Weszliśmy do budynku. W środku biegało pełno dzieci. Zabawki były wszędzie.Nagle 5 letni chłopiec w blond włosach,czerwonej bluzce i niebieskich spodniach spojrzał na nas.
-Dominik!-krzyknął i zaczął biec w moją stronę z rozłożonymi rękami
-Heeej-zawołałem z uśmiechem po czym kucnąłem i rozłożyłem szeroko ręce.
Chłopiec wtulił się ze mnie,a ja w niego.Po chwili wyprostowałem się biorąc dziecko na ręce.
-I jak tam?-spytałem chłopca kołysząc się.
-Dobźe-odpowiedział chłopiec,patrząc na mnie niebieskimi oczami,uśmiechając się przy tym.
-Hej Kamil to jest Antek.-odpowiedziałem odwracając się w jego stronę z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ale słodki-odpowiedział schylając się na wysokość głowy dziecka-Jestem Kamil.-powiedział po czym podał dziecku rękę.
Dziecko podało mu swoją malutką rączkę i chwyciło go za jego dużo większą rękę.Kamil uniósł ją w górę i w dół,po czym dziecko skuliło się w kulkę i wtuliło w moje ramię.
-Nie wstydź się-zaśmiałem się po czym dziecko zaczęło się wyrywać,więc postawiłem je na ziemię a one pobiegło do innego pokoju.
-Jaki uroczy-uśmiechnął się i spojrzał na mnie z wyciągniętą w przód dolną wargą.
-Wiem.-odwzajemniłem to uśmiechem.
Rozejrzał się wokół.
-A więc to jest piętro dla dzieci,czyli są tu dzieci w wieku do 8 lat. Drugie piętro jest od 9 do 12,a trzecie dla całej reszty,czyli od 13 do 18.-wytłumaczyłem mu biorąc głęboki oddech.
-Ładnie tu.-odpowiedział z uśmiechem kiwając głową.-Pokażesz mi swój pokój?
-Em...no,ok.-powiedziałem zdziwiony.-Choć.-zaczęliśmy iść po schodach aż na trzecie
Czułem zdziwienie.Nie wiedziałem po co chciał go zobaczyć.Pewnie po prostu z czystej ciekawości.Po kilku sekundach znaleźliśmy się w pokoju z czerwonymi ścianami brązową podłogą.. Łóżka były małe,z szarą pościelą.Na jednym z nich,które znajdowało się pod ścianą siedział 18-letni chłopak w czerwonej bluzie i czarnych spodniach. Najwyraźnej był pochłonięty czytaniem gazety o sporcie.
-Wreszcie raczyłeś przyjść.-oderwał wzrok spod gazety i spojrzał na mnie.-Gdzie byłeś w nocy?
-Nie twoja sprawa.-odpowiedziałem czując wstręt do niego.
-Kto to?-kiwnął głową w stronę Kamila.
-To też nie sprawa.-odpowiedziałem chowając plecak do szafy przy oknie.
-O boże...-odsapnął.-Weź skończ.
-Jestem Kamil.-odezwał się Kamil i uśmiechnął do niego.
-Jestem Czarek.-odwzajemnił uśmiech.
Kamil zrobił sobie spacer po pokoju uważnie wszystko oglądając.
-Dobra,skoro już obejrzałeś pokój to choć bo nie lubię tu być.-oznajmiłem ze zmęczeniem
-Jasne-powiedział wychodząc z pokoju.
Wyszedłem za nim i zeszliśmy na dół kierując się w stronę wyjścia.
-Ej czekaj,tylko wezmę klucz.-powiedziałem po czym poszedłem do pokoju obok.
Przekroczyłem próg gdy starsza kobieta w okularach i białej sukience podeszła do mnie.
-Dlaczego nie wróciłeś na noc?!-zaczęła na mnie krzyczeć.
-Że co?-spojrzałem na nią jak na wariatkę.Pomyślałem,że może dam radę ją okłamać.
-Przyszłam rano do was a Cię nie było!-wykrzyczała ze złością
-No bo ja wyszedłem wcześnie rano.-odpowiedziałem z nadzieją,że uwierzy w to.
-Ale po co tak wcześnie?-powiedziała już normalnym głosem
-No bo...-zacząłem kręcić oczami.-Musiałem coś załatwić.-powiedziałem śmiało.
-Dobrze,nie mam więcej pytań.-gdy to powiedziała wziąłem głęboki oddech i poczułem ulgę,że znowu uwierzyła w moje kłamstwa.-Jakiś pan zostawił dla ciebie klucze.-powiedziała dając mi je.
-Nie znasz go?-zapytałem zdziwiony biorąc klucze i chowając do kieszeni od spodni.
