Gdy wszedłem do pokoju położyłem się na łóżko wpatrując się w sufit.
Czy to możliwe? Czy możliwe że się w nim zakochałem? Zakochałem się w chłopaku? Tyle pytań chodziło mi po głowie. Nie wiedziałem co mam robić. Czy startować do niego,czy nic nie robić i walczyć z tym uczuciem. A jeśli on też to czuje,a ja nic nie zrobię? Mogę zaprzepaścić szanse na szczęście. A co jeśli powiem mu wszystko co czuję,a on mnie wyśmieje i uzna za idiotę? Załamię się wtedy i od niego odejdę na zawsze,ze złamanym sercem. Ale ja chcę być przy nim. Przy jego uśmiechu,oczach...ciele. Przy jego dziwnej fobij sprzątania,żartach o mnie,zadziornym charakterze. Chce po prostu być przy nim. Znają mnie,nic nie zrobię i po prostu będę walczyć z tym uczuciem. I tak mam dalej żyć? Z tym uczuciem mam dalej iść przez życie? Nie dam rady. Pierwszy raz spotykam się z takim uczuciem. To znaczy,czułem już to wcześniej,ale nie tak mocno. I czułem to do dziewczyny. Byłem pewny jednej rzeczy : na pewno nie jestem gejem. Jak już to biseksualny. Ale jeśli nawet,to nie mogę o tym nikomu powiedzieć. To jest polska. Chyba najbardziej nietolerancyjny kraj. Skoro dziewczyna,która pomaluje usta czerwoną szminką,jest uznawana za dziwkę,to wolę nie myśleć jak traktują takie osoby jak ja. Ale chociaż umiem odpyskować,więc poradziłbym sobie z obelgami,ale nadal by mnie to rozwalało od środka. Niby wydaję się twardy,odważny i bezwzględny. Ale tak naprawdę jestem miękki. Można to wywnioskować po moim zachowaniu teraz : zakochałem się i nie wiem co mam zrobić. Jest mi cholernie ciężko. Można powiedzieć,że walczę ze samym sobą. Ale wiedziałem,że jeśli stanie się cud i się z nim zwiąże,to obywaj będziemy w niebezpieczeństwie. Mam mnóstwo wrogów,a jeśli zobaczą,że jest osoba,na której mi zależy,wykorzystają to aby mnie zniszczyć. Strasznie się boję tego,że mogą mu coś zrobić. Wtedy straciłbym go bezpowrotnie...
Moje oczy zrobiły się czerwone. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Postanowiłem zmienić pozę,więc usiadłem w siadzie skrzyżnym. Poczułem kłucie w serce. Z moich oczy wydobyło się kilka łez. Oparłem nadgarstek o czoło chowając swoją twarz. Kolejne kilka łez spłynęło po moim policzku. Nagle przypomniało mi się,gdy chwyciłem Kamlia za nadgarstek.Spojrzałem na swoją rękę i dokładnie ją obejrzałem. Chwyciłem drugą ręką tamtą rękę i przyłożyłem do klatki piersiowej. Zdałem sobie sprawę,jak to wszystko mnie boli. Chciałbym o tym z kimś porozmawiać,ale nikt tego nie zrozumie i powie że powinienem się leczyć bo jestem pedofilem czy coś w tym stylu. Ludzie tak zawsze reagują. A ja chciałem po prostu wsparcia. Chciałem Kamila,aby tu był i mógłbym go przytulić,powiedzieć mu ile dla mnie znaczy.W tej chwili,jedyne co mogłem zrobić,to czekać aż zadzwoni. Usłyszałbym wtedy znów jego kojący głos anioła. Chciałbym,aby powiedział że wszystko u niego dobrze,że jest bezpieczny i szczęśliwy. Tego pragnąłem.
-Puk,puk.-usłyszałem znajmy głos.
Uniosłem głowę i ujrzałem Łukasza opierającego się o futrynę drzwi. Spojrzałem na niego z zapłakanymi oczami i rękami nadal na klatce piersiowej.
-Ty płaczesz?-zmarszczył brwi.
-Nie...-chwyciłem palcami za końcówkę rękawa od bluzy i przetarłem nią mokre oczy.
Wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi,po czym podszedł do mnie i usiadł na skraju łóżka i wpatrywał się we mnie obcierającego oczy.
-Jeśli przyszedłeś się ze mnie nabijać to lepiej wyjdź. I tak jestem już zdołowany.-powiedziałem płaczącym głosem patrząc na niego ze złością.
-Tym razem przyszedłem w innej sprawie.-powiedział ze smutkiem patrząc na swoje kolana.
-Coś się stało?-zmarszczyłem brwi po czym podciągnąłem nosem.
-Nie tylko...chciałbym ci coś opowiedzieć.-powiedział stanowczo patrząc na mnie.
-No dawaj.-powiedziałem śmiało.
-Może trudno ci w to będzie uwierzyć,ale ja też kiedyś się zakochałem-podrapał się po karku.
-Że co? Ty? Ty masz w ogóle uczucia?-otwarłem szeroko oczy. Nie mogłem w to uwierzyć.On zawsze był bez litości i przepełniony wściekłością do każdego,kto stanie mu na drodze.
-Jak widać,tak,mam uczucia. Ale słuchaj dalej.-powiedział układając palce w pistolet i kierując na mnie.- I potem byliśmy razem. Bardzo ją kochałem. Była dla mnie całym światem. Nie mogłem żyć bez niej. Każdą wolną chwile spędzaliśmy razem. Ale...wiedzieli że miałem osobę na której mi zależy.
-Kto wiedział?-zapytałem ciekawsko zainteresowany jego wypowiedzią.
-Ci co nie powinni.-powiedział ze smutkiem.-i pewnego razu dostałem telefon,że ją mają.-zamknął oczy.-i jeśli chce ją uratować to mam przyjechać. Gdy ''tam'' przyjechałem,zobaczyłem gościa trzymającego pistolet przy jej głowie,a reszta patrzyła na mnie i śmiała się. Powiedzieli,że teraz zapłacę za to co im zrobiłem.-przejechał ręką po twarzy.-i strzelił.
On patrzył na podłogę ze smutkiem,a ja na niego ze zmarszczonymi brwiami i lekko uchylonymi ustami.
-To straszne...-wymamrotałem.
-Gnoje zwiali bo policja przyjechała.-mówił nie odrywając wzroku od podłogi.-a ja stałem patrząc jak ona umiera.
-Ale...dlaczego to zrobili?-przyłożyłem rękę do ust.
-Bo wysadziliśmy ich magazyn.-spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-To się nie dziwie że się wkurzyli-powiedziałem patrząc na niego z ukosa.
-Teraz pewnie myślisz sobie ,,po chuja on mi to mówi''-wywrócił oczami.-a więc słuchaj: możesz być z tą osobą,pod warunkiem,że będziesz umiał zapewnić jej odpowiednią ochronę. Ochronę przed ,,tymi którzy nie powinni'' o jej związku z tobą wiedzieć.-patrzył na mnie ze smutkiem w oczach.
-I właśnie tego się boje. Że nie dam rady.-spojrzałem na drzwi balkonowe podpierając się ręką i trzymając palce przy ustach.
-To,czy dasz radę,zależy od ciebie.-poczochrał mi włosy i wstał szykując się do wyjścia.
-Czekaj,która godzina?-zapytałem poprawiając włosy.
Łukasz otwarł drzwi,wychylił za nie głowę a po chwili ją schował do środka pokoju.
-20:55. a co?-zmarszczył brwi.
-Powinienem iść do ośrodka.-zmarszczyłem usta.
-Nie powinieneś chodzić tak późno sam po mieście.-powiedział patrząc na mnie troskliwie,co mnie bardzo zdziwiło ponieważ on i Hubert zazwyczaj odnosili się do mnie ze złością i bez szacunku.
-Przestań. Nie jestem już dzieckiem.-wywróciłem oczami
-Wiesz co ci powiem?-chwycił za klamkę.-Zostań tu,ja zadzwonię do ośrodka jako ojciec twojego kolegi i powiem że zostajesz.-uśmiechnął się lekko.
-Serio? Zrobisz to dla mnie?-nie mogłem uwierzyć w to co mówi.-Ale co ci się stało że jesteś taki miły dla mnie?
-Bo jesteś najmłodszy z naszej ekipy,więc powinniśmy się wszyscy o ciebie troszczyć.-zaśmiał się.
-Weź.Nie jestem aż taki słaby,jak myślisz.-uśmiechnąłem się do niego.
-Wiem.-spojrzał na podłogę.-To idę zadzwonić.Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziałem.- I hej...dzięki za rozmowę.-uśmiechnąłem się do niego po czym on to odwzajemnił i zamknął drzwi.
Położyłem się na łóżko i wziąłem głęboki oddech. Usłyszałem rozmowy z kuchni:
-Ciężko z nim. Ma doła.-usłyszałem głos Łukasza
-Ja pierdole.-zaczął Hubert.-Zaczął dojrzewać.
Gdy to usłyszałem zaśmiałem się,wstałem i usiadłem pod ścianą aby lepiej słyszeć ich rozmowy
-Czy to takie dziwne?-zaśmiała się Weronika.
-Nie ale to taki zjebany okres.-znowu odezwał się Hubert.
-Przecież to normalnie.-powiedział Marek
-Ale teraz będzie się zachowywał jak baba w ciąży. Nastroje mu się będą co chwile zmieniać i w ogóle to będzie masakra! Jeszcze nam przyjdzie i powie że jego ''koleżanka'' jest w ciąży.-powiedział zmęczonym głosem.
Gdy to usłyszałem zacząłem się cicho śmiać. Zasłoniłem ręką usta żeby mnie nie usłyszeli.
-Przestań. Dominik jest rozsądnym chłopakiem.-odezwała się Weronika.
-Zobaczycie niedługo jakie numery zacznie odstawiać.-powiedział Hubert po czym usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi.
Zdałem sobie sprawę,że wszyscy uważają mnie z innego niż jestem. Weronika myśli że jestem grzeczny,Hubert że nie myślącym debilem,a Łukasz że dzieckiem które nie poradzi sobie bez pomocy innych. To trochę smutne. Każdy miał o mnie inne zdanie,lecz nie wiedziałem dlaczego. Może to przez to że za mało z nimi rozmawiam? Możliwe.
Wstałem,podszedłem do łóżka,przebrałem się w piżamę. Podniosłem poduszkę i wyjąłem spod niej swój telefon. Sprawdziłem go,aby sprawdzić,czy ktoś nie dzwonił albo czy nie dostałem sms-a. Miałem nadzieję,że Kamil dał jakiś znak,lecz myliłem się. Zasmuciłem się tym faktem. Bałem się że po prostu mnie olał albo coś. Nie chciałem zrywać z nim kontaktu,naprawdę nie chciałem.
Byłem już zmęczony,chociaż była dopiero 21:30,ale miałem już dość emocji i wrażeń na dziś. Postanowiłem się więc położyć. Odkryłem pościel,położyłem się i przykryłem nią do pasa. Schowałem telefon z powrotem pod poduszkę po czym podciągnąłem pościel i przytuliłem ją tak,jak małe dziecko misia. Powoli zamknąłem oczy,nie mogąc doczekać się jutra, bo wiedziałem że znowu zobaczę Kamila,ten jego uśmiech i oczy. Byłem szczęśliwy,że jutro znowu z nim porozmawiam,usłyszę ten piękny głos...
-----------------------------------------------------------------------------
Długo czekaliście,ale jest :)
Zajebiste, ale krótkie
OdpowiedzUsuń