wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 11

 Przetarłem ręką usta i położyłem się na kanapie.
,,Zrobiłem to. Pocałowałem go.'' Te słowa cały czas chodziły m pogłowie. Czułem motylki w brzuchu. Ten pocałunek był prawdziwy,nie jakiś z przymusu. Podobało mi się to i wiedziałem,że mu też. Gdy chciał wsunąć język jakoś tak mnie odrzuciło. Wiedziałem że jutro będę musiał o tym z nim pogadać. Nie wiedziałem co mam  mu powiedzieć: czy kontynuować to czy wrócić do przyjaźni.
Dominik pov.
Co to miało być?! To ON mnie pierwszy pocałował. Nie ja go,tylko ON. Czyli on też to czuje? On też mnie kocha? Jeśli tak,to właśnie zaczął się najpiękniejszy rozdział mojego życia. Nie ukrywam że podobał mi się ten pocałunek i mam nadzieję,że mu też.
Postanowiłem wrócić do ośrodka.Dawno mnie tam nie było. Lubiłem te dzieciaki z tamtąd. Czasami się z nimi bawiłem,bo wiem jak to jest nie mieć rodziców. Traktowały mnie jak brata,a ja je jak swoje rodzeństwo.
Wszedłem do ośrodka. Było ok. 10 więc wszystkie młodsze dzieci już spały. Wszedłem po cichu na schodach na 3 piętro. Wszedłem do swojego pokoju. Postanowiłem być teraz miły dla Czarka.
-Hej.-powiedziałem uśmiechając się.
-No hej. Gdzie byłeś?-zapytał stukając coś na laptopie.
Chciałem mu odpowiedzieć ''to nie twoje sprawa'' ale przypomniałem sobie że mam być miły
-U tego gościa co tu był.-powiedziałem przebierając się w pidżamę.
-A...do tego.-spojrzał na mnie gdy przebierałem bluzkę.-Co ci się stało w ramie?
-No ja...przetarłem ręką o drut.-powiedziałem z nadzieją że uwierzy.
-ok.-odpowiedział i wrócił do robienia czegoś na laptopie.
Odetchnąłem z ulgą.
Po przebraniu się poszedłem do łazienki obok. Wziąłem szybki prysznic i wróciłem do pokoju.
-Hej pożyczysz laptop?-zapytałem robiąc psie oczka.
-No nie wiem.-powiedział zamykając go z uśmiechem.
-No proszę. Na pół godziny?-uniosłem brwi.
-No ok.-powiedział i podał mi go.
-Dzięki.-powiedziałem z uśmiechem i wziąłem laptop,a on gdzieś wyszedł.
Usiadłem na swoim łóżku w siadzie skrzyżnym i zalogowałem się na Facebooku. Zauważyłem że mam 10 zaproszeń do znajomych. Spojrzałem na zdjęcia tych osób. To byli ludzie z mojej nowej klasy. Kiedy potwierdziłem wszystkie zaproszenia postanowiłem zobaczyć profil Kamila.
Na zdjęciu profilowym miał zdjęcie gdy się uśmiecha z kamerki w komputerze. Dałem ,,like'' pod zdjęciem i pojechałem dalej. Znalazłem informacje z przed 3 miesięcy:
Kamil Mazur zmienił swój status na ,,wolny''.
Komentarze:
,,Emilia co znowu przeskrobałaś że zerwał z tobą XD ?''
,,Czyli Emilia znowu wolna *0* ''
,,Można było się tego spodziewać że długo razem nie będziecie. Kamil , to nie jest dziewczyna dla ciebie.''