-Nie.A powinnam?-zapytała
-Nie,nie.Nie musisz.To nikt ważny.-znowu ją okłamałem,ponieważ każdy z chłopaków z grupy był dla mnie bardzo ważny i byłem gotów oddać życie za każdego.
-Wybierasz się gdzieś? Kiedy będziesz?-zaczęła mnie wypytywać.
-O 9,ok?-zrobiłem błagalną minę.
-Dobrze.-odpowiedziała i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia,czyli sprzątania klocków
Odwróciłem się i zacząłem iść w stronę drzwi.Gdy byłem już blisko celu,zauważyłem że Kamil rozmawia Anną.Schowałem się za rogiem,więc usłyszałem ich rozmowę. Słyszałem między innymi
,,-Hej jestem Anna.Fajna bluza.-mówiła śmiało.
-Jestem Kamil.I dzięki.-cieszyłem się że jej nie skomplementował
-A masz już dziewczynę?-to pytanie mnie zszokowało.
-Nie,a czemu pytasz?-mówił z zaciekawieniem w głosie.
-No bo taki ładny chłopak,i jeszcze sam? Niemożliwe.-zachichotała
-Em,dzięki.No jednak możliwe.-zaśmiał się
-Może kiedyś się gdzieś wybierzemy? Na przykład do kina?''
Poczułem strzał ciarek. Przeszły całe moje ciało. Miałem ochotę wyjebać tej suce.To było dość dziwne uczucie.Znałem je wcześniej,to była zazdrość. Byłem zazdrosny,że ona go podrywa.Postanowiłem przerwać ich rozmowę.
-Czego tu chcesz suko-warknąłem do niej.
-Spokojnie,ja tylko rozmawiam z twoim ładnym kolegą.-odpowiedziała z kpiną w głosie.
-Wypierdalaj jeśli nie chcesz dostać w ryj!-wykrzyczałem wskazując jej drogę do innego pokoju.
-Ogarnij się!- machnęła ręką i poszła do wskazanego miejsca.
Czułem wściekłość. Teraz jeszcze bardziej jej nienawidziłem.
-Ej co to miało być?!-spytał zdziwiony Kamil.
-Nic.-odparłem biorąc głęboki oddech.-Po prostu jej nienawidzę.
-Ale żeby aż tak przesadnie się wydzierać? Ona tylko ze mną rozmawiała!-wyjaśniał
-Dobra,już nie pierdol tylko choć.-powiedziałem wychodząc z budynku.
Szliśmy w ciszy.Zdawało mi się że jest na mnie zły. W końcu Anna jest nawet ładną dziewczyną...
* * *
Szliśmy przez kolejne ulice aż doszliśmy to płotu z siatki zza którego było widać stare,zniszczone budynki.Drzwi od przejścia były metalowe.Podszedłem nich i szarpnąłem klamkę.
-Kurwa,zamknięte.-rozejrzałem się wokół.
-I co teraz?-spytał zaniepokojony Kamil.
Nagle wpadłem na pewien pomysł.
-Wejdziemy górą.-uśmiechnąłem się do niego po czym spojrzałem w górę.
Chwyciłem się siatki i zacząłem po niech wchodzić.Kamil przesunął się kilka kroków w tył. Gdy byłem już na górze usiadłem okrakiem na metalowym zakończeniu płotu.
-Idziesz?-zaśmiałem się do niego.
-Ja tam nie wejdę.-zmarszczył brwi.
-Oj no weeeeź.-wywróciłem oczami.-Dasz radę.
-Nie,nie dam.-oznajmił z krzywą miną.-Nie umiem tak jak ty chodzić po płotach.
-Gdy uciekasz przed policją musisz to umieć.-powiedziałem surowo.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Zeskoczyłem na drugą stronę i otworzyłem mu drzwi.
-Choć.-chwyciłem go za nadgarstek,przeciągnąłem przez przejście po czym zamknąłem drzwi z powrotem.
Szliśmy kawałek gdy zorientowałem się że nadal trzymam go za nadgarstek.
-Oj,prze-przepraszam.-puściłem jego rękę i zawstydzony podrapałem się po karku.
-A,no...nie przeszkadzało mi to.- zaśmiał się po czym wbił wzrok w chodnik
Czułem że robi mi się gorąco.Na szczęście mnie nie widział,bo byłem cały czerwony.
Po chwili podeszliśmy do szarego budynku.Wyciągnąłem klucze z kieszeni,odkluczyłem drzwi ,wpuściłem Kamila do środka i zamknąłem je.
-Oto mój drugi dom.-oznajmiłem śmiało przygryzając dolną wargę.
-Drugi?-zdziwił się
-No po prostu osoby stąd są dla mnie bardzo ważne i po części stałem się ich rodziną.-wytłumaczyłem mu podchodząc do lodówki.
-Która godzina?-zapytał kładąc torbę obok fotela.
-Hmmm...-wyciągnąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem godzinę.-16:26,a co?-odpowiedziałem chowając telefon i marszcząc brwi.
-Moja mama przyjedzie do domu o 18. więc mam czas.-uśmiechnął się uradowany całą tą sytuacją.
-Jesteś głodny?-zapytałem otwierając lodówkę.
-Zależy co masz.-podszedł do mnie od tyłu i oparł głowę na ramieniu.
Poczułem strzał ciepła.Serce zaczęło mi bić szybciej.Przygryzłem dolną wargę jak najmocniej umiałem.
-To co wybierasz?-zapytałem nieśmiało.
-Hmmm...może....-zastanawiał się patrząc na lodówkę.-zrobimy jajecznicę. Co ty na to?
-Kusząca propozycja.-zaśmiałem się i zamknąłem lodówkę.
Kamil nadal miał opartą głowę o moje ramię.Zwiesiłem głowę w dół po czym przełknąłem ślinę. Stałem przed zamkniętą lodówką,z wytłaczanką jajek w rękach. Czułem,że w środku się palę. Staliśmy w tej pozycji przez dłuższy czas.
-Hej,mogę Cię o coś zapytać?-wyszeptał
-Jasne.-odpowiedziałem zagubiony.
-Czy gdybym...-zaczął mówić wolno.-gdybym się wtedy nie odezwał,nie poprosił Cię,strzeliłbyś?-powiedział śmiało
Stałem jak skamieniały.
-Pewnie tak.-powiedziałem cicho czując smutek.
Nie chciałem tego przerywać,lecz musiałem,więc ruszyłem w bok w stronę gazówki. Wyjąłem ze szafki patelnię i położyłem ją na rozpalonej gazówce po czym zacząłem wbijać do niej jajka. Ukradkiem spojrzałem na Kamila.Był oparty o lodówkę,ręce skrzyżowane na klatce piersiowej a głowę miał zwieszoną w dół.Najwyraźniej był zamyślony.
-Hej podasz mi przyprawy?-zapytałem soląc rozbite jajka.
-Co?-uniósł głowę w moją stronę.-Co mówiłeś? Nie słyszałem.
-Spytałem czy podasz mi przyprawy z szafki obok ciebie.- odpowiedziałem z uśmiechem
-Ok.-odwrócił się w stronę szafki i wyciągnął z niej paczkę przypraw.-To? odwrócił głowę pokazując mi opakowanie.
-Tak to.-oznajmiłem.-Daj.
Podszedł do mnie i stanął obok patrząc na patelnię.Szybkim ruchem otworzył opakowanie i zaczął posypywać jajka przyprawami.Zmieszałem te przyprawy razem z resztą jajek których nie posypał. Stał przez chwilę patrząc się jak mieszam jajka.Znów było mi ciepło,i to nie od tego ze stałem obok rozżarzonej patelni,tylko dlatego że Kamil stał obok mnie. Nagle odszedł schować przyprawy po czym usiadł do stołu. Jajka były już gotowe więc wyłączyłem gaz,nałożyłem je na talerzyki i podałem jemu,po czym usiadłem do stołu naprzeciw niego i zacząłem jeść a on zrobił to samo.Wśród nas panowała niezręczna cisza.
-Dobre.-powiedział przerywając przy tym ciszę
-Wiem.Bo moje.-zażartowałem uśmiechając się.
-Już się tak nie przechwalaj.-pokiwał głową z szyderczym uśmiechem.
Uśmiechnąłem się i czułem,że zaraz znów będziemy normalnie rozmawiać,bez spiny.
-Opowiedz mi coś więcej o sobie.-zaproponował i spojrzał na mnie.
-Em,no lubię gotować,pływać,nie interesuje mnie sport,-uniosłem brwi.-lubię też zimne mleko,spagetti,nie lubię bić się z kimś,ani ludzi którzy obrażają albo grożą moim bliskim.To tyle o mnie.-powiedziałem z uśmiechem.-Teraz ty coś o sobie.
-No ja już z góry mówię że nie mam za ciekawego życia,ale lubię też kilka rzeczy co ty.-odpowiedział
-Jakie?-zapytałem
-Też lubię pływać i spagetti-odpowiedział.-Ale nie rozumiem,jak można pić zimne mleko.Wtedy jego smak jest zamknięty.
-Odwal się.Ja takie lubię.- zaśmiałem się.-No mów dalej o sobie.
-Nie lubię bałaganu,więc dużo sprzątam.Też nie lubię sportu,a zamiast jakiegokolwiek wysiłku fizycznego wolę grać na kompie.-opowiadał
-Masz rację,nie masz za ciekawego życia.-zaśmiałem się.
-Eh,no wiem.-wziął głęboki oddech.
Skończyliśmy jeść.
-Hej zaraz przyjdę.Idę tylko do łazienki .Nie płacz za mną.Spokojnie,wrócę zaraz.-żartowałem sobie wstając od stołu
-Niech cię kibel wciągnie!- wołał
Wszedłem do łazienki.Załatwiłem swoją potrzebę fizjologiczną w postaci siku.Gdy skończyłem spłukałem i umyłem ręce. Następnie spojrzałem w lustro i przeczesałem włosy.Stałem przez chwilę rozmyślając nad tym,co się wydarzyło:trzymałem go za rękę,mu to nie przeszkadzało.Położył głowę na moim ramieniu,najwyraźniej nie chciał tego przerywać. Nie wiedziałem co mam robić.
-Hej na serio się utopiłeś?-usłyszałem znajomy głos zza drzwi.
-Nie,ja...-powiedziałem zakłopotany.-Już wychodzę.-podszedłem do drzwi i otworzyłem je,po czym zobaczyłem Kamila.
Poszedłem w stronę kuchni żeby posprzątać,ponieważ Weronika nie lubi bałaganu.
-Już posprzątałem.-zaśmiał się Kamil.
-Co?-zmarszczyłem brwi czując zaskoczenie.
-Przecież mówiłem,że nie lubię bałaganu.-odpowiedział drapiąc się w łokieć.
-Ale no...-nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.-Nie musiałeś.-zaśmiałem się.
-A tam,już dobra.-machnął ręką.
Uśmiechnąłem się do niego z podziwem.
-To choć.Pokażę ci mój pokój.-zacząłem iść w stronę pokoju obok łazienki.
Gdy weszliśmy Kamil rozejrzał się po pokoju a następnie usiadł na skraju mojego łóżka.
-Jeśli mogę zapytać,-zaczął mówić zagubiony głosem patrząc się na swoje stopy.-dlaczego jesteś w domu dziecka?-oznajmił spoglądając na mnie.
Odetchnąłem ciężko.Wiedziałem,że wcześniej czy później o to zapyta.Nie chciałem mu tego tłumaczyć,ponieważ wstydziłem się tego,jak ''powstałem''.
-No...-podszedłem do niego i usiadłem obok.-Moja mama urodziła mnie gdy miała 21 lat.-zacząłem opowiadać.-To wszystko zaczęło się gdy szła raz nocy od przyjaciółki i skręciła w ulicę pijaków.-podgiąłem kolana do brzucha,objąłem je rękami i schyliłem lekko głowę patrzą na moje kolana.-no i...jakiś koleś,ją...zgwałcił.-mówiłem płaczącym głosem czując wewnętrzny ból.-a kilka dni po porodzie została zamordowana.-zwinąłem usta w linię.-Tylko tylko wiem na ten temat.
Kamil był w szoku.Siedział wpatrując się na mnie ze smutkiem w oczach.
-Boże...-zaczął mówić.-To straszne.-spojrzał przed siebie.-A jak się znalazłeś w tej grupie? Bo na pewno do jakiejś należysz.-zapytał nieśmiało.
-Mój wujek Marek tak jakby mnie przygarnął.-odpowiedziałem.-Tak jakby bo mieszkam w ośrodku,ale cały czas jestem tu.-uniosłem oczy i spojrzałem na niego ze smutkiem.
-Przykro mi.-szepnął i objął mnie ramieniem.
W jego objęciach czułem się bezpiecznie i przyjemnie.Przymknąłem oczy i oparłem głowę o jego ramię.
-Tak bardzo mi jej brakuje.-powiedziałem płaczącym głosem podciągając nos.
-Spokojnie,teraz masz mnie.-powiedział przykładając usta do moich włosów.
Zszokował mnie tą wypowiedzią.Wziąłem głęboki oddech i lekko uchyliłem usta. Dobrze wiedziałem,że głupio zrobiłem, zapraszając go do siebie,ale nie mogłem zostawić go samego na dworze. Niespodziewanie zrobiłem coś,czego chciałem uniknąć,coś,czego odmówiłem tak wielu osobą -zaprzyjaźniłem się z nim.
-------------------------------------------------------------------------
I jak?
Coś mi się czcionka w połowie zjebała i nie wiedziałam jak to naprawić więc jest tak. Pozdrawiam : Ja :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz