znajdujące się obok drzwi. Zauważyłem w nim znajomą twarz. To był Kamil. Spojrzał na mnie z uśmiechem i pobiegł gdzieś w głąb pokoju. Po chwili drzwi otwarły się,a w nich ujrzałem Kamila. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Dlaczego? Kamil był bez koszulki.
-Hej.-dosłownie wskoczył w próg drzwi i powiedział to z uśmiechem.
-Siema.-odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech,czując ciarki na całym ciele i narastające ciepło wewnątrz.
-Wejdź.-powiedział odsuwając się abym mógł wejść.-Zaczekaj jeszcze chwile,bo jeszcze jem śniadanie.
-Ok.-odpowiedziałem wchodząc do korytarza i rozglądając się wokół.
Ruszył w stronę kuchni,a ja za nim.
Byłem tak cholernie podniecony. Widziałem jego drobne,perfekcyjne ciało. Nie mogłem się napatrzeć,chociaż szedł tyłem. Ukradkiem spojrzałem na swoje krocze,sprawdzając czy nic się tam nie ,,wystaje'',bo wiedziałem,że jeśli Kamil się nie ubierze,może się coś wydarzyć,a gdyby on to zauważył,spaliłbym się ze wstydu.
Weszliśmy do kuchni. Usiadł przy stole kontynuując jedzenia płatków z mlekiem. Usiadłem na przeciwko niego. Postanowiłem go sprowokować do ubrania się.
-Nie jest ci zimno?-zapytałem patrząc na jego nagi tors.
Po chwili zorientowałem się że przygryzam wargę. Jakoś tak odruchowo to się stało.
-Trochę. Ale jest dobrze.-zaśmiał się
Uśmiechnąłem się i wbiłem wzrok w jego miskę z płatkami. Wziąłem głęboki oddech i chciałem skupić myśli na czymś innym,lecz Kamil mnie rozpraszał. Nie myślałem o niczym innym,tylko o nim. Znowu zorientowałem się,że bardzo mocno przygryzam wargę.
Panowała cisza. Nagle Kamil wstał i odstawił miskę do zlewu.
-Czekaj chwile.-powiedział poprawiając włosy.
Gdy wstał i przeszedł koło mnie,poczułem zapach wanilii. Czułem że jestem czerwony. Upewniłem się żeby sprawdzić czy na pewno wyszedł. Rozciągnąłem ręce na cały stół,położyłem głowę i mocno zacisnąłem koniec stołu.
-kurwa.-szepnąłem.
Podniosłem się i oparłem łokcie na krawędzi stołu przyciskając ręce do ust. Spojrzałem w biały sufit i ciężko wypuściłem powietrze przez ręce. Uspokoiłem się trochę i wstałem,aby zobaczyć dlaczego tak długo nie wraca. Przeszedłem się po małym korytarzyku,po czym zajrzałem do pokoju obok który był czymś w rodzaju salonu. Ściany były kremowe,z grubym,czerwonym paskiem koło dużego telewizora. Przy nim stała komoda,na której stały zdjęcia Kamila i pewnej kobiety. Przypuszczałem,że to jego mama. Podszedłem bliżej,aby dokładnie przyjrzeć się pewnemu zdjęciu. Chwyciłem je i dostrzegłem na nim dziecko,przypominające Kamila. Uśmiechnąłem się i przejechałem kciukiem po zdjęciu. Nagle poczułem lekki dotyk na lewym ramieniu. Przekręciłem lekko głowę i ujrzałem Kamila,opierającego się brodą o moje ramię. Uśmiechnąłem się do niego a on do mnie,po czym znowu spojrzałem na zdjęcie.
-To ty?-zapytałem.
-Tak.-odpowiedział.
-Słodki byłeś.-zaśmiałem się.
-Byłem? To znaczy że już nie jestem-zażartował
-No jesteś ale...-wykrztusiłem z uśmiechem
-Uważasz że jestem słodki?-powiedział przerywając mi
-No...masz taki urok osobisty-odpowiedziałem zawstydzony nadal patrząc na zdjęcie.
-Hmmm-zaśmiał się i opadł czoło w miejsce gdzie opierał brodę.
Staliśmy tak przez chwile po czym odstawiłem zdjęcie.
-Idziemy?-zaproponowałem po czym okręciłem głowę w jego stronę.
-Tak,idziemy-powiedział i odsunął się kulka kroków.
Spojrzałem na niego. Miał ubrane jasne dżinsy i niebieską bluzkę z długim rękawem.
Przejechałem po nim oczami a on uśmiechnął się,na co przygryzłem wargę i zawstydzony spojrzałem na fotel obok..
Ruszył w stronę drzwi,a ja poszedłem za nim. Ubrał buty,wziął małą torbę na ramię i wszyliśmy z domu. Oparłem się o białą kolumnę i przyglądałem się jak zaklucza dom.
-Dziś Weronika i Marek zrobili...-zacząłem opowiadać.
-Kto?-zapytał chowając klucze do torby.
-No to są ci co mieszkają tam gdze chodzę.-wyprostowałem się.
-Ok.-odpowiedział
-No są jeszcze Łukasz i Hubert.-odparłem
-Ok. No dokończ co poprzednio zacząłeś.-zaczął iść w stronę furtki a ja za nim.
-No dali m wykład o dojrzewaniu. Podrapałem się w kark ze śmiechem.
Zatrzymał się na chwile i odwrócił w moją stronę.
-Współczuję.-powiedział poważnie.
-Ale i tak w połowie im przerwałem bo nie muszą mi tego opowiadać.-zaśmiałem się i przeszedłem na drugą stronę furtki.
-Ze mną jeszcze o tym nie rozmawiali.-zamknął za sobą furtkę.
-To się przygotuj.-powiedziałem.
Zaczęliśmy powoli iść leśną ścieżką.
-A tak w ogóle,to robiłeś już TO?-zaakcentował ostatnie słowo.
-Tak.-odpowiedziałem.-I to kilka razy.
-Czyli masz dziewczynę?-zapytał jakby zawieziony.
-Nieee.-opowiedziałem.
-To jak ty to...-zdziwił się.
-No tak jakoś wychodzi.-zaśmiałem się.-a ty?
-No ja nie-odpowiedział zawstydzony.
Szczerze,to ucieszyło mnie to. Nie wiem dlaczego. Po prostu cieszyłem się jak małe dziecko gdy widzi swoją matkę.
-Nie ma się czego wstydzić.-powiedziałem cicho i wyraźnie.
-Dobra,skończmy już ten temat.-powiedział.
-A co zawstydziłeś się?-szturchnąłem go ramieniem ze śmiechem.
-Odwal się.-powiedział skrępowany patrząc w ziemie.
Szliśmy już dobre 10 minut i dochodziliśmy już do centrum miasta. Zauważyłem ławkę i usiadłem na nią.
-To gdzie pierwsze idziemy?-zapytał uśmiechając się.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie.-zacząłem podejrzliwie chociaż nie miałem nic konkretnego na myśli.
----------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to proszę,daj komentarz. Z góry dzięki :)
Niepewnie nadusiłem dzwonek,po czym spojrzałem w okno znajdujące się obok drzwi. Zauważyłem w nim znajomą twarz. To był Kamil. Spojrzał na mnie z uśmiechem i pobiegł gdzieś w głąb pokoju. Po chwili drzwi otwarły się,a w nich ujrzałem Kamila. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Dlaczego? Kamil był bez koszulki.
-Hej.-dosłownie wskoczył w próg drzwi i powiedział to z uśmiechem.
-Siema.-odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech,czując ciarki na całym ciele i narastające ciepło wewnątrz.
-Wejdź.-powiedział odsuwając się abym mógł wejść.-Zaczekaj jeszcze chwile,bo jeszcze jem śniadanie.
-Ok.-odpowiedziałem wchodząc do korytarza i rozglądając się wokół.
Ruszył w stronę kuchni,a ja za nim.
Byłem tak cholernie podniecony. Widziałem jego drobne,perfekcyjne ciało. Nie mogłem się napatrzeć,chociaż szedł tyłem. Ukradkiem spojrzałem na swoje krocze,sprawdzając czy nic się tam nie ,,wystaje'',bo wiedziałem,że jeśli Kamil się nie ubierze,może się coś wydarzyć,a gdyby on to zauważył,spaliłbym się ze wstydu.
Weszliśmy do kuchni. Usiadł przy stole kontynuując jedzenia płatków z mlekiem. Usiadłem na przeciwko niego. Postanowiłem go sprowokować do ubrania się.
-Nie jest ci zimno?-zapytałem patrząc na jego nagi tors.
Po chwili zorientowałem się że przygryzam wargę. Jakoś tak odruchowo to się stało.
-Trochę. Ale jest dobrze.-zaśmiał się
Uśmiechnąłem się i wbiłem wzrok w jego miskę z płatkami. Wziąłem głęboki oddech i chciałem skupić myśli na czymś innym,lecz Kamil mnie rozpraszał. Nie myślałem o niczym innym,tylko o nim. Znowu zorientowałem się,że bardzo mocno przygryzam wargę.
Panowała cisza. Nagle Kamil wstał i odstawił miskę do zlewu.
-Czekaj chwile.-powiedział poprawiając włosy.
Gdy wstał i przeszedł koło mnie,poczułem zapach wanilii. Czułem że jestem czerwony. Upewniłem się żeby sprawdzić czy na pewno wyszedł. Rozciągnąłem ręce na cały stół,położyłem głowę i mocno zacisnąłem koniec stołu.
-kurwa.-szepnąłem.
Podniosłem się i oparłem łokcie na krawędzi stołu przyciskając ręce do ust. Spojrzałem w biały sufit i ciężko wypuściłem powietrze przez ręce. Uspokoiłem się trochę i wstałem,aby zobaczyć dlaczego tak długo nie wraca. Przeszedłem się po małym korytarzyku,po czym zajrzałem do pokoju obok który był czymś w rodzaju salonu. Ściany były kremowe,z grubym,czerwonym paskiem koło dużego telewizora. Przy nim stała komoda,na której stały zdjęcia Kamila i pewnej kobiety. Przypuszczałem,że to jego mama. Podszedłem bliżej,aby dokładnie przyjrzeć się pewnemu zdjęciu. Chwyciłem je i dostrzegłem na nim dziecko,przypominające Kamila. Uśmiechnąłem się i przejechałem kciukiem po zdjęciu. Nagle poczułem lekki dotyk na lewym ramieniu. Przekręciłem lekko głowę i ujrzałem Kamila,opierającego się brodą o moje ramię. Uśmiechnąłem się do niego a on do mnie,po czym znowu spojrzałem na zdjęcie.
-To ty?-zapytałem.
-Tak.-odpowiedział.
-Słodki byłeś.-zaśmiałem się.
-Byłem? To znaczy że już nie jestem-zażartował
-No jesteś ale...-wykrztusiłem z uśmiechem
-Uważasz że jestem słodki?-powiedział przerywając mi
-No...masz taki urok osobisty-odpowiedziałem zawstydzony nadal patrząc na zdjęcie.
-Hmmm-zaśmiał się i opadł czoło w miejsce gdzie opierał brodę.
Staliśmy tak przez chwile po czym odstawiłem zdjęcie.
-Idziemy?-zaproponowałem po czym okręciłem głowę w jego stronę.
-Tak,idziemy-powiedział i odsunął się kulka kroków.
Spojrzałem na niego. Miał ubrane jasne dżinsy i niebieską bluzkę z długim rękawem.
Przejechałem po nim oczami a on uśmiechnął się,na co przygryzłem wargę i zawstydzony spojrzałem na fotel obok..
Ruszył w stronę drzwi,a ja poszedłem za nim. Ubrał buty,wziął małą torbę na ramię i wszyliśmy z domu. Oparłem się o białą kolumnę i przyglądałem się jak zaklucza dom.
-Dziś Weronika i Marek zrobili...-zacząłem opowiadać.
-Kto?-zapytał chowając klucze do torby.
-No to są ci co mieszkają tam gdze chodzę.-wyprostowałem się.
-Ok.-odpowiedział
-No są jeszcze Łukasz i Hubert.-odparłem
-Ok. No dokończ co poprzednio zacząłeś.-zaczął iść w stronę furtki a ja za nim.
-No dali m wykład o dojrzewaniu. Podrapałem się w kark ze śmiechem.
Zatrzymał się na chwile i odwrócił w moją stronę.
-Współczuję.-powiedział poważnie.
-Ale i tak w połowie im przerwałem bo nie muszą mi tego opowiadać.-zaśmiałem się i przeszedłem na drugą stronę furtki.
-Ze mną jeszcze o tym nie rozmawiali.-zamknął za sobą furtkę.
-To się przygotuj.-powiedziałem.
Zaczęliśmy powoli iść leśną ścieżką.
-A tak w ogóle,to robiłeś już TO?-zaakcentował ostatnie słowo.
-Tak.-odpowiedziałem.-I to kilka razy.
-Czyli masz dziewczynę?-zapytał jakby zawieziony.
-Nieee.-opowiedziałem.
-To jak ty to...-zdziwił się.
-No tak jakoś wychodzi.-zaśmiałem się.-a ty?
-No ja nie-odpowiedział zawstydzony.
Szczerze,to ucieszyło mnie to. Nie wiem dlaczego. Po prostu cieszyłem się jak małe dziecko gdy widzi swoją matkę.
-Nie ma się czego wstydzić.-powiedziałem cicho i wyraźnie.
-Dobra,skończmy już ten temat.-powiedział.
-A co zawstydziłeś się?-szturchnąłem go ramieniem ze śmiechem.
-Odwal się.-powiedział skrępowany patrząc w ziemie.
Szliśmy już dobre 10 minut i dochodziliśmy już do centrum miasta. Zauważyłem ławkę i usiadłem na nią.
-To gdzie pierwsze idziemy?-zapytał uśmiechając się.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie.-zacząłem podejrzliwie chociaż nie miałem nic konkretnego na myśli.
----------------------------------------------------------------------------------
Jeśli czytasz to proszę,daj komentarz. Z góry dzięki :)
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział 7
Obudziło mnie przeładowywanie broni,co nie było tu żadną nowością. Przetarłem oczy i sprawdziłem godzinę na telefonie. Była 06:00 rano. Odłożyłem go i zamknąłem oczy. Miałem nadzieję,że dalej zasnę,lecz coś nie dawało mi spokoju. Miałem wrażenie,że zapomniałem o czymś ważnym.
Wstałem i poszedłem do kuchni żeby sprawdzić co się dzieje.
-Coś się stało?-zapytała mnie nerwowo Weronika szykując jak co ranek śniadanie.
-To chyba ja powinienem o to spytać.-stanąłem na środku salonu przyglądając się chłopakom pakującym sprzęt do toreb.
-Usiądź Dominik.-powiedział Marek siadając na fotel.
Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Nie miałem pojęcia,o co mogło chodzić. Powoli podszedłem do kanapy i ostrożnie usiadłem.
-Co zrobiłem?-zapytałem z przerażeniem.
-Nic nie zrobiłeś,tylko chcielibyśmy z Weroniką o czymś z tobą porozmawiać.-splótł ręce i zwiesił je pomiędzy kolana.
Weronika usiadła poręczy fotela. Zmarszczyłem brwi i zacząłem nerwowo rozglądać się po pokoju. Niepewnie przełknąłem ślinę.
-A więc słuchaj.-zaczął Marek.-Po części to my pełnimy role twoich rodziców,i chcemy,abyś wyrósł na ludzi.
Zmarszczyłem brwi i lekko pokiwałem głową.
-I to jest taki temat dość wstydliwy,ale to my musimy z tobą o tym porozmawiać.-mówił z powagą.
Nagle zaświtało mi w głowie i domyśliłem się do czego zmierza.
-O boże.-zaśmiałem się i schowałem twarz w dłoniach.-Nie musicie o tym ze mną rozmawiać.Nie jestem już dzieckiem-pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale no wiesz no...-powiedziała Weronika wymachując rękami.
-Ogarniam stosunki damsko-męskie. Serio. Nie musicie mi tego tłumaczyć.-zakryłem oczy ręką śmiejąc się.
-Uff.-odsapnął Marek.-To dobrze.
-Ale skąd wiesz?-zapytała Weronika.
Ugryzłem paznokcia od kciuka.
Najchętniej bym powiedział im ,,rucham się na każdej imprezie,więc raczej wiem co to ostry seks z napaloną blondynką''.
-Z własnego doświadczenia.-odpowiedziałem niepewnie patrząc na podłogę.
-Co?-zapytała ze zdziwieniem..
-Nic.-zaśmiałem się.
Przez chwile patrzyłem na nich zakrywając palcami usta.
-Zdziwieni?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Robiłeś to już?!-zapytała wściekła Weronika.
-I co z tego?-uniosłem ręce mówiąc bez skrępowania.-To jest moja prywatna sprawa.
Wstałem wściekły i poszedłem po schodach do pokoju.
Jak oni mogą wypytywać o takie rzeczy. Nie jestem dzieckiem. Nie muszę o wszystkim im opowiadać.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod poduszki telefon. Kamil nie dał znaku życia,choć może dlatego,że jest 06:30. Nie mogłem już wytrzymać. Chciałem jak najszybciej się z nim zobaczyć.Podszedłem do drzwi balkonu,otwarłem je i wyszedłem.Balkon nie był wysoko,ponieważ z dołu na piętro było jakieś 5 schodków. Stanąłem opierając się o drewnianą poręcz i wpatrując się w samochody przejeżdżające koło mojego ''domu''. Na dworze było zimno i pochmurnie,lecz było widać niewielkie przebłyski słońca.
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moją orientacją.Od jakiegoś czasu zaczynam się ''podniecać'' chłopakami. Kolejnym argumentem jest to,że poczułem coś do Kamila. Jak moja ekipa twierdzi,zakochałem się. Chociaż znam go tylko 1 dzień. No cóż,musiało wystarczyć. Chciałem o tym z kimś pogadać,ale nie mogłem. Bałem się ich reakcji.
Zaczął padać deszcz,więc wszedłem do środka zamykając za sobą szczelnie drzwi.
Zrobiło mi się zimno w tej piżamie,więc podszedłem do szafy i wyjąłem z niej białą bluzę i czarne spodnie. Zdjąłem piżamę i założyłem wyjęte przed chwilą ubrania. Otworzyłem inną szafkę i wyciągnąłem z niej białe buty z czerwonymi paskami po bokach,a następnie ubrałem je. Zrobiłem się głodny,ale nie miałem ochoty z innymi przebywać. Chciałem być teraz sam,pogrążony w myślach. Ale niestety,musiałem zejść na dół. Schowałem więc telefon do kieszeni. Miałem nadzieję,że Kamil zaraz zadzwoni. Zamknąłem drzwi i zszedłem do cichu na dół. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem Huberta jedzącego kanapkę i czytającego gazetę. Podszedłem do blatu i wziąłem kanapkę z serem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść. Hubert prawie kończył. Skorzystałem z okazji aby mu coś uświadomić.
-Słuchaj.-odłożyłem kanapkę i spojrzałem na niego.-Czy ty na prawdę myślisz że jestem aż takim idiotą i nie wiem podczas seksu zakłada się prezerwatywę?-powiedziałem szybko patrząc mu prosto w oczy.
-Co?!-zadławił się z kęsem chleba.
-Słyszałem co wczoraj mówiliście.-lekko się uśmiechnąłem.-Nie jestem aż takim debilem jak ci się zdaje.
Zrobił do mnie duże oczy,po czym wstał zszokowany i wyszedł z kuchni.
-Ale dlaczego ja mam to zrobić? Potem będę miał większe kłopoty.Policja i tak mnie obserwuje.-usłyszałem głos wchodzącego Łukasza.
-Ale my nie mamy czasu.-odpowiedział wchodzący za nim Marek.
-To niech Dominik się tym zajmie.-odpowiedział Łukasz po czym zaczął szukać czegoś w szafce nad kuchenką.
-Ale o co chodzi?-zapytałem marszcząc brwi i biorąc ostatni kawałek do ust.
-A w sumie,czemu nie.-opowiedział Marek patrząc na mnie po czym usiadł na krześle obok.
-Sprzątniesz jednego gościa?-zapytał niepewnie.
-Spoko.-wytarłem ręce w spodnie.-Kogo?
-Ten gościu widział jak pakowaliśmy towar z Rosji.-powiedział Marek układając usta w cienką linię.
-Jak się nazywa i gdzie go znajdę?-zacząłem pytać o istotne informacje.
-Yuan Lee czy jakoś tak. Łatwo go poznasz bo to chińczol. Znajdziesz go w tym warsztacie...a z resztą,Łukasz cię zawiezie.-wytłumaczył.
-Ale wieczorem,tak?-zapytałem. Nie chciałem dziś w ciągu dnia nic załatwiać,bo chciałem spotkać się z Kamilem.
-A szybciej nie możesz?-zapytał zmęczonym głosem.
Położyłem przedramiona na stół.
-Nie.-odpowiedziałem stanowczo.
-Dobra to...o 8?-zapytał.
-Ok.-odpowiedziałem wstając od stołu.
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Natychmiast wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni.Był to nieznany numer. Niepewnie przesunąłem palcem po ekranie aby odebrać.
-Halo?-zapytałem siadając z powrotem na krzesło.
-Hej.-usłyszałem znajomy głos.To był Kamil. Gdy to usłyszałem na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-O to ty.-zaśmiałem się.-Fajnie że dzwonisz.
-Nom. Ciebie też miło słyszeć.-gdy to usłyszałem zrobiło mi się lżej na duszy. Czułem się szczęśliwy,rozmawiając z nim.
-Ej dziś nie będzie lekcji.-powiedział
-Dlaczego?-oparłem łokieć o stół i przyłożyłem nadgarstek do ust.
-Jakaś awaria prądu czy coś.-powiedział.
-A skąd wiesz?-zapytałem niepewnie.
-Dzwonili do mojej mamy.-odpowiedział.
-A to dziś luz.-powiedziałem
Spojrzałem na Marka który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Zmarszczyłem brwi i wstałem podchodząc do kanapy.
-Em,a może pójdziemy gdzieś dzisiaj? Bo i tak jestem sam w domu.-zapytał.
Ucieszyłem się słysząc to.
-Wyprzedziłeś moje pytanie.-zaśmiałem się.
Łukasz i Marek spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
-Przypadek? Nie sądzę.-zaśmiał się.-No pochodzimy sobie po mieście,wstąpimy na basen,do kina i takie tam.
-Ok.Będę o 9.-odpowiedziałem.
-To czekam. Pa.-pożegnał się.
-Cześć.-odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Szybko zapisał jego numer. Cieszyłem się,że wreszcie się z nim zobaczę.
-Myśleliśmy że rozmawiałeś z dziewczyną.-powiedział Łukasz.
-Dlaczego?-zapytałem chowając telefon.
-Ta radość na twojej twarzy-powiedział ze zdziwieniem.
Nie wiedziałem co im odpowiedzieć.
-Po prostu go lubię. I tyle.-odpowiedziałem drapiąc się w skroń.
Weronika weszła do pokoju i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A ty dlaczego nie wychodzisz do szkoły?-zapytała.
-Awaria prądu i nie ma lekcji.-odpowiedziałem siadając na kanapę.
-Czyli będziesz tu dzisiaj?-zapytała cisząc się.
-Nie. Wychodzę.-odpowiedziałem.
-Znowu gdzieś idziesz?-zapytała rozkładając ręce.
-Nie ważne.-odpowiedziałem i poszedłem do mojego pokoju.
Gdy wszedłem do pokoju,podszedłem szafy i wyciągnąłem z niej czerwone kąpielówki,przypominające bokserki. Zdjąłem ubrania i założyłem je,po czym znowu ubrałem ubrania. Spod łóżka wyjąłem małą torbę. Poszedłem do łazienki która znajdował się obok mojego pokoju. Na piętrze znajdowały się 3 pomieszczenia :mój pokój,łazienka i zbrojownia.
Wszedłem do łazienki i wyjąłem z szafki pod zlewem ręcznik,a następnie spakowałem go do torby. Postanowiłem nie brać dziś broni. Uznałem że dziś nie będzie potrzebna.
Szedłem na dół i podszedłem do drzwi. Chwyciłem za klamkę i chciałem ją nacisnąć,gdy zatrzymała mnie Weronika.
-Co masz w torbie?-zapytała podejrzliwie łapiąc mnie za nadgarstek
-Wódkę,marihuanę i prezerwatywy.-powiedziałem do niej jak do idiotki.
Spojrzała na mnie na mnie ze zdziwieniem.
-Żartowałem.-odpiąłem torbę pokazując jej zawartość.-Ręcznik.
-To dobrze.-odpowiedziała mrużąc oczy i puszczając mój nadgarstek.
Zaśmiałem się,wywróciłem oczami i wyszedłem.
Szedłem ulicą z nadzieją,że się nie spóźnię. Skręciłem w drogę leśną. Po kilku minutach,zauważyłem dom Kamila.Przyśpieszyłem i podszedłem do furtki. Rozejrzałem się wokół i przeszedłem na drugą stronę podchodząc do drzwi.
------------------------------------------------------------------
Od tego rozdziału będę zmieniać perspektywę spostrzegania sytuacji.
Wstałem i poszedłem do kuchni żeby sprawdzić co się dzieje.
-Coś się stało?-zapytała mnie nerwowo Weronika szykując jak co ranek śniadanie.
-To chyba ja powinienem o to spytać.-stanąłem na środku salonu przyglądając się chłopakom pakującym sprzęt do toreb.
-Usiądź Dominik.-powiedział Marek siadając na fotel.
Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Nie miałem pojęcia,o co mogło chodzić. Powoli podszedłem do kanapy i ostrożnie usiadłem.
-Co zrobiłem?-zapytałem z przerażeniem.
-Nic nie zrobiłeś,tylko chcielibyśmy z Weroniką o czymś z tobą porozmawiać.-splótł ręce i zwiesił je pomiędzy kolana.
Weronika usiadła poręczy fotela. Zmarszczyłem brwi i zacząłem nerwowo rozglądać się po pokoju. Niepewnie przełknąłem ślinę.
-A więc słuchaj.-zaczął Marek.-Po części to my pełnimy role twoich rodziców,i chcemy,abyś wyrósł na ludzi.
Zmarszczyłem brwi i lekko pokiwałem głową.
-I to jest taki temat dość wstydliwy,ale to my musimy z tobą o tym porozmawiać.-mówił z powagą.
Nagle zaświtało mi w głowie i domyśliłem się do czego zmierza.
-O boże.-zaśmiałem się i schowałem twarz w dłoniach.-Nie musicie o tym ze mną rozmawiać.Nie jestem już dzieckiem-pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale no wiesz no...-powiedziała Weronika wymachując rękami.
-Ogarniam stosunki damsko-męskie. Serio. Nie musicie mi tego tłumaczyć.-zakryłem oczy ręką śmiejąc się.
-Uff.-odsapnął Marek.-To dobrze.
-Ale skąd wiesz?-zapytała Weronika.
Ugryzłem paznokcia od kciuka.
Najchętniej bym powiedział im ,,rucham się na każdej imprezie,więc raczej wiem co to ostry seks z napaloną blondynką''.
-Z własnego doświadczenia.-odpowiedziałem niepewnie patrząc na podłogę.
-Co?-zapytała ze zdziwieniem..
-Nic.-zaśmiałem się.
Przez chwile patrzyłem na nich zakrywając palcami usta.
-Zdziwieni?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Robiłeś to już?!-zapytała wściekła Weronika.
-I co z tego?-uniosłem ręce mówiąc bez skrępowania.-To jest moja prywatna sprawa.
Wstałem wściekły i poszedłem po schodach do pokoju.
Jak oni mogą wypytywać o takie rzeczy. Nie jestem dzieckiem. Nie muszę o wszystkim im opowiadać.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod poduszki telefon. Kamil nie dał znaku życia,choć może dlatego,że jest 06:30. Nie mogłem już wytrzymać. Chciałem jak najszybciej się z nim zobaczyć.Podszedłem do drzwi balkonu,otwarłem je i wyszedłem.Balkon nie był wysoko,ponieważ z dołu na piętro było jakieś 5 schodków. Stanąłem opierając się o drewnianą poręcz i wpatrując się w samochody przejeżdżające koło mojego ''domu''. Na dworze było zimno i pochmurnie,lecz było widać niewielkie przebłyski słońca.
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moją orientacją.Od jakiegoś czasu zaczynam się ''podniecać'' chłopakami. Kolejnym argumentem jest to,że poczułem coś do Kamila. Jak moja ekipa twierdzi,zakochałem się. Chociaż znam go tylko 1 dzień. No cóż,musiało wystarczyć. Chciałem o tym z kimś pogadać,ale nie mogłem. Bałem się ich reakcji.
Zaczął padać deszcz,więc wszedłem do środka zamykając za sobą szczelnie drzwi.
Zrobiło mi się zimno w tej piżamie,więc podszedłem do szafy i wyjąłem z niej białą bluzę i czarne spodnie. Zdjąłem piżamę i założyłem wyjęte przed chwilą ubrania. Otworzyłem inną szafkę i wyciągnąłem z niej białe buty z czerwonymi paskami po bokach,a następnie ubrałem je. Zrobiłem się głodny,ale nie miałem ochoty z innymi przebywać. Chciałem być teraz sam,pogrążony w myślach. Ale niestety,musiałem zejść na dół. Schowałem więc telefon do kieszeni. Miałem nadzieję,że Kamil zaraz zadzwoni. Zamknąłem drzwi i zszedłem do cichu na dół. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem Huberta jedzącego kanapkę i czytającego gazetę. Podszedłem do blatu i wziąłem kanapkę z serem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść. Hubert prawie kończył. Skorzystałem z okazji aby mu coś uświadomić.
-Słuchaj.-odłożyłem kanapkę i spojrzałem na niego.-Czy ty na prawdę myślisz że jestem aż takim idiotą i nie wiem podczas seksu zakłada się prezerwatywę?-powiedziałem szybko patrząc mu prosto w oczy.
-Co?!-zadławił się z kęsem chleba.
-Słyszałem co wczoraj mówiliście.-lekko się uśmiechnąłem.-Nie jestem aż takim debilem jak ci się zdaje.
Zrobił do mnie duże oczy,po czym wstał zszokowany i wyszedł z kuchni.
-Ale dlaczego ja mam to zrobić? Potem będę miał większe kłopoty.Policja i tak mnie obserwuje.-usłyszałem głos wchodzącego Łukasza.
-Ale my nie mamy czasu.-odpowiedział wchodzący za nim Marek.
-To niech Dominik się tym zajmie.-odpowiedział Łukasz po czym zaczął szukać czegoś w szafce nad kuchenką.
-Ale o co chodzi?-zapytałem marszcząc brwi i biorąc ostatni kawałek do ust.
-A w sumie,czemu nie.-opowiedział Marek patrząc na mnie po czym usiadł na krześle obok.
-Sprzątniesz jednego gościa?-zapytał niepewnie.
-Spoko.-wytarłem ręce w spodnie.-Kogo?
-Ten gościu widział jak pakowaliśmy towar z Rosji.-powiedział Marek układając usta w cienką linię.
-Jak się nazywa i gdzie go znajdę?-zacząłem pytać o istotne informacje.
-Yuan Lee czy jakoś tak. Łatwo go poznasz bo to chińczol. Znajdziesz go w tym warsztacie...a z resztą,Łukasz cię zawiezie.-wytłumaczył.
-Ale wieczorem,tak?-zapytałem. Nie chciałem dziś w ciągu dnia nic załatwiać,bo chciałem spotkać się z Kamilem.
-A szybciej nie możesz?-zapytał zmęczonym głosem.
Położyłem przedramiona na stół.
-Nie.-odpowiedziałem stanowczo.
-Dobra to...o 8?-zapytał.
-Ok.-odpowiedziałem wstając od stołu.
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Natychmiast wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni.Był to nieznany numer. Niepewnie przesunąłem palcem po ekranie aby odebrać.
-Halo?-zapytałem siadając z powrotem na krzesło.
-Hej.-usłyszałem znajomy głos.To był Kamil. Gdy to usłyszałem na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-O to ty.-zaśmiałem się.-Fajnie że dzwonisz.
-Nom. Ciebie też miło słyszeć.-gdy to usłyszałem zrobiło mi się lżej na duszy. Czułem się szczęśliwy,rozmawiając z nim.
-Ej dziś nie będzie lekcji.-powiedział
-Dlaczego?-oparłem łokieć o stół i przyłożyłem nadgarstek do ust.
-Jakaś awaria prądu czy coś.-powiedział.
-A skąd wiesz?-zapytałem niepewnie.
-Dzwonili do mojej mamy.-odpowiedział.
-A to dziś luz.-powiedziałem
Spojrzałem na Marka który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Zmarszczyłem brwi i wstałem podchodząc do kanapy.
-Em,a może pójdziemy gdzieś dzisiaj? Bo i tak jestem sam w domu.-zapytał.
Ucieszyłem się słysząc to.
-Wyprzedziłeś moje pytanie.-zaśmiałem się.
Łukasz i Marek spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
-Przypadek? Nie sądzę.-zaśmiał się.-No pochodzimy sobie po mieście,wstąpimy na basen,do kina i takie tam.
-Ok.Będę o 9.-odpowiedziałem.
-To czekam. Pa.-pożegnał się.
-Cześć.-odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Szybko zapisał jego numer. Cieszyłem się,że wreszcie się z nim zobaczę.
-Myśleliśmy że rozmawiałeś z dziewczyną.-powiedział Łukasz.
-Dlaczego?-zapytałem chowając telefon.
-Ta radość na twojej twarzy-powiedział ze zdziwieniem.
Nie wiedziałem co im odpowiedzieć.
-Po prostu go lubię. I tyle.-odpowiedziałem drapiąc się w skroń.
Weronika weszła do pokoju i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A ty dlaczego nie wychodzisz do szkoły?-zapytała.
-Awaria prądu i nie ma lekcji.-odpowiedziałem siadając na kanapę.
-Czyli będziesz tu dzisiaj?-zapytała cisząc się.
-Nie. Wychodzę.-odpowiedziałem.
-Znowu gdzieś idziesz?-zapytała rozkładając ręce.
-Nie ważne.-odpowiedziałem i poszedłem do mojego pokoju.
Gdy wszedłem do pokoju,podszedłem szafy i wyciągnąłem z niej czerwone kąpielówki,przypominające bokserki. Zdjąłem ubrania i założyłem je,po czym znowu ubrałem ubrania. Spod łóżka wyjąłem małą torbę. Poszedłem do łazienki która znajdował się obok mojego pokoju. Na piętrze znajdowały się 3 pomieszczenia :mój pokój,łazienka i zbrojownia.
Wszedłem do łazienki i wyjąłem z szafki pod zlewem ręcznik,a następnie spakowałem go do torby. Postanowiłem nie brać dziś broni. Uznałem że dziś nie będzie potrzebna.
Szedłem na dół i podszedłem do drzwi. Chwyciłem za klamkę i chciałem ją nacisnąć,gdy zatrzymała mnie Weronika.
-Co masz w torbie?-zapytała podejrzliwie łapiąc mnie za nadgarstek
-Wódkę,marihuanę i prezerwatywy.-powiedziałem do niej jak do idiotki.
Spojrzała na mnie na mnie ze zdziwieniem.
-Żartowałem.-odpiąłem torbę pokazując jej zawartość.-Ręcznik.
-To dobrze.-odpowiedziała mrużąc oczy i puszczając mój nadgarstek.
Zaśmiałem się,wywróciłem oczami i wyszedłem.
Szedłem ulicą z nadzieją,że się nie spóźnię. Skręciłem w drogę leśną. Po kilku minutach,zauważyłem dom Kamila.Przyśpieszyłem i podszedłem do furtki. Rozejrzałem się wokół i przeszedłem na drugą stronę podchodząc do drzwi.
------------------------------------------------------------------
Od tego rozdziału będę zmieniać perspektywę spostrzegania sytuacji.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)