Wszedłem na profil tej ''Emili''. Była to ładna brunetka z brązowym oczami. Jej zdjęcia były,jakby to nazwać...wyzywające. Zjechałem niżej w jej profilu. Co kawałek pisało ,,zmieniła status na wolny'' a kawałek dalej ,,zmieniła status na zajęty''. Czyli widocznie  była jedną z tych,która zmieniała facetów jak rękawiczki. Kamil nie zasługiwał na nią. Mieli rację: ,,to nie jest dziewczyna dla ciebie''. Po tym co przeczytałem Kamil nie zmieniał często dziewczyn. Przed Emilią była jakaś Paulina. Ja w swoim życiu miałem 3 dziewczyny,ale to jak miałem jakieś 13-15 lat. Z wszystkimi musiałem zerwać bo nie chciałem żeby ktoś kto nie powinien wiedział o ''nas''. Z tą ostatnią było trudno mi się rozstać. Kochałem ją. Gdy się rozstaliśmy zdawało mi się że już nigdy nigdy nikogo innego nie pokocham,ale no cóż...pojawił się Kamil.
Czarek wszedł do pokoju,usiadł na łóżko i zaczął pisać coś na telefonie.
-Czym jesteś tak pochłonięty?-zapytał z uśmiechem.
-Sprawdzam facebooka.-odpowiedziałem nie odrywając wzroku od monitora.
Kamil był online. Chciałem obgadać to,co się stało. Wiedziałem że lepiej jest napisać niż rozmawiać w 4 oczy. Wszedłem w czat,napisałem ,,hej'',chciałem nacisnąłem enter,ale coś mnie zatrzymało. Nie mogłem tego zrobić. Wylogowałem się  i oddałem laptop Czarkowi.
-Dlaczego nie napisałeś?-zapytał ze smutkiem. Najwyraźniej wiedział że piszę do osoby na której mi zależy.
Położyłem się na łóżko.
-Ja...nie wiem.-odpowiedziałem ciężko.
-Napisz. Do chłopaka należy żeby zrobić pierwszy krok.-odpowiedział patrząc na mnie z przejęciem.
-Ale to jest inna sprawa.-powiedziałem i przykryłem się kołdrą.-Ale dzięki że chcesz pomóc.
-Jak wolisz....i nie ma za co.-uśmiechnął się.
Było ok. 12 więc odwróciłem się w drugą stronę i próbowałem zasnąć.
                  *3 godziny później*
Chociaż  nie wiem jak bardzo chciałem,nie mogłem zasnąć. Strasznie się wierciłem. Cały czas myślałem o Kamilu.  Chciałem  z nim pogadać,ale bałem się napisać. Chwyciłem telefon,wydusiłem numer Kamila i właśnie chciałem nacisnąć ''połącz'',gdy ten sam numer zadzwonił do mnie.
-Halo?-odebrałem niepewnie.
-No hej. Nie śpisz?-zaśmiał się.
-No nie.Właśnie miałem zadzwonić do ciebie.-powiedziałem po cichu żeby nie obudzić Czarka.
-Słuchaj...to co się stało-powiedział po woli.
Wziąłem głęboki oddech. Bałem się tego co zaraz powie.
-Poniosło mnie. Przepraszam.-powiedział biorąc głęboki wdech.
Czyli on to zrobił przypadkowo?
 -Em...no...ok.Nic się nie stało-próbowałem opanować emocje.
-Na prawdę przepraszam. Zapomnimy o tym?-zasugerował. Było słychać po jego głosie że ciężko mu się wypowiada te słowa.
Chciało mi się płakać.Tak się cieszyłem,a teraz? Jeśli on ma zamiar odstawiać więcej takich numerów to wolę go nie znać. Najpierw robi mi nadzieję,a teraz to. Chciałem powiedzieć ,,zapomnijmy o sobie'',ale nie mogłem tego zrobić. Za bardzo go kochałem.
-Ok.-wydukałem prawie płacząc.
-Czyli nadal jesteśmy tylko przyjaciółmi?-zapytał po woli.
Zakryłem ręką usta żeby nie słyszał mojego płaczu. Nie mogłem nic powiedzieć bo usłyszałby.
-Dominik? Jesteś?-wypytywał.
-Tak,TYLKO przyjaciółmi.-zaakcentowałem ''tylko'' i podciągnąłem nosem.
-Ok,to do jutra.-odpowiedział i rozłączył się.
Zacisnąłem mocno telefon w jednej ręce,a drugą zaciskałem na ustach. Mocno zaciskałem oczy z których wydobywały się łzy. Nie mogłem się opanować.On miał mnie po prostu w dupie. Nie obchodziły go moje uczucia. W ogóle go nie obchodziłem. Więc taka jest jego taktyka? Zrobić nadzieję,spotykać się a potem złamać serce? Chciałem go zostawić ale nie mogłem. Po prostu nie mogłem.
Kamil pov.
Musiałem to zrobić. Kochałem go,ale nie chciałem się z nim wiązać. Słyszałem jak płacze przez telefon. To sprawiło że czułem się teraz okropnie. Sprawiłem że osoba którą kocham płacze przeze mnie. To było jak cios w serce. Dominik jest osobą która potrzebuje wsparcia,a ja mu łamię serce. Miałem nadzieję że albo zapomni o tym,albo zapomni o mnie. Ale chociaż nie wiem jak bardzo mnie po tym znienawidził,ja zawsze będę go kochać. Jest na prawdę wspaniałym człowiekiem.


------------------------------------------------------------
I co myślicie?

5 komentarzy i dodaję kolejny.

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 10

Dominik pov.
Powiedziałem mu za dużo. ,,jesteś najważniejszą osobą w moim życiu''? Co mi odbiło żeby coś takiego mu mówić.Chociaż było to prawdą,po czymś takim może pomyśleć że się narzucam czy coś.Bałem się że domyśli się wszystkiego. Bo morze on nie odwzajemnia tego i mnie wyśmieje albo się speszy i nie będzie chciał mnie już więcej widzieć? Chociaż wtedy odpowiedział mi że jestem pierwszą osobą która mu coś takiego powiedziała.Może to coś znaczyło? Może on też to czuje? Byłem tylko pewny jednego: uważa mnie za przyjaciela. Są postępy. Lecz nie daje mi spokoju to,że gdy byliśmy wtedy pomiędzy murami zbliżył się do mnie i chyba chciał mnie pocałować. Dlaczego wtedy wyszedłem? Kolej dowód na to,że jestem idiotą.

Po tych przemyśleniach poczułem że moje oczy poczerwieniały a z jednego oka próbowała wydostać się łza. Powoli wchodząc do ''domu'' przetarłem ręką oczy. Gdy zamykałem drzwi napadł mnie Marek.
-No wreszcie jesteś! Myśleliśmy już że nie...-zmarszczył brwi schylając się bokiem na wysokość mojej głowy.-coś się stało?
-Nie.-powiedziałem z niechęcią i wymiąłem go wchodząc w głąb pomieszczenia.
-Widzę że coś poważnego.-powiedziała Weronika jak zwykle robiąc coś w kuchni.
-Usiądź.-powiedział Hubert siedząc na kanapie i czytając gazetę.-Opowiedz o co chodzi. Nastolatki mają ciekawe problemy.-zaśmiał się.
-Pierdol się.-wymamrotałem i zmarszczyłem brwi.
-Chcesz zostać?-powiedział troskliwie Marek patrząc na mnie.
-A mogę zostać?-zapytałem zmęczonym głosem. Lecz wiedziałem,że nikt inny nie morze iść.
-Nie.-powiedział Hubert nie odrywając wzroku od gazety.
Spojrzałem na Marka a on rozłożył ręce.
-Tak myślałem.Idę się przygotować.-wzdychnąłem i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Ubrałem długie czarne spodnie i obcisłą,czarną bluzkę z długim rękawem.Poszedłem do pokoju obok,czyli zbrojowni i włożyłem do specjalnych kieszonek w pasku nóż,mały pistolet i buteleczkę z gazem pieprzowym.
Zszedłem na dół i poprawiłem grzywkę.
-Łukasz już czeka w samochodzie.-powiedział Marek podając mi naboje.
-Normalny chłopak o tej godzinie wychodzi ze znajomymi a ja takie coś-zaśmiałem się wyciągając pistolet.
-To wychodź z przyjaciółmi w inne dni?-zasugerował Hubert.
-Nie mam przyjaciół.-powiedziałem wciskając szybkim ruchem magazynek do pistoletu nie odrywając wzroku od wykonywanej przeze mnie czynności.-Nie mogę ich mieć.-schowałem pistolet na swoje miejsce i wyszedłem.
Poszedłem do garażu i wsiadłem na tylne siedzenie czarnego samochodu w którym czekał Łukasz. Gdy zamknąłem drzwi samochód od razu ruszył.
Jechaliśmy w ciszy. Po ok. 10 minutach jazdy wjechaliśmy w ciemną część miasta.
-A tobie co jest?-zapytał podjeżdżając pod szary budynek bez okien.-Znowu ta dziewczyna?
-Jaka dziewczyna?-zapytałem,lecz po chwili tego żałowałem.
-No ta co wiesz. Ty się w niej...no wiesz.-nie wiem dlaczego ale nie chciał dokończyć tego zdania.
Oni nie wiedzieli że nie było żadnej dziewczyny. Nikt oprócz mnie nie wiedział że jestem homo...albo bi...sam już nie wiem.
-Nie to w ogóle nie o to chodzi...nie...nie.-wydukałem. Nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć.
-To co się stało?-odwrócił się do mnie.
Opuściłem głowę i spojrzałem na swoje ręce.
-Nie mogę ci powiedzieć-powiedziałem powoli.
-Dlaczego?-zapytał
-Nie wiem. Chyba dlatego że boje się waszej reakcji.-po tych słowach wyszedłem z samochodu.
Nie powinienem tu przychodzić w takim stanie: ciągle myślałem o Kamilu i zastanawiałem się,co on myśli o tej całej sytuacji z nami.
Usłyszałem jak samochód odjeżdża. Rozejrzałem się. Wokół było ciemno. Czasem przeszło kilka ludzi ale po za tym nie było nikogo. Wyjrzałem zza rogu. Ujrzałem ciężarówkę z której kilka ludzi wypakowywało jakieś worki. Podsłuchałem ich rozmowy:
-A Yuan siedzi na zapleczu zamiast nam pomagać. Leniwa świnia.-powiedział jeden z nich.
-Podobno pisze list do policji bo widział jakiś gangsterów w akcji czy coś.-powiedział inny.-nie chce iść osobiście bo boi się że tamci się dowiedzą.
To był strzał w dziesiątkę. Dzięki nim dowiedziałem się wszystkiego.
Nagle zauważyłem schowaną na balkonie za drugim budynkiem dziewczynę w różowych włosach. To była Sonia. Ona także mnie zauważyła,po czym uśmiechnęła się do mnie i pomachała mi. Zdziwiony wyszeptałem ,,co tu robisz?'' a ona jak ninja przeskoczyła bezdźwięcznie z jednego balkonu na drugi a potem zeszła po schodkach na dół i otworzyła drzwi koło mnie,po czym wepchała mnie do małego kantorka. Weszła za mną i zamknęła drzwi.
-Co ty tu robisz?!-powiedziałem oburzony.
-To samo co ty: mam robotę.-zaśmiała się.
Sonia była z innego gangu. Nie lubiłem jej ponieważ za każdym razem,gdy się spotykaliśmy,proponowała mi seks. Była lekkoduchem i śmiała się ze wszystkiego,ale była też wredną i podstępną suką która bezwzględnie i okrutnie zabijała niewinnych.
-Kogo masz?-zapytałem.
-Jakiś tam gościu. Nie ważne. A ty?-wymruczała z uśmiechem.
-Taki gościu z chin.-powiedziałem patrząc na nią z niechęcią.
-Widziałam go tam z tyłu.-powiedziała kiwając głową w stronę drzwi.
-Em...dzięki.-powiedziałem i już chciałem wyjść gdy ona mnie zatrzymała.
-A morze skorzystamy z okazji że jesteśmy sami?-zaśmiała się patrząc na mój brzuch a potem na twarz.
-Nie.-powiedziałem i wyszedłem. Obszedłem budynek dookoła ujrzałem człowieka piszącego coś na kartce. Okno było otwarte więc wszedłem po cichu i przyłożyłem mu pistolet do tyłu głowy po czym go odbezpieczyłem.Siedział cały zesztywniały.
-Yuan Lee?-wyszeptałem  mu do ucha.
-Nie.-wydukał.
-To źle,wiesz? Bo szukam go,a wszystko wychodzi na to,że ty.-powiedziałem po woli. Chciałem aby się bał.
-Ale to nie ja.-ręce mu się trzęsły.
-To.Gdzie.On.Jest?-przesylabowałem  mu to dokładnie.
-Ja...nie...nie wiem.-powiedział ze strachem.
Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki i zgrabny mężczyzna czytający gazetę.
-Hej Lee ile jeszcze...-zauważył mnie.-co to za dzieciak?
-Uważaj do kogo mówisz.-wyprostowałem się i przesunąłem pistoletem na czubek głowy ''Lee''.
-Haha,ty się wg umiesz tym posługiwać?-zaśmiał się.
Nadusiłem spust po czym mężczyzna upadł na ziemię a wokół rozlała się plama krwi.
-Jak widać umiem.-uśmiechnąłem się.
Wyjąłem telefon i wysłałem smsa do Marka że mogą przyjechać po ciało. Gdy schowałem telefon zauważyłem że mężczyzna biegnie w moją stronę z nożem. Zrobiłem jeden unik ale za drugim przejechał mi mocno po ramieniu. Kopnąłem go po czym cofnął się trochę a ja wyjąłem swój nóż i wbiłem mu z całej siły w szyje. Upadł na ziemię. Dotknąłem swojej rany z której mocno leciała krew. Chwyciłem pistolet który wyleciał mi z rąk. Nagle wszedł mężczyzna do którego od razu strzeliłem zanim zdążył coś powiedzieć. Urwałem kawałek bluzki chińczyka i owinąłem nią ramię. Wyszedłem oknem. Dotarłem na ulicę. Krew mocno leciała. Nie mogłem czekać bo mogłem się wykrwawić. Nie daleko był dom Kamila. Postanowiłem że pójdę do niego i poproszę o pomoc.
Kamil pov.
Siedziałem na kanapie owinięty kocem i oglądałem telewizję. Moich rodziców nadal nie było,ponieważ tata ma nocną zmianę a mama jakieś spotkanie czy coś.
Nagle zadzwonił mój telefon. To był pan ''x''. Tak mi się przedstawił na 1 spotkaniu.
Odebrałem.
-Halo?-powiedziałem niepewnie.
-Siema młody. Gadaj coś o nim.-powiedział poważnym głosem.
-Ale co chcesz wiedzieć?-zapytałem. Nie chciałem mu nic mówić. Nie chciałem go w ogóle znać.
-Wszytko.-odpowiedział.
-No jego matka nie żyje i nie zna ojca-zacząłem.
-Jest z domu dziecka?-zapytał.
-Tak ale często chodzi do tych ze swojej grupy. Ma tam nawet pokój i czasami tam zostaje na noc-opowiedziałem mu.
-A gdzie szliście? Moi ludzie wiedzieli cię z nim na mieście.-powiedział.
-No do kina i do małej knajpki.-powiedziałem z niechęcią.
-Jakiej knajpki?-zapytał.
-Nie pamiętam nazwy. Taka za rokiem za kinem.-wytłumaczyłem mu.
-To się go zapytaj.-powiedział.
-Przy najbliższej okazji zapytam się go.-wziąłem głęboki oddech.
-Dobrze robisz. Twoja siostra pożyje jeszcze.-powiedział i rozłączył się.
Robiłem to dlatego ze oni mieli moją siostrę. Rodzice myśleli że jest na studiach a tym czasem jest przetrzymywana u niebezpiecznych ludzi. Nie chciałem robić tego Dominikowi ale bardzo chciałem pomóc siostrze.  Czułem do Dominika silne przywiązanie,nie lubiłem dochodzić do wniosku że kogoś kocham bo potem były tylko problemy. Ale tym razem postanowiłem spróbować. Może to trochę egoistyczne,ale obiecałem sobie że przy najbliższej okazji pocałuję go.

Usłyszałem dzwonek do drzwi. W progu widziałem Dominika opierającego się o futrynę.  Zdziwiłem się na jego widok o tej porze.
-Pomożesz mi?-zapytał zmęczonym głosem.
-Jasne,wejdź.-wpuścił mnie do środka.-Co się stało?
Zdjął bluzkę. Zobaczyłem  jego lekko umięśniony brzuch z kilkoma tatuażami.
Zrobiło mi się ciepło. Podszedł do mnie kilka kroków.
-Dominik co ty...-wziąłem głęboki oddech.
Uświadomiłem sobie kilka rzeczy: On był perfekcyjny. On był osobą którą kocham
-To się stało.-pokazał mi ramię.
-O boże! Co ty zrobiłeś?!-odskoczyłem z przerażeniem.
Widać że rana była bardzo głęboka. Lało się pełno krwi.
-Usiądź na kanapę, zaraz wrócę!-pobiegłem do łazienki po wodę utlenioną i bandaż.
Przybiegłem do niego i usiadłem w tej samej pozycji co on,czyli bokiem w siadzie skrzyżnym. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Posmarowałem mu ranę wodą utlenioną i owinąłem bandażem.
-Proszę.-uśmiechnąłem się i odłożyłem na bok wszystkie przedmioty.
-Wielkie dzięki.-uśmiechnął się.
-Nie ma za co.-odpowiedziałem.
-Teraz jest idealna okazja. Raz się żyje.-pomyślałem.
-Dominik?-zapytałem.
-Hm?-zamruczał.
-Mogę cię o coś prosić?-zapytałem niepewnie.
-Pewnie.-uśmiechnął się uroczo.
-Zamknij oczy.-odpowiedziałem.
Dominik zdziwił się,ale zamknął oczy. Przysunąłem się do niego bardzo blisko. Chwyciłem go za zdrowe ramię i przysunąłem do siebie. Przybliżyłem głowę blisko jego. Uchyliłem usta i lekko ''chuchłem'' na jego usta. Dominik wziął głęboki oddech. W pewnej chwili chciałem się wycofać,ale przełamałem się i pocałowałem go. Moje usta musnęły jego a on to odwzajemnił. Czułem jego ciepłe usta na moich. Po chwili chciał wsunąć język ale ja wycofałem się. Odsunął lekko głowę od mojej i oparł ja na moim czole. Nic nie mówiliśmy. Po chwili wstał i ubrał bluzkę. Nie spojrzałem na niego tylko cały czas patrzyłem miejsce,w którym siedział.
-Muszę iść.-powiedział poważnym głosem.
Wyszedł z salonu a ja nagle ocknąłem się i zawołałem ''Pa.'' na pożegnanie.
Usłyszałem trzask drzwi.
Dominik wyszedł.


---------------------------------------------------------------

Następny rozdział dodam jak będzie 5 komentarzy bo wydaje mi się że nikt nie czyta.