niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 7

  Obudziło mnie przeładowywanie broni,co nie było tu żadną nowością. Przetarłem oczy i sprawdziłem godzinę na telefonie. Była 06:00 rano. Odłożyłem go i zamknąłem oczy. Miałem nadzieję,że dalej zasnę,lecz coś nie dawało mi spokoju. Miałem wrażenie,że zapomniałem o czymś ważnym.
Wstałem i poszedłem do kuchni żeby sprawdzić co się dzieje.
-Coś się stało?-zapytała mnie nerwowo Weronika szykując jak co ranek śniadanie.
-To chyba ja powinienem o to spytać.-stanąłem na środku salonu przyglądając się chłopakom pakującym sprzęt do toreb.
-Usiądź Dominik.-powiedział Marek siadając na fotel.
Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Nie miałem pojęcia,o co mogło chodzić. Powoli podszedłem do kanapy i ostrożnie usiadłem.
-Co zrobiłem?-zapytałem z przerażeniem.
-Nic nie zrobiłeś,tylko chcielibyśmy z Weroniką o czymś z tobą porozmawiać.-splótł ręce i zwiesił je pomiędzy kolana.
Weronika usiadła poręczy fotela. Zmarszczyłem brwi i zacząłem nerwowo rozglądać się po pokoju. Niepewnie przełknąłem ślinę.
-A więc słuchaj.-zaczął Marek.-Po części to my pełnimy role twoich rodziców,i chcemy,abyś wyrósł na ludzi.
Zmarszczyłem brwi i lekko pokiwałem głową.
-I to jest taki temat dość wstydliwy,ale to my musimy z tobą o tym porozmawiać.-mówił z powagą.
Nagle zaświtało mi w głowie i  domyśliłem się do czego zmierza.
-O boże.-zaśmiałem się i schowałem twarz w dłoniach.-Nie musicie o tym ze mną rozmawiać.Nie jestem już dzieckiem-pokiwałem głową z uśmiechem.
-Ale no wiesz no...-powiedziała Weronika wymachując rękami.
-Ogarniam stosunki damsko-męskie. Serio. Nie musicie mi tego tłumaczyć.-zakryłem oczy ręką śmiejąc się.
-Uff.-odsapnął Marek.-To dobrze.
-Ale skąd wiesz?-zapytała Weronika.
Ugryzłem paznokcia od kciuka.
Najchętniej bym powiedział im ,,rucham się na każdej imprezie,więc raczej wiem co to ostry seks z napaloną blondynką''.
-Z własnego doświadczenia.-odpowiedziałem niepewnie patrząc na podłogę.
-Co?-zapytała ze zdziwieniem..
-Nic.-zaśmiałem się.
Przez chwile patrzyłem na nich zakrywając palcami usta.
-Zdziwieni?-zapytałem uśmiechając się cwaniacko.
-Robiłeś to już?!-zapytała wściekła Weronika.
-I co z tego?-uniosłem ręce mówiąc bez skrępowania.-To jest moja prywatna sprawa.
Wstałem wściekły i poszedłem po schodach do pokoju.
Jak oni mogą wypytywać o takie rzeczy. Nie jestem dzieckiem. Nie muszę o wszystkim im opowiadać.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod poduszki telefon. Kamil nie dał znaku życia,choć może dlatego,że jest 06:30. Nie mogłem już wytrzymać. Chciałem jak najszybciej się z nim zobaczyć.Podszedłem do drzwi balkonu,otwarłem je i wyszedłem.Balkon nie był wysoko,ponieważ z dołu na piętro było jakieś 5 schodków. Stanąłem opierając się o drewnianą poręcz i wpatrując się w samochody przejeżdżające koło mojego ''domu''. Na dworze było zimno i pochmurnie,lecz było widać niewielkie przebłyski słońca.
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad moją orientacją.Od jakiegoś czasu zaczynam się ''podniecać'' chłopakami. Kolejnym argumentem jest to,że poczułem coś do Kamila. Jak moja ekipa twierdzi,zakochałem się. Chociaż znam go tylko 1 dzień. No cóż,musiało wystarczyć. Chciałem o tym z kimś pogadać,ale nie mogłem. Bałem się ich reakcji.
Zaczął padać deszcz,więc wszedłem do środka zamykając za sobą szczelnie drzwi.
Zrobiło mi się zimno w tej piżamie,więc podszedłem do szafy i wyjąłem z niej białą bluzę i czarne spodnie. Zdjąłem piżamę i założyłem wyjęte przed chwilą ubrania. Otworzyłem inną szafkę i wyciągnąłem z niej białe buty z czerwonymi paskami po bokach,a następnie ubrałem je. Zrobiłem się głodny,ale nie miałem ochoty z innymi przebywać. Chciałem być teraz sam,pogrążony w myślach. Ale niestety,musiałem zejść na dół. Schowałem więc telefon do kieszeni. Miałem nadzieję,że Kamil zaraz zadzwoni. Zamknąłem drzwi i zszedłem do cichu na dół. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem Huberta jedzącego kanapkę i czytającego gazetę. Podszedłem do blatu i wziąłem kanapkę z serem. Usiadłem do stołu i zacząłem jeść. Hubert prawie kończył. Skorzystałem z okazji aby mu coś uświadomić.
-Słuchaj.-odłożyłem kanapkę i spojrzałem na niego.-Czy ty na prawdę myślisz że jestem aż takim idiotą i nie wiem podczas seksu zakłada się prezerwatywę?-powiedziałem szybko patrząc mu prosto w oczy.
-Co?!-zadławił się z kęsem chleba.
-Słyszałem co wczoraj mówiliście.-lekko się uśmiechnąłem.-Nie jestem aż takim debilem jak ci się zdaje.
Zrobił do mnie duże oczy,po czym wstał zszokowany i wyszedł z kuchni.
-Ale dlaczego ja mam to zrobić? Potem będę miał większe kłopoty.Policja i tak mnie obserwuje.-usłyszałem głos wchodzącego Łukasza.
-Ale my nie mamy czasu.-odpowiedział wchodzący za nim Marek.
-To niech Dominik się tym zajmie.-odpowiedział Łukasz po czym zaczął szukać czegoś w szafce nad kuchenką.
-Ale o co chodzi?-zapytałem marszcząc brwi i biorąc ostatni kawałek do ust.
-A w sumie,czemu nie.-opowiedział Marek patrząc na mnie po czym usiadł na krześle obok.
-Sprzątniesz jednego gościa?-zapytał niepewnie.
-Spoko.-wytarłem ręce w spodnie.-Kogo?
-Ten gościu widział jak pakowaliśmy towar z Rosji.-powiedział Marek układając usta w cienką linię.
-Jak się nazywa i gdzie go znajdę?-zacząłem pytać o istotne informacje.
-Yuan Lee czy jakoś tak. Łatwo go poznasz bo to chińczol. Znajdziesz go w tym warsztacie...a z resztą,Łukasz cię zawiezie.-wytłumaczył.
-Ale wieczorem,tak?-zapytałem. Nie chciałem dziś w ciągu dnia nic załatwiać,bo chciałem spotkać się z Kamilem.
-A szybciej nie możesz?-zapytał zmęczonym głosem.
Położyłem przedramiona na stół.
-Nie.-odpowiedziałem stanowczo.
-Dobra to...o 8?-zapytał.
-Ok.-odpowiedziałem wstając od stołu.
Nagle usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Natychmiast wyjąłem go z kieszeni i sprawdziłem kto dzwoni.Był to nieznany numer. Niepewnie przesunąłem palcem po ekranie aby odebrać.
-Halo?-zapytałem siadając z powrotem na krzesło.
-Hej.-usłyszałem znajomy głos.To był Kamil. Gdy to usłyszałem na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-O to ty.-zaśmiałem się.-Fajnie że dzwonisz.
-Nom. Ciebie też miło słyszeć.-gdy to usłyszałem zrobiło mi się lżej na duszy. Czułem się szczęśliwy,rozmawiając z nim.
-Ej dziś nie będzie lekcji.-powiedział
-Dlaczego?-oparłem łokieć o stół i przyłożyłem nadgarstek do ust.
-Jakaś awaria prądu czy coś.-powiedział.
-A skąd wiesz?-zapytałem niepewnie.
-Dzwonili do mojej mamy.-odpowiedział.
-A to dziś luz.-powiedziałem
Spojrzałem  na Marka który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Zmarszczyłem brwi i wstałem podchodząc do kanapy.
-Em,a może pójdziemy gdzieś dzisiaj? Bo i tak jestem sam w domu.-zapytał.
Ucieszyłem się słysząc to.
-Wyprzedziłeś moje pytanie.-zaśmiałem się.
Łukasz i Marek spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
-Przypadek? Nie sądzę.-zaśmiał się.-No pochodzimy sobie po mieście,wstąpimy na basen,do kina i takie tam.
-Ok.Będę o 9.-odpowiedziałem.
-To czekam. Pa.-pożegnał się.
-Cześć.-odpowiedziałem i rozłączyłem się.
Szybko zapisał jego numer. Cieszyłem się,że wreszcie się z nim  zobaczę.
-Myśleliśmy że rozmawiałeś z dziewczyną.-powiedział Łukasz.
-Dlaczego?-zapytałem chowając telefon.
-Ta radość na twojej twarzy-powiedział ze zdziwieniem.
Nie wiedziałem co im odpowiedzieć.
-Po prostu go lubię. I tyle.-odpowiedziałem drapiąc się w skroń.
Weronika weszła do pokoju i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A ty dlaczego nie wychodzisz do szkoły?-zapytała.
-Awaria prądu i nie ma lekcji.-odpowiedziałem siadając na kanapę.
-Czyli będziesz tu dzisiaj?-zapytała cisząc się.
-Nie. Wychodzę.-odpowiedziałem.
-Znowu gdzieś idziesz?-zapytała rozkładając ręce.
-Nie ważne.-odpowiedziałem i poszedłem do mojego pokoju.
Gdy wszedłem do pokoju,podszedłem szafy i wyciągnąłem z niej czerwone kąpielówki,przypominające bokserki. Zdjąłem ubrania i założyłem je,po czym znowu ubrałem ubrania. Spod łóżka wyjąłem małą torbę. Poszedłem do łazienki która znajdował się obok mojego pokoju. Na piętrze znajdowały się 3 pomieszczenia :mój pokój,łazienka i zbrojownia.
Wszedłem do łazienki i wyjąłem z szafki pod zlewem ręcznik,a następnie spakowałem go do torby. Postanowiłem nie brać dziś broni. Uznałem że dziś nie będzie potrzebna.
Szedłem na dół i podszedłem do drzwi. Chwyciłem za klamkę i chciałem ją nacisnąć,gdy zatrzymała mnie Weronika.
-Co masz w torbie?-zapytała podejrzliwie łapiąc mnie za nadgarstek
-Wódkę,marihuanę i prezerwatywy.-powiedziałem do niej jak do idiotki.
Spojrzała na mnie na mnie ze zdziwieniem.
-Żartowałem.-odpiąłem torbę pokazując jej zawartość.-Ręcznik.
-To dobrze.-odpowiedziała mrużąc oczy i puszczając mój nadgarstek.
Zaśmiałem się,wywróciłem oczami i wyszedłem.
Szedłem ulicą z nadzieją,że się nie spóźnię. Skręciłem w drogę leśną. Po kilku minutach,zauważyłem dom Kamila.Przyśpieszyłem i podszedłem do furtki. Rozejrzałem się wokół i przeszedłem na drugą stronę podchodząc do drzwi.


------------------------------------------------------------------

Od tego rozdziału będę zmieniać perspektywę spostrzegania sytuacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz