wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 2

   Wszedłem do budynku i rozejrzałem się wokół siebie. W środku był harmider. Jedno wielkie zbiorowisko niestabilnych psychicznie gimnazjalistów.Lecz jeden chłopak przykuł moją uwagę. Stał pod ścianą.Miał czarne włosy,mniej więcej mojego wzrostu. Zwróciłem na niego uwagę,bo wyglądał tysiąc razy lepiej niż reszta tych nieogolonych i łysych dresów. Miał na sobie czarną bluzkę,jasne dżinsy i buty z NIKE. Pewnie był jednym z tych aroganckich i rozpieszczonych dzieci bogaczów.Był zajęty śmianiem się wraz z nimi z chłopaka,który przywieszał na gazetkę szkolną kartkę z narysowanym na niej kutasem. Na przeciwko nich znajdowały się drzwi, z napisem ,,sekretariat''. Zacząłem iść w ich stronę.Gdy przechodziłem obok tej gromady,ich rozmowy ucichły,a oni wędrowali oczami za moją osobą. Na 3 sekundy spojrzałem na nich groźnie,żeby się nie zbliżali do mnie. Nie miałem przyjaciół.Nie mogłem ich mieć,bo gdybym miał to staliby się ofiarami lub zakładnikami ludzi Solarskiego,aby mnie szantażować,a w najgorszym wypadku kazaliby mi wybierać:albo oni,albo ja.Wiadomo,że wybrałbym ich,a oni pełni szczęścia,że wreszcie mają okazję to zrobić,zabiliby mnie.Oni tego pragnęli. Byłem ich celem numer 1.Za co? Za to że raz zabiłem jedną z suk Solara przez co stracił jedną z jego wielu ,,zabójczych zabawek'',a ta była jego ulubioną .
-Ej to ten nowy-słyszałem miliony takich tekstów za moimi plecami,lecz nie zwracałem na nich uwagi.
Podszedłem do drzwi sekretariatu. Lekko zapukałem.Usłyszałem ,,Proszę!'' zza drzwi. Niepewnie nadusiłem klamkę i wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do biurka,przy którym siedziała  starsza kobieta w jasnoniebieskiej sukience z okularami na nosie.
-Dzień dobry-przywitałem się z nią.
-Witam. W czym mogę pomóc?-spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Nazywam się Dominik Malczewski i przyszedłem odebrać kartkę z planem lekcji-odpowiedziałem próbując być miły.
-Ach to ty jesteś tym nowym uczniem-szeroko się uśmiechnęła do mnie.-Witamy w naszej szkole.
-Dziękuję.-odpowiedziałem jej z uśmiechem,chociaż nie wiedziałem za co jej dziękowałem.
Zaczęła szukać czegoś w szafce.Nagle wyciągnęła z niej lekko pogniecioną kartkę.
-Proszę.-powiedziała wręczając mi kartkę.-A masz legitymację i świadectwo z poprzedniej klasy?-zapytała.
-Tak.-odpowiedziałem odpinając plecak a po chwili szukania wyciągnąłem z niej legitymację i świadectwo.-Proszę-podałem jej.
-Dziękuję.Możesz przyjść po to pod koniec lekcji.-powiedziała.
-Dobrze.Do widzenia.-powiedziałem kierując się w stronę drzwi.
Gdy wyszedłem, ludzie nadal patrzyli na mnie ukradkiem,myśląc,że tego nie widzę.Spojrzałem na kartkę.Z tego co pisało,pierwsza  lekcja to matematyka,w sali numer 10. Chodziłem jak idiota po szkole,szukając sali lekcyjnej,lecz bezskutecznie. Chciałem podejść do kogoś i spytać się gdzie jest ta klasa,lecz nie mogłem bo wiedziałem,że ten ktoś będzie chciał mnie poznać,a tego chciałem uniknąć.Po chwili dalszego szukania znalazłem sale numer 10. Odetchnąłem z ulgą.Spojrzałem na ustawionych przed drzwiami ludzi. Okazało się,że byłem w klasie z tymi gośćmi spod sekretariatu i z tymi tapeciarami sprzed szkoły.
-Ale fajna klasa.-pomyślałem sarkastycznie.
Nagle zauważyłem nauczycielkę,idącą w naszą stronę.Zająłem miejsce w kącie,tak,aby nikomu nie zawadzać.Gdy nauczycielka otworzyła drzwi i wpuściła nas do środka,wszedłem do klasy jako ostatni.Upewniłem się,że wszyscy zajęli swoje miejsca a następnie ja zająłem miejsce w ostatniej ławce pod ścianą. Ogarniałem matmę,więc rozumiałem wszystkie zadania. Co chwile ktoś odwracał się i ukradkiem patrzył na mnie.
Na przerwach stałem sam pod ścianą,gdy reszta klasy siedziała z dala ode mnie,śmiała się,rozmawiała i wygłupiała,a moim jedynym zajęciem była gra w ,,Angry Birds'' w moim telefonie.Dziwiłem się,że nikt nie podszedł,nawet przywitać się.Nic.Zero reakcji.Z jednej strony cieszyło mnie to,a z drugiej czułem się samotny. Resztę lekcji przebiegło tak samo jak wcześniejsza-nikt się do mnie nie odzywał.Nawet nauczyciele.
           *                            *                               *
Siedziałem na na lekcji historii,czyli ostatniej lekcji. Usłyszałem rozmowę chłopaka,który przykuł moją uwagę koło sekretariatu z jakimś rudym gościem w zielonej bluzie :
,,-Wypadło na ciebie.-mówił rudy
 -Ale ja nie chcę!-mówił wściekły brunet
 -Oj no weź. Na pewno cię nie zje.-żartował sobie rudy
 -Nie.-mówił stanowczo brunet
 -Musisz.-przez chwilę panowała cisza
 -Dobra.Ale jeśli mnie zabiję to twoja wina.
 -Dobra ogarnij.Nie będzie tak źle.''
Nauczyciel powiedział do niego ,,Mazur,uwaga za zakłócanie toku lekcji''.A więc miał nazwisko Mazur.Ta wiadomość mi się przyda.
Byłem ciekaw o co chodziło,ale wiedziałem,że nigdy się tego nie dowiem,bo raczej nigdy do nie poznam.
Zadzwonił dzwonek.Uradowany wyszedłem z klasy,kierując się w stronę wyjścia. Kilka chwil po wyjściu Usłyszałem kroki. Odwróciłem się,aby zobaczyć kto to.Zobaczyłem chłopaka spod sekretariatu.
-Hej.-powiedział uroczo
-Hej.-odpowiedziałem uśmiechając się do niego
-Jestem Kamil.-powiedział
-A ja Dominik.-odpowiedziałem
-Toooo-próbował ciągnąć rozmowę-ja ci się podoba u nas w szkole?
-Szczerzę? Szkoła jest brzydka,niezadbana a w kiblu nie ma papieru.-odpowiedziałem śmieją się
-No to każdy wie.-odpowiedział także z uśmiechem.-Ale chodzi mi o ludzi.
-No właśnie,wy boicie się mnie czy co?-spytałem ze zdziwieniem.
-Szczerze? Tak.Dlatego wysłali mnie żebym cię obczaił.-powiedział ze strachem w głosie.
-Ej spokojnie.-zaśmiałem się.-Nie musisz się mnie bać.
-Właśnie widzę.-spojrzał na mnie.-Wyglądasz na miłego.
-Dziękuję.-uśmiechnąłem się do niego-Ty też.
-Też dzięki-odpowiedział-Ej a widziałeś że koło 8-ki jest dziura w ścianie?
-No właśnie to widziałem.Zdziwiłem się i nie ogarniam jak ktoś to mógł zrobić-.odpowiedziałem
Przez jakieś 10 minut rozmawialiśmy o wadach naszej szkoły. Doszedłem do wniosku,że przyjemnie mi się z nim rozmawia.Nareszcie rozmawiałem z kimś,kto był w moim wieku i był stabilny psychicznie i emocjonalnie. Polubiłem go,i to bardzo,ale nie mogłem dłużej ciągnąć tej rozmowy. Jeszcze się z nim zaprzyjaźnię,i co wtedy?
-Słuchaj...-przerwałem mu jego wypowiedź o tym,jak pewnego razu chłopacy wrzucili do damskiej szatni szczura.-nie powinieneś ze mną rozma...-przerwałem gdy usłyszałem zza moich pleców dźwięk zamykanych drzwi od samochodu.
-Ej Malczewski!-wołał podchodząc do mnie.To był Bartek.28 letni  mężczyzna,trochę pulchny,należał do innej grupy niż ja,ale nasze kontakty były dobre więc wymienialiśmy się towarami.
-Kurwa nie teraz-powiedziałem cicho wściekły,ale Kamil na pewno to słyszał.
-Ej kiedy podwieziecie nam towar?-pytał Bartek gdy podszedł.
-A dokładniej?-nie wiedziałem o który towar mu chodzi
-O broń tą nową co załatwiliście z Rosji.-powiedział
-Nie...nie wiem.Ale ci przedzwonię dzisiaj około 8,ok?
-Hej,a ten gościu od Smulińskiego?-zapytał
-Sprzątnięty.-odpwiedziałem
-A kto go załatwił?-zapytał
-Ja.-odparłem.
-Że co?! Ty?!-był zdziwiony-Ty zabiłeś jego najlepszego człowieka?!
-Jakbyś nie wiedział że jestem w tym dobry.-mówiłem pewny siebie.
-Ale jak ty to zrobiłeś?! Masz 16 lat,a on 34!-pytał zszokowany
-Ma się tę wprawę-chamsko się uśmiechnąłem
-Wow.Dobra,muszę iść. To zadzwoń o tej 8,ok?-pytał niepewnie
-Spoko.-odpowiedziałem unoszą kciuk od prawej ręki do góry.-Nie zapomnę.
-No ja myślę.-powiedział to,po czym odszedł.
Szedłem za nim wzrokiem aż nie wsiadł do czarnego samochodu i odjechał.Nagle przypomniało mi się,że Kamil stał obok i wszystko słyszał.Spojrzałem na niego.Jego twarz była blada,oczy szeroko otwarte a usta lekko uchylone.
-E...spoko,nikomu nie powiem...-próbował coś wydukać,ale bym w zbyt wielkim szoku.
-Tak,nic nikomu nie powiesz.-wyciągnąłem zza pasa od spodni pistolet,i wycelowałem w niego,stojącego niedaleko ode mnie.-Pożegnaj się.
Był zszokowany.Zaczął szybciej oddychać.
-Nierób tego!-powiedział przestraszony
-Muszę. Za dużo wiesz. Przykro mi.-na prawdę było mi przykro,że musiałem to zrobić,ale nie miałem innego wyjścia.-A już cię polubiłem.Ale to twoja wina,bo to ty poszedłeś za mną.
-Ale ja nikomu nie powiem! Zaufaj mi! -próbował coś więcej mówić,ale strach odbierał mu mowę.
-Znam cię kilka minut. Nie mogę ci zaufać. Ledwo cię znam.-powiedziałem stanowczo.
-To chociaż spróbuj.-powiedział już spokojniej,lecz nadal ze strachem.
Trzymałem broń wycelowaną w jego stronę.
-Proszę.-wyszeptał.
Coś we mnie pękło. Czułem,że nie dam rady tego zrobić. Pomimo że znaliśmy się krótko,to już był dla mnie ważny.Nie wiedziałem dlaczego.Zawsze zabijałem z łatwością,a teraz? Po prostu nie mogłem.
-Nic nie widziałeś i nic nie słyszałeś.Jeśli wygadasz cokolwiek,to po tobie.-powiedziałem chowając broń na swoje miejsce.
-Spoko.-powiedział będąc jeszcze w szoku.Spojrzał na ziemię,aby wszystko sobie poukładać w głowie.
-Idziesz?-zapytałem
-Gdzie?-zapytał zaskoczony
-Do domu. A gdzie myślałeś?-powiedziałem spokojnie uśmiechając się serdecznie do niego.
-Ja...nie wiem.-odpowiedział
-Dobra już spokojnie.-powiedziałem ciągnąc go za rękaw aby wreszcie się ruszył.



**********************************
Dość długi w porównaniu do 1 ale to chyba dobrze ;)


1 komentarz